Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Bibliotekarz rektorem – rektor bibliotekarzem

Zdjęcie ilustracyjne
Uroczystość wręczenia insygniów rektorskich UMK na dziedzińcu Ratusza Staromiejskiego, Toruń 23 maja 1948 r. Przemawia rektor prof. Ludwik Kolankowski. Za nim od lewej: prof. Karol Koranyi (prorektor), prof. Kazimierz Hartleb, prof. Aleksander Jabłoński fot. Alojzy Czarnecki (zasób Archiwum UMK)

W 70. rocznicę śmierci prof. Ludwika Kolankowskiego

Był jednym z najwybitniejszych polskich historyków-mediewistów pierwszej połowy XX wieku, specjalizującym się w dziejach Polski i Litwy doby jagiellońskiej oraz w historii politycznej Europy Środkowo-Wschodniej. Pomimo upływu prawie 100 lat od druku, prace jego uważane są za fundamentalne syntezy politycznej historii Polski Jagiellonów i wciąż cytowane.

Urodził się 21 czerwca 1882 roku w Nadwórnej, w mieście powiatowym na zachodniej Ukrainie, w rodzinie Karola – zubożałego szlachcica, a następnie robotnika tartacznego oraz Marii z Jabłońskich. Po maturze, złożonej z odznaczeniem w gimnazjum w Stanisławowie (1902), studiował najpierw prawo, a następnie historię na Uniwersytecie Lwowskim – głównie pod kierunkiem Ludwika Finkla – które ukończył w lipcu 1906 roku doktoratem. W okresie studiów należał do Czytelni Akademickiej, jednej z najstarszych i najważniejszych polskich organizacji studenckich w Galicji, a zarazem najsilniejszej i najbardziej prestiżowej tego typu instytucji we Lwowie w okresie autonomii galicyjskiej i niepodległości. Czytelnia była swoistym centrum polskiego życia studenckiego, rywalizowała z bardziej radykalnymi organizacjami, takimi jak ZET czy Bratnia Pomoc, a później bardzo silnie kształtowała lwowski ruch strzelecki i Polską Organizację Wojskową (POW). Organizacja sama w sobie pozostawała formalnie towarzystwem naukowo-kulturalnym (statutowo apolitycznym), ale w rzeczywistości pełniła rolę centralnego miejsca spotkań, koordynacji i mobilizacji polskiego środowiska akademickiego Lwowa – w tym tych kręgów, które były zaangażowane w przygotowania paramilitarne.

W październiku–listopadzie 1918 roku Czytelnia odegrała rolę de facto sztabu mobilizacyjnego polskiego środowiska akademickiego – to tam zapadły kluczowe decyzje o powołaniu Straży Akademickiej i koordynacji z POW. Szczyt jej aktywności przypadał jednak na okres po 1905 roku; w tym czasie student Ludwik Kolankowski  kierował aż 17 kołami naukowymi Czytelni (głównie historycznymi i humanistycznymi).

W 1905 roku, na ostatnim roku studiów, pracował jako wolontariusz w Bibliotece Uniwersyteckiej we Lwowie pod kierunkiem Aleksandra Semkowicza. Po uzyskaniu doktoratu przeniósł się do Krakowa, gdzie w Bibliotece Jagiellońskiej łączył obowiązki bibliotekarskie z działalnością naukową. Dzięki stypendium w latach 1906–1907 kontynuował studia historyczne na Uniwersytecie w Berlinie, a po powrocie objął stanowisko praktykanta w Bibliotece Jagiellońskiej, gdzie przeszedł wszystkie szczeble pracy bibliotekarskiej, nie rezygnując przy tym z prowadzenia badań naukowych. Pracował tam aż do odzyskania niepodległości, łącząc zajęcia bibliotekarskie z obowiązkami elitarnego docenta prywatnego UJ (po habilitacji w 1913 roku na UJ). Wszechnica Krakowska ceniła jego wiedzę i rosnącą pozycję w nauce, lecz pochodzenie sprawiło, że nigdy nie otrzymał etatu naukowego.

Dzięki wsparciu Akademii Umiejętności prowadził badania w archiwach i bibliotekach Gdańska, Kijowa, Królewca, Wilna i Moskwy, a równocześnie w latach 1909–1918 prowadził zajęcia z historii Polski na Wyższych Kursach dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę Kolankowski włączył się w budowę struktur państwowych. Na polecenie Naczelnego Wodza, Józefa Piłsudskiego, prowadził rokowania z dowództwem Ober Ost w sprawie szybkiego wycofania wojsk niemieckich z terenów wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Podpisane w lutym 1919 roku porozumienie umożliwiające ewakuację Niemców, otworzyło drogę do powrotu do Polski m.in. Wilna i Grodna. W „nagrodę” został komisarzem cywilnym przy Zarządzie Wojkowym Kresów Wschodnich przy Zarządzie Wojskowym i organizował polską administrację cywilną na terenach opuszczanych przez Ober Ost.

Najtrudniejsze i najbardziej niewdzięczne zadanie otrzymał w maju 1919 roku. Na prośbę Józefa Piłsudskiego zorganizować miał Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie jako jego pełnomocnik. Naturalnie, nie sam, bo wespół z szeregiem urzędników z departamentu nauki i szkół wyższych Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, i komitetem uniwersyteckim w Wilnie, lecz to jego zdecydowanie, stanowczość i po równej części dyplomacja pozwoliły w niespełna cztery miesiące doprowadzić do wskrzeszenia uczelni i do pierwszej Inauguracji w październiku 1919 roku. Najpewniej był projekt, by został rektorem nowego uniwersytetu.

Nikt bardziej niż on nie nadawał się do tej roli z racji miłości i pasji naukowej dla Wielkiego Księstwa Litewskiego i zasług, lecz nie został zaakceptowany przez wileńską profesurę. Wilnianie byli u siebie – on z zewnątrz, i był „tylko” bibliotekarzem. Zakończona sukcesem misja była jego osobistą klęską. Nie uzyskał na nowym uniwersytecie nawet etatu naukowego. Wrócił do pracy dyplomatycznej, a później… ponownie bibliotekarskiej.

Biblioteka Ordynacji Zamojskiej w Warszawie, jedna z najcenniejszych prywatnych kolekcji magnackich w Polsce, po odzyskaniu niepodległości przeżywała okres modernizacji i reorganizacji. Ordynat Maurycy Zamoyski chciał uczynić z niej nowoczesną, dostępną dla badaczy placówkę o znaczeniu narodowym. Poszukiwał osoby o dużym autorytecie naukowym, doświadczeniu bibliotekarskim i kontaktach w kręgach rządowych, bo biblioteka była instytucją prywatną, ale o ogromnym znaczeniu kulturalnym i politycznym, a Zamoyscy byli blisko obozu piłsudczykowskiego. Propozycja została złożona przez samego Maurycego Zamoyskiego wiosną 1929 roku. Lecz Kolankowski wahał się. Kończył fundamentalne dzieło o epoce jagiellońskiej (tom I Polski Jagiellonów ukazał się w 1930 r. i dalsze były już zaawansowane) i miał możliwość powrotu do Krakowa lub Lwowa. Ostatecznie jednak przyjął nominację i 1 maja 1929 roku został dyrektorem Biblioteki Zamoyskich, nie rezygnując z pracy naukowej i wykładów na uczelniach w Wilnie (od 1931 jako profesor tytularny historii Litwy) oraz we Lwowie od roku 1936, kiedy został tam mianowany profesorem zwyczajnym historii Polski.

W latach 1929–1944 kierował biblioteką, która mieściła się w Pałacu Błękitnym przy pl. Bankowym i w 1939 r. liczyła ok. 120–130 tys. woluminów (w tym bardzo cenny dział rękopisów, inkunabułów i starodruków). 25 września 1939 roku, w czasie bombardowania Warszawy, gmach Pałacu został poważnie uszkodzony. Kolankowski osobiście brał udział w gaszeniu pożaru i ratowaniu zbiorów i z narażeniem życia wynosił najcenniejsze rękopisy. Dzięki wcześniejszemu zabezpieczeniu i szybkiej akcji ocalało ok. 60–70% zbiorów, w tym większość najcenniejszych skarbów kultury. Niemcy nie zlikwidowali biblioteki, ale ograniczali dostęp. Pracownicy wypełniali swoje obowiązki: porządkowali i katalogowali ocalałe zbiory, a dyrektor Kolankowski zorganizował tajną placówkę naukową. W bibliotece odbywały się konspiracyjne zebrania oraz wykłady profesorów Podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego. Wykorzystując znajomości w niemieckich środowiskach naukowych, Kolankowski uzyskał od Komendy Wojskowej gwarancje nieingerowania w zbiory biblioteki. Mimo to nakazał, by najcenniejsze rękopisy ukrywano, przenoszono w bezpieczne miejsca. W czasie powstania warszawskiego biblioteka została całkowicie spalona i zrujnowana, a kolekcje, które pozostały w gmachu, uległy zniszczeniu.

Ocalało jedynie to, co Kolankowski zdołał ukryć w zamaskowanej piwnicy lub wywieźć i ukryć w magazynach, u zaufanych osób, w prowizorycznych schowkach, głównie poza Warszawą. Do najcenniejszych uratowanych skarbów, rozbudzających wyobraźnię, należały: Kodeks Zamojski (najstarszy przekaz Kroniki Galla Anonima), autograf Jana Kochanowskiego, autograf Rękopisu znalezionego w Saragossie Potockiego, rękopisy i autografy wybitnych osób i pisarzy, m.in. Erazma z Rotterdamu, Mazariniego, Słowackiego, Krasińskiego, Byrona, Goethego, Kanta, Prusa, Sienkiewicza, mapy i atlasy m.in. odpisy Cosmographii Ptolemeusza z XV w., atlasy XVI w. I jeszcze 144 dzieła z biblioteki Zygmunta Augusta. Ocalił je upór, kontakty i determinacja Ludwika Kolankowskiego. Większość z tych rękopisów i dzieł można dziś zobaczyć w Pałacu Krasińskich w Warszawie, jako że ocalałe skarby trafiły do Biblioteki Narodowej.

Po wojnie Kolankowski nie wrócił do kierowania biblioteką Zamoyskich. Stracił w powstaniu warszawskim cały swój dorobek naukowy i warsztat badawczy, rękopisy przygotowywanych artykułów i książek. Okradziony z pracy i naukowych marzeń, energię i doświadczenie skierował ku dziełu odbudowy polskiej nauki, wiążąc swoje losy najpierw z powstającym uniwersytetem w Łodzi, a następnie, podobnie jak w Wilnie, polecono mu organizację „wileńskiego” Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Tym razem został rektorem, a może było to warunkiem porzucenia spokojnie rozpoczynającej się pracy urzędniczej w Łodzi. Musiał mieć świadomość, że Wilnianie go pamiętają, ale teraz nie byli „u siebie”: wszyscy stali się expatriantami. I wszyscy byli w Toruniu „obcy”. Dla nowej władzy „robotnicze” pochodzenie było atutem, które wykorzystywał w rozmowach z partyjnymi oficjałami i staraniach o uniwersytet, a najpewniej też później, trzymając w ryzach „bolszewicką” młodzież próbującą „rządzić” uczelnią, donosząc na niego do władz partyjnych i ministerialnych. Lecz organizacja uczelni wymagała nie tylko determinacji i zdolności do pracy w warunkach prowizorycznych, ale też wizji i pomysłu.

Starszy o ćwierć wieku, po raz drugi przystąpił do budowania uniwersytetu na ziemi odzyskanej i podobnie jak przed laty niemal wszystko należało zaczynać od zera. Tym razem zadanie to podejmował w trudniejszych warunkach – wbrew miastu i jego mieszkańcom, mając za sprzymierzeńców jedynie garstkę profesorów przybyłych z Wilna, którzy byli tu przed nim i niejako narzucili mu wizję Universitas Bathoranea Vilna expulsa, oraz kilku urzędników, dla których szkoła wyższa mogła stać się trampoliną do awansu.

Doskonale zorientowany w środowisku naukowym i układach personalnych, potrafił skutecznie przyciągać do miasta wybitnych uczonych z Lwowa, Krakowa i Warszawy, gwarantując spokój tak niezbędny po latach wojny. Najpierw, już 1 września, powstała w Toruniu biblioteka uniwersytecka, a kilka miesięcy później, pod koniec 1945 roku – Uniwersytet.

Przekazał UMK wszystkie swoje wyobrażenia o tym, czym powinien być uniwersytet, kim rektor, kim uczony. Nierzadko w opozycji do wileńskiej tradycji i rozpleniającej się na polskich uniwersytetach „równości”. Wzorem był dla niego Ludwik Finkel, dziekan Wydziału Filozoficznego (1901/1902), prorektor (1912/1913) i rektor Uniwersytetu Lwowskiego (1911/1912), ale też bibliograf i archiwista – „ojciec polskiej bibliografii historycznej”. W jego osobie widział dostojeństwo akademickie i zawód nauczyciela, i takim też widział siebie wykładowcą. Studentów zachwycał nie tylko wiedzą i nadzwyczajną erudycją, lecz także szczególnym sposobem prowadzenia wykładów, które miały charakter niemal misterium, czy theatrum, ponieważ Kolankowski konstruował je jak dramat lub tragedię. Dzięki temu wykłady stawały się czymś więcej niż przekazem wiedzy – były próbą przywołania minionej rzeczywistości w jej pełnym bogactwie znaczeń.

Interpretując dzieje jagiellońskie, łączył rygor analizy źródłowej z szeroką wizją procesów historycznych, a opowiadając o Zygmuncie Auguście kreślił sylwetkę renesansowego władcy zakochanego w książkach, które samemu ukrywał w podziemiach Biblioteki Zamoyskich.

Uniwersytet widział „ogromny” i zabiegał o znamiona jego powagi i szacunek także u innych. Sukcesem zakończyły się starania o insygnia akademickie, zachowanie integralności, poziomu nauki i niezależności władzy rektora. Pogodził różne interesy Wilna i Lwowa w małym miasteczku akademickim nad Wisłą. Lecz do czasu. W roku 1948 pochodzenie przestało być tarczą i zmuszony został do rezygnacji z funkcji rektora UMK. Odszedł bez protestów, zostając na uczelni, którą stworzył. Patrzył teraz z rosnącym smutkiem, jak stopniowo ograniczana jest autonomii uniwersytetów, jak podporządkowuje się życie akademickie mechanizmom kontroli politycznej i tworzeniu „nowego człowieka socjalistycznego”, jak stopniowo eliminuje się z przestrzeni uniwersytetów „reakcyjnych” profesorów zastępujących ich miernotami z dobrym pochodzeniem, jak rośnie inwigilacja środowiska akademickiego, a donosy zyskują wartość dowodu procesowego.

Jeszcze przed ustąpieniem został pełnomocnikiem Senatu UMK i zarządzał majątkami uniwersyteckimi, a w lipcu 1948 roku został administratorem tych majątków. Funkcję tę sprawował do 31 marca 1949 roku.

Czy zapytano go, jak sobie wyobraża dalszą obecność na Uniwersytecie, czy komuś przypomniało się, że był bibliotekarzem – nie wiemy. Zdaje się jednak, że funkcję administratora traktowano od początku jako tymczasową. Czy było zatem przypadkiem, że intrygi partyjne zmusiły organizatora Biblioteki Uniwersyteckiej dr. Stefana Burhardta do ustąpienia z dyrektorstwa, na które zamierzano w Toruniu usadzić dr Marię Puciatową, i wolne stanowisko dyrektora stało się najlepszym rozwiązaniem „problemu Kolankowskiego”, czy może wydarzenia przebiegały z inspiracji ministerialnych? 1 maja 1949 roku Ludwik Kolankowski, decyzją Ministerstwa Oświaty, objął stanowisko dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej, przy sprzeciwie części środowisk partyjnych. Przyszedł do gmachu, który znał doskonale, o którego zdobycie dla uniwersytetu zabiegał u władz miasta, tak jak o finanse na remont i wyposażenie. Będąc rektorem, kiedy otwierał uniwersytecką książnicę, zadbał, by poświęcił ją biskup, co stawało się wówczas już aktem odwagi cywilnej. Teraz, po krótkim epizodzie rektorstwa, ponownie wrócił do zawodu bibliotekarskiego. Miał wówczas 67 lat. To, czego nauczył się u Aleksandra Semkowicza we Lwowie, respektował twórczo w Krakowie, terminując u Fryderyka Papée, a później rozwijał w Bibliotece Ordynacji Zamoyskiej, starał się teraz zaszczepić w Toruniu. Zabiegał o środki finansowe na nowoczesne wyposażenie, systematycznie powiększał księgozbiór i dążył do stworzenia nowoczesnej, dobrze zorganizowanej książnicy akademickiej. Miał wizję biblioteki głęboko zakorzenioną w tradycji europejskiego uniwersytetu. Miała nie tylko wspierać studia uczonych i studentów, ale być samodzielnym warsztatem badań naukowych, jednym z fundamentów uniwersytetu.

W toruńskiej książnicy spotykały się wszystkie wymiary jego biografii: historyka przywiązanego do źródła, organizatora instytucji i strażnika akademickiej tradycji. Szczególną wagę przywiązywał do zabezpieczenia dawnych rękopisów i starodruków, świadomy, że w powojennych realiach łatwo mogły one ulec rozproszeniu lub zniszczeniu. Pod jego kierownictwem Biblioteka Uniwersytecka weszła w okres dynamicznego rozwoju. W realiach pierwszych powojennych lat szczególnego znaczenia nabierała kwestia zabezpieczenia zbiorów dawnych.

W atmosferze powojennego chaosu łatwo było o zniszczenie lub rozproszenie cennych rękopisów i starodruków. Już jako rektor Kolankowski miał świadomość, że toruńska biblioteka może stać się depozytariuszem dziedzictwa o znaczeniu znacznie szerszym niż regionalne, może nie na miarę Zamoyskich, ale na miarę wielkiego uniwersytetu. Dzięki jego rozległym kontaktom, wiedzy i staraniom księgozbiór biblioteki powiększył się o cenne nabytki ze składnic druków zabezpieczonych i podworskich, a jako dyrektor pozyskał starodruki ze zbiorów Pusłowskich i Potockich. Do najcenniejszych należały m. in. pierwsze wydanie kroniki Macieja z Miechowa czy atlas Marco Beneventano z 1508 roku. Dbałość o konserwację, ewidencję i naukowe opracowanie zbiorów traktował jako element odpowiedzialności za kulturę i pamięć historyczną.

Ta sama odpowiedzialność kazała mu zmierzyć się z cenzurą i „zaprotestować”. W styczniu 1951 roku opracowano w Ministerstwie Oświaty (Wydział Ocen i Doboru Książek Centralnego Zarządu Bibliotek) oraz w Departamencie Nauki Ministerstwa Szkół Wyższych i Nauki, dwuczęściowy Wykaz książek podlegających niezwłocznemu wycofaniu, które uznano za wrogie i szkodliwe dla interesów państwa socjalistycznego. Wraz z ponad 2 tys. tytułów z poufnym pismem trafił on do wszystkich bibliotek w Polsce. Były to książki historyczne, dokumenty i literatura (w spisie znalazły się już książki Czesława Miłosza), książki dla dzieci i młodzieży, w tym związane z harcerstwem i ideami skautingu, a także bajki historyczne, mitologia, bajki o piratach i korsarzach, itp. W spisach nakazano ponadto wycofać ze zbiorów wszystkie „pozytywne” pozycje dotyczące Jugosławii oraz wszystkie wydania utworów Josipa Broz Tito. Książki miały iść na przemiał. Kolejne spisy „druków do wycofania” opracowano 24 czerwca 1952 oraz w marcu 1953 roku. Z tych książek tworzono zespoły druków zastrzeżonych, zwanych najczęściej „prohibitami”, które, choć niedostępne dla czytelników, jednak fizycznie istniały w bibliotekach. Nakazano też wycofać karty katalogowe i włączyć je do osobnego inwentarza „przechowywanego pod zamknięciem” u dyrektora. Kolankowski nie podporządkował się temu zarządzeniu książek nie wycofał i nie spalił. Wszystkie wróciły na regały po październiku 1956 roku.

Najcięższe lata stalinowskie były czasem podporządkowywania uczelni wymogom ideologicznym i realizacji założeń Planu Sześcioletniego, którego zadania nie ominęły i biblioteki. Jednym z najważniejszych stało się opracowanie ogromnego księgozbioru, co wymagało zwiększenia liczby pracowników i reorganizacji instytucji. W 1953 roku wprowadzono nowy regulamin biblioteki oraz zmieniono jej strukturę organizacyjną, a instytucja włączyła się w działania propagandowe. W tych warunkach zamysł wielkiej książnicy uniwersyteckiej, któremu patronował Kolankowski, musiał ulec dramatycznej korekcie, i w cieniu politycznej retoryki, inspirowanych przez władze partyjne sporów, prowokacji i donosów, rola dyrektora Biblioteki ulegała marginalizacji, a kierowanie uniwersytecką książnicą przechodziło w coraz większym stopniu w ręce innych osób, związanych z nowym układem politycznym, głównie wicedyrektor Puciatowej, aktywnego członka PZPR, która w kwietniu 1955 roku objęła stanowisko dyrektora.

Mimo upokorzeń, Ludwik Kolankowski pozostał wierny Toruniowi do końca życia. Nie skorzystał z propozycji objęcia katedry na uczelni we Wrocławiu, ani nie zgodził się pracować na Uniwersytecie Warszawskim. Uniwersytetem żył do końca: w ostatnich latach niemal codziennie odwiedzał Collegium Physicum, by obserwować postęp prac budowlanych. Przeżywał powolne zwijanie uczelni w początkach lat 50. XX wieku – zawieszenie działalności Wydziału Prawa czy likwidację większości kierunków na Wydziale Humanistycznym, a przecież wierzył, że dzieło rozpoczęte w trudnych powojennych latach będzie trwało znacznie dłużej niż jego własne życie.

Zmarł w poniedziałek 19 marca 1956 roku. Przez trzy dni trumna okryta togą, której nie zdążył już włożyć na Inaugurację roku 1948/49, i insygniami rektorskimi była wystawiona w holu Biblioteki Uniwersyteckiej, aby społeczność akademicka mogła oddać mu hołd i podziękować za trud włożony w budowę toruńskiej uczelni. Po nabożeństwie w kościele Najświętszej Marii Panny kondukt żałobny przeszedł ulicami miasta na cmentarz św. Jerzego, gdzie pierwszy rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika spoczął na zawsze. Uniwersytet trwa, choć jakże daleko odszedł od tego, czym był w 1945 roku.

 

Dr hab. Anna Supruniuk – dyrektor Archiwum UMK

Dr hab. Mirosław A. Supruniuk – kierownik Archiwum Emigracji UMK i Muzeum Uniwersyteckiego

pozostałe wiadomości

galeria zdjęć

Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie. Kliknij, aby powiększyć zdjęcie.