Z dr. hab. Ireneuszem Sobotą, prof. UMK, kierownikiem Stacji Polarnej UMK na Spitsbergenie oraz dyrektorem Centrum Badań Polarnych UMK rozmawia Winicjusz Schulz
– Tyle lat bywa Pan w okolicach bieguna północnego – to Arktyka Pana wybrała czy Pan ją? A może przypadek?
– Chyba wybraliśmy siebie nawzajem. Pochodzę z nadmorskiej miejscowości na wyspie Wolin, z Dziwnowa. Miejscowość ta położona jest przy ujściu rzeki Dziwny do morza. Pełno tam rozlewisk, tak że nie trudno było tam zakochać się, że tak powiem, w hydrologii i geografii. Stąd myślę, że takie pierwsze zamiłowania do tego typu przygód. Tam bywały naprawdę porządne, srogie zimy, morze często zamarzało aż po horyzont. Od dzieciństwa z kolegami robiliśmy sobie wypady po zamarzniętych wodach. Zdarzało się nawet, że pływaliśmy na krach, kiedy wiosną lód się topił. Nie podobało się to nauczycielom i rodzicom.
Dużo też czytałem o Syberii i Arktyce, o takich chatach na końcu świata. I dziś ta nasza stacja polarna to też jakby taka chata, w której spędza się najlepsze chwile życia. Miałem to szczęście, że zawsze interesowałem się geografią. A było to w czasach, kiedy o jakimkolwiek dalszym wyjeździe można było tylko pomarzyć. W końcu poszedłem na studia na Uniwersytet Mikołaja Kopernika. Tam poznałem świetnych ludzi, którzy już wcześniej jeździli na Spitsbergen. Wciągnął mnie w to wszystko śp. profesor Marek Grześ, który zaproponował mi, żebym tam pojechał. Na początku było śmiesznie, bo musiałem pomagać w przygotowaniach wyprawy, na przykład myć beczki. Miałem obiecane, że jak to zrobię, to na pewno pojadę w tym roku. W 1995 roku jeszcze nie pojechałem, ale w 1996 roku ruszyliśmy razem na wyprawę i tak to się wszystko zaczęło.
Myślę więc, że wybraliśmy się nawzajem i trwamy już tak ze sobą wiele lat.
SVALBARD
To miejsce specjalne
Przed snem opowieści fajne
Miejsce bardzo baśniowe
Co dzień zachwyty nowe
Miejsce wręcz awangardowe
Na widok którego odbiera mowę
Miejsce gdzie za prestiżowe
Niechybnie uważa się badania naukowe
A misie, lisy, morsy i foki
Czasem patrząc na nie zrywają boki
To miejsce aliści wyjątkowe
Gdzie więcej lodowców, niż piwa na głowę
Miejsce gdzie lodowce są ciągle w stanie
Jak ludzie ciągłej walki o przetrwanie
Miejsce, gdzie ci co tam byli tak mają
Że ciągle i wciąż tam wracają
To miejsce gdzie bardziej oczywiste
Są sny niż myśli najskrytsze
I miejsce takie gdzie się przeplata
Miłość z tęsknotą na końcu lata
To takie miejsce bez wątpienia
Co całe życie zmienia.
– To wielka pasja i miłość, ale chyba w bardzo trudnych warunkach?
– Tak, to wielka pasja i miłość, ale czy to trudne warunki? I tak, i nie. Oczywiście bywa tam ciężko, pogoda potrafi dać w kość. Zwłaszcza jak przyjdą zawieje śnieżne, sztormy, ulewy i nie da się przez kilka dni wyjść ze Stacji. Wtedy w naszym domu daleko od domu trzeba po prostu to lubić, żeby przetrwać. Ale co to znaczy trudne warunki? Czy to, że wieje, leje i jest zimno, czy to, że zostawiamy rodzinę i spędzamy czas z taką naszą nową, tymczasową rodziną? Czasem, rzeczywiście to właśnie w tych chwilach, przy bardzo brzydkiej pogodzie, pojawiają się trudne momenty. Ale z drugiej strony Arktyka uczy nas pokory, nie tylko do przyrody, ale nawet samych siebie. A my ją poznajemy coraz lepiej, choć pewnie nigdy nie poznamy jej w stu procentach. Robimy to, co sami wybraliśmy, i im fajniejsza grupa, im lepiej zorganizowana stacja, tym te warunki stają się łatwiejsze i bezpieczniejsze. To nasz wybór, więc nie ma co narzekać na warunki… chociaż czasem marzy się o lepszej pogodzie.
– A rodzina nie jest zazdrosna? Nie jest Pan przecież typowym naukowcem, który w dzień jest na uniwersytecie, a po południu, wieczorem wraca do domu. Pewnie wiele już razy zdarzało się tak, że w tym domu nie było Pana przez wiele miesięcy. Trochę jak... marynarz.
– Kiedyś próbowałem policzyć, ile czasu spędziłem w stacji, czyli poza domem i rodziną, i to wychodzi prawie siedem lat i to tylko jeśli liczyć 39 wypraw na Spitsbergen, bo nie wspominam nawet o Antarktyce i innych miejscach, do których jeździłem. To bardzo długi czas, wiadomo, że to oznacza rozłąkę z rodziną i musimy się z tym wzajemnie pogodzić. Choć nie jest to łatwe. Szczególnie trudne to było, kiedy pojawiły się dzieci, bo wtedy ta tęsknota była jeszcze większa. Wyprawy trwały różnie, czasem miesiąc, czasem trzy. Polarnicy to trochę rzeczywiście tacy marynarze nauki, nie siedzimy w ciepłych gabinetach, tylko pracujemy w trudnych warunkach polarnych. Zawsze powtarzam, że trzeba pamiętać, że kiedy jesteśmy tam daleko, to w tym czasie nie ma nas gdzie indziej, no i z najbliższymi. I szczerze mówiąc, ja już po prostu nie umiem tam nie jeździć.
– Stacja Polarna Uniwersytetu Mikołaja Kopernika często jest przedstawiana jako najbardziej wysunięta na północ globu polska placówka badawcza. Jak to się stało, że UMK znalazł się w tak odległym miejscu?
– Tak, Stacja to wyjątkowa placówka badawcza. Zlokalizowana jest w wyjątkowym terenie badawczym, w obszarze o pierwotnym charakterze funkcjonowania środowiska przyrodniczego. Prowadzenie tam badań ma szczególne znaczenie w poznaniu procesów związanych ze współczesnymi zmianami kriosfery w świetle współczesnych przemian klimatycznych zachodzących na kuli ziemskiej. Czyni z regionu Stacji Polarnej UMK na Spitsbergenie niepowtarzalne naturalne laboratorium naukowe. Jest to kompendium wiedzy nie tylko dla północno-zachodniego Spitsbergenu, ale również miejsce, gdzie można poznawać „na żywo” procesy, które w przeszłości kształtowały współczesną rzeźbę Polski. Stanowi zatem również doskonałe pole dydaktyczne dla pracowników, doktorantów i studentów.
A dlaczego w tym odległym miejscu? Tu należy wspomnieć, że pierwsza glacjologiczna wyprawa na Ziemię Oskara II (Oscar II Land) oraz w region Kaffiøyry odbyła się w 1938 roku i została zainicjowana przez Prezesa Zarządu Koła Polarnego Towarzystwa Wypraw Badawczych A.B. Dobrowolskiego. Dlatego też grupa geografów z ośrodka toruńskiego zdecydowała się na organizację wyprawy w ten sam obszar celem przeprowadzenia badań porównawczych. W 1975 roku wyruszyła pierwsza Toruńska Wyprawa Polarna. Kierował nią Jan Szupryczyński. Podczas ekspedycji z inicjatywy Czesława Pietrucienia u podnóża moren Lodowca Aavatsmarka powstał specjalnej konstrukcji domek, który stał się zaczątkiem stacji działającej do dzisiaj. Od tego czasu do roku 1989 w różnych odstępach czasowych w okresie letnim odbywały się wyprawy do Stacji. W roku 1995 rozpoczął się nowy cykl wypraw letnich do Stacji Polarnej UMK pod kierunkiem prof. M. Grzesia, które odbywają się systematycznie w każdym roku. W roku 1996 roku rozpoczęto również serię wypraw wiosennych, których głównym celem były badania zimowej akumulacji śniegu na lodowcach w regionie Kaffiøyry, obserwacje zimowych wypływów z lodowców oraz prace geodezyjne w miejscach niedostępnych latem. Tak jak wspomniałem, rok 1996 jest dla mnie bardzo ważny – po raz pierwszy pojechałem do tego mojego drugiego domu. A w roku 2005 zostałem kierownikiem Stacji. W roku 2007 Stacja została znacząco rozbudowana i zmieniła się nie do poznania, co odmieniło również wagę i charakter naszego wspólnego marzenia.
Warto też wspomnieć, że od początku istnienia Stacji odbyło się do niej 55 wypraw naukowych, którymi kierowali między innymi prof. Gabriel Wójcik, prof. Czesław Pietrucień, dr Kazimierz Marciniak, prof. Marek Grześ, dr hab. Ireneusz Sobota oraz dr Krzysztof R. Lankauf. Wzięło w nich udział ponad 200 osób, a odwiedziło Stację ponad 500. To miejsce pracy przede wszystkim pracowników Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, głównie geografów i biologów. W wielu ekspedycjach brali udział również naukowcy z innych polskich i zagranicznych ośrodków. Trudno wymienić wszystkie osoby, które przebywały i pracowały w Stacji Polarnej UMK. Jest to wielka grupa przyjaciół, która wiele miesięcy swojego życia postanowiła poświęcić swojej pasji i badaniom w Arktyce. 55 wypraw to 55 oddzielnych opowieści.
– Jaką ewolucję przechodziła stacja – gdybyśmy tak porównali tę obecną z tamtą sprzed 50 lat?
– Oj, o tym można by bardzo długo opowiadać. Dzisiejsza stacja to już rozbudowana infrastruktura badawcza, w porównaniu z tym naszym niewielkim domkiem z 1975 roku. W wielu aspektach codzienne życie bardzo się zmieniło. Może warto zacząć od tego, że zmienił się dojazd do stacji przez te wszystkie lata. Gdzieś tam w latach 70. trzeba było jechać przez Murmańsk, wiadomo, była inna sytuacja polityczna, a teraz takim rejestrowym samolotem można wylądować w Longyearbyen, stolicy Svalbardu, i stamtąd latem statkiem w kilkanaście godzin dopłynąć do naszej stacji. Mało tego, są już teraz takie szybkie łodzie typu speedboat, którymi przy ładnej pogodzie już w cztery godziny można dopłynąć na miejsce. Brzmi to bardzo fajnie, że to tak się wszystko rozwinęło, ale pamiętajmy, że Spitsbergen to Spitsbergen. Czasami jedna rzecz się wydarzy, jak na przykład tego roku latem doszło do pomieszania paliwa, benzyny z dieslem i wiele statków zostało uszkodzonych na Spitsbergenie, co spowodowało, że my również mieliśmy utrudniony dostęp. Innym razem coś się popsuje i to już może skomplikować całą tę logistykę dojazdową. Z kolei wiosną najpierw jeszcze dolatujemy mniejszym samolotem do Ny-Ålesund, a stamtąd skuterami śnieżnymi do stacji. Zatem można powiedzieć, że w tym zakresie logistyka się bardzo mocno zmieniła. Jednak zawsze jakaś niepewność jest, czy niezależnie od tego, jaki to jest statek, czy będą odpowiednie warunki pogodowe, żeby dopłynął, aby nas zabrać z powrotem do tej głównej osady i na samolot, żebyśmy mogli wrócić do domu.
Z kolei jeśli chodzi o dostęp do wody, to kiedyś nosiliśmy ją w beczkach z pobliskiego jeziora albo funkcję tę pełnił śnieg. Można powiedzieć: nie chciało się nosić teczki, trzeba turlać beczki. Teraz mamy ekologiczne pompy i wąż, więc uzupełniamy wodę znacznie wygodniej. Co ciekawe, nie wszystko musi być supernowoczesne i też możliwe do zrobienia, na przykład bieżąca woda z kranu nie jest nam koniecznie potrzebna, bo ten nasz sposób po prostu wystarcza.
Jeśli chodzi o prąd, to kiedyś mieliśmy tylko agregaty na parę godzin, a teraz mamy panele słoneczne, powerbanki i dostęp do prądu właściwie przez całą dobę. To ogromna zmiana, bo teraz możemy zasilać nasze urządzenia, laptopy i sprzęty pomiarowe praktycznie bez przerwy. Mamy też nowoczesną ekologiczną toaletę spalającą. To naprawdę ważne kamienie milowe w rozwoju naszej Stacji.
Zresztą, musimy pamiętać, że będąc na stacji, jesteśmy nie tylko naukowcami, ale też musimy naprawdę dobrze sobie radzić z gospodarowaniem nią. Ciągle coś się psuje: czasem uszkodzi coś niedźwiedź, czasem silny wiatr, i musimy radzić sobie sami, bo nikt za nas tego nie zrobi. Zawsze powtarzam: bez nauki nie ma stacji, ale bez stacji nie ma nauki. Trzeba traktować to jak nasze małe naukowe gospodarstwo na końcu świata.
– A badania – na ile ich tematyka jest stała, a na ile się zmieniała?
– Jeśli chodzi o badania, to ich tematyka jest częściowo stała, ale też naturalnie ewoluuje. Mamy pewne obszary, które badamy od lat, ale dostosowujemy się też do nowych wyzwań i zmieniających się warunków. W programach naukowych największy nacisk położono między innymi na badania w zakresie współczesnych zmian kriosfery, glacjologii, geomorfologii glacjalnej, wieloletniej zmarzliny i procesów peryglacjalnych oraz badania klimatologiczne i botaniczne. Badania te mają szczególne znaczenie w świetle współczesnych zmian klimatu.
Arktyka, a szczególnie rejon Svalbardu, charakteryzuje się największym wzrostem temperatury powietrza na kuli ziemskiej, co skutkuje znacznymi zmianami w kriosferze i funkcjonowaniu tego wrażliwego na zmiany ekosystemu. Określenie przebiegu i przyczyn zmian zasięgu lodowców jest aktualnie jednym z głównych problemów badawczych. Współczesne zmiany lodowców i ich przedpoli są jednymi z najważniejszych wskaźników zmian zachodzących współcześnie w kriosferze. Stałym monitoringiem objęte są badania zmian i dynamiki lodowców, badania struktury hydrotermicznej lodowców, badania ablacji (topnienia) lodowców oraz badania hydrologiczne odpływu z lodowca i reżimu rzeki Waldemara. Pomiary w punkcie zlokalizowanym w miejscu ujścia rzeki poza strefę marginalną lodowca Waldemara stanowią jeden z dłuższych ciągów pomiarowych w historii prowadzenia badań na Svalbardzie. Kontynuowane są również badania nad wieloletnią zmarzliną, a zwłaszcza warstwą czynną, będące częścią międzynarodowego programu CALM. Stacja Polarna UMK stanowi również bardzo ważne zaplecze dla prowadzonych od wielu lat w tym regionie pomiarów meteorologicznych. Stacja posiada jedną z dłuższych serii pomiarowych temperatury powietrza na Spitsbergenie oraz doskonale rozwiniętą sieć pomiarów topoklimatycznych.
Bardzo ważnym uzupełnieniem tych pomiarów było postawienie nowej stacji pogodowej w ramach realizacji międzynarodowego (polsko-norweskiego) projektu CRIOS–Cryosphere Integrated Observatory Network on Svalbard. W ostatnich latach rozszerzono zakres badań z wykorzystaniem bezzałogowych statków powietrznych (UAV).
Szczególnie ważne w ostatnim czasie jest istotne uzupełnienie sprzętu naukowego i wzbogacenie infrastruktury Stacji Polarnej UMK dzięki pracom związanym z realizacją wspomnianego projektu CRIOS. Oprócz stacji pogodowej zainstalowano czujniki do automatycznego pomiaru miąższości pokrywy śnieżnej, kamerę poklatkową, a także wykonano 10-metrowy odwiert w wieloletniej zmarzlinie, w którym umieszczono kilkanaście czujników do pomiarów temperatury. Głównym ich atutem jest możliwość przesyłania danych w czasie rzeczywistym za pomocą systemu satelitarnego Iridium.
Podsumowując, należy powiedzieć, że mamy stałe monitoringi: glacjologiczne, hydrologiczne, meteorologiczne, badań wieloletniej zmarzliny. Są to długie serie danych sięgające lat 70., a od 1996 roku mamy jedne z najdłuższych serii pomiarowych na Svalbardzie. Z drugiej strony tematyka zmienia się w zależności od realizowanych projektów i obecnych badaczy.
W regionie Stacji Polarnej UMK badaniami objęto prawie wszystkie komponenty środowiska geograficznego, przy czym największy nacisk położono na badania w zakresie glacjologii, geomorfologii glacjalnej, wieloletniej zmarzliny (sezonowego odmarzania różnych rodzajów gruntu) i procesów peryglacjalnych oraz badania klimatologiczne i biologiczne. Jednym z głównych celów badań jest poznanie współczesnych zmian kriosfery, które są bardzo ważnym wskaźnikiem współczesnych przemian środowiska polarnego i zmian klimatu.
Od lat zajmuję się też badaniami pokrywy śnieżnej na lodowcach, jej właściwości i zmian. Dlatego często nazywamy siebie takimi typami, których interesuje... wczorajszy śnieg.
– Co uważa Pan, jako wieloletni szef stacji, za największe sukcesy badawcze osiągnięte przez UMK na Spitsbergenie?
– Tych sukcesów jest naprawdę dużo. Na pewno to, co stanowi o sile naszej stacji, to stałe wspomniane monitoringi, które prowadzimy od lat. Dzięki naszym badaniom i działalności Stacja stała się bardzo ważnym ośrodkiem badań procesów glacjalnych, hydrologicznych, peryglacjalnych i klimatycznych w Arktyce. Prowadzone tu od 1996 roku pomiary bilansu masy lodowców oraz obserwacje meteorologiczne, permafrostu i hydrologiczne tworzą jedną z najdłuższych i najbardziej kompletnych serii danych w Arktyce. Zebrane wyniki wnoszą istotny wkład do światowych baz danych i są regularnie wykorzystywane w publikacjach naukowych w renomowanych czasopismach. Należy zaznaczyć, że wyniki badań bilansu masy lodowców regionu Kaffiøyry przedstawiane są w „Global Glacier Change Bulletin” wydawanym cyklicznie przez IAHS(ICSI)/UNEP/UNESCO w ramach współpracy międzynarodowej z WGMS (World Glacier Monitoring Service) z siedzibą w Zurychu, w którym przedstawiane są dane dotyczące kilkunastu lodowców świata objętych systematycznymi badaniami bilansu.
Wieloletnie dane uzyskiwane w oparciu o infrastrukturę Stacji mają wyjątkowe znaczenie dla globalnych analiz zmian klimatycznych oraz procesów zachodzących w kriosferze. Stacja jest zlokalizowana w jednym z nielicznych obszarów Arktyki, gdzie zachował się pierwotny, nieprzekształcony charakter środowiska.
Muszę to wyraźnie powiedzieć: Stacja Polarna UMK na Spitsbergenie, działająca nieprzerwanie od 1975 roku, jest jednym z głównych polskich ośrodków badawczych w Arktyce i największą polską uniwersytecką placówką naukową na północno-zachodnim Spitsbergenie. Stanowi unikatowe laboratorium terenowe, w którym współistnieją wszystkie komponenty kriosfery: lodowce, pokrywa śnieżna, lód morski i wieloletnia zmarzlina, istotne dla zrozumienia wielu procesów mających wpływ na globalny klimat. Jest to jednocześnie jeden z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych elementów infrastruktury naukowej Polski w Arktyce.
– Domyślam się, że dzielimy się czasem stacją także z badaczami z innych ośrodków akademickich.
– Oczywiście. Bez takiej współpracy nie byłoby całej tej naszej naukowej rozpoznawalności, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Od wielu lat współpracujemy z naukowcami z różnych polskich ośrodków. Jesteśmy częścią Polskiego Konsorcjum Polarnego, więc mamy wspólne projekty, jak na przykład CRIOS czy HarSval. Przyjeżdżają do nas naukowcy i studenci z różnych miast. Stacja kontynuuje współpracę z Uniwersytetem Warszawskim, Uniwersytetem Śląskim, Uniwersytetem Wrocławskim, Uniwersytetem Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, a także Politechniką Gdańską.
Ale ogromne znaczenie ma też współpraca międzynarodowa. Stacja od wielu lat prowadzi współpracę oraz udostępnia swoja infrastrukturę wielu jednostkom naukowym z zagranicy. Współpracujemy z Norwegami, choćby z Norweskim Instytutem Polarnym – od lat biolodzy liczą renifery w naszej okolicy. Mieliśmy też grupy z Łotwy, Tajwanu (czasem ponad 20 osób) oraz z innych ośrodków badawczych z całego świata. Faktycznie więc nasza stacja stała się rozpoznawalnym ośrodkiem nie tylko w Polsce, ale też na arenie międzynarodowej, na mapie światowych badań polarnych. Dzięki tej współpracy Stacja stanowi stałą platformę wymiany danych i wspólnych projektów badawczych w ramach międzynarodowych konsorcjów.
Jeśli chodzi o osiągnięcia, to należy wspomnieć, że Stacja jest członkiem międzynarodowych organizacji i projektów zrzeszających najwyższej jakości bazy polarne z całego świata, takich jak INTERACT – International Network for Terrestrial Research and Monitoring in the Arctic oraz do Stowarzyszenia Interact Non-Profit INPA, które oferuje stacje należące do INTERACT jako długoterminową platformę naukową do realizacji priorytetów naukowych i podejmowania wyzwań społecznych.
Stacja Polarna UMK należy też do sieci najwyższego poziomu stacji badawczych w ramach projektu POLARIN – Polar Research Infrastructure Network. Jest to międzynarodowa sieć polarnych infrastruktur badawczych i ich usług, mająca na celu sprostanie wyzwaniom naukowym w regionach polarnych. Sieć obejmuje szeroką gamę uzupełniających się i interdyscyplinarnych infrastruktur badawczych najwyższego poziomu, takich jak: arktyczne i antarktyczne stacje badawcze, statki badawcze i lodołamacze działające na obu biegunach, obserwatoria, infrastruktury danych oraz repozytoria rdzeni lodowych i osadowych. Jest to dla nas wielkie wyróżnienie, ale też olbrzymie zobowiązania wobec naszych partnerów.
– A propos wspomnianych już zmian klimatycznych – ma Pan możliwość ich śledzenia na bieżąco, także tych świadczących o ocieplaniu się klimatu. Co by Pan powiedział tym malkontentom, którzy w to nie wierzą?
– Tak to prawda. Niestety bardzo smutna. Od wielu lat, z roku na rok, obserwuję, jak wszystko się zmienia w Arktyce. Szczególnie jak szybko zanikają lodowce. Jak gwałtownie zmienia się ich powierzchnia, objętość, kształt. I to nie są subtelne zmiany. To procesy, które naprawdę widać gołym okiem. Warto tutaj wspomnieć, że ten rok, który właśnie się kończy, został ogłoszony Międzynarodowym Rokiem Zanikających Lodowców. Odbyło się z tej okazji wiele wydarzeń na całym świecie, również z udziałem naszej stacji.
Ale może kilka faktów. Lodowce w rejonie naszej stacji, te zakończone na lądzie, od początku naszych badań zmniejszyły swoją powierzchnię o ponad 50 procent. Roczne topnienie powierzchniowe to dziś średnio ponad 2 metry. A w strefach czołowych, najbardziej narażonych, to nawet 4 metry rocznie. Ja zawsze powtarzam, że to tak, jakby co roku znikało jedno piętro budynku mieszkalnego. Bilans masy lodowców, którym zajmuję się od prawie 3 dekad, w ostatnich latach jest coraz bardziej ujemny. Co roku notujemy nowe rekordy. W 2024 roku mieliśmy największe topnienie lodu w historii naszych pomiarów, a także najwyższą średnią temperaturę lata od 1975 roku, aż 8,6 stopnia Celsjusza. I jednocześnie największe odmarzanie warstwy czynnej wieloletniej zmarzliny.
To są zmiany, które są naprawdę duże, gwałtowne i, niestety, nieodwracalne. Ja mam to porównanie, bo jeżdżę na Spitsbergen od wielu lat. I proszę mi wierzyć, to nie są przyjemne widoki. Te niesamowite, piękne lodowce, a każdy z nich jest piękny na swój sposób, po prostu znikają na naszych oczach.
SCHYŁEK
W zasadzie sytuacja była nadzwyczaj prosta
Noc chłodna, dzień ciepły, schyłek lodowca
Zobaczyłaś ostatnie z lodu małe kropelki
Zrozumiałaś, że człowiek wcale nie jest wielki
Pochyliłaś się ostrożnie, jakby przed upadkiem
Łzy co już nie zamarzną, uroniłaś ukradkiem
I proszę też pamiętać, że lodowce to takie białe tarcze, które dzięki swojemu wysokiemu albedo, chronią Ziemię przed ociepleniem. Im jest ich mniej, tym mniejsza staje się ta tarcza, a tempo globalnego ocieplenia rośnie. Znika więc ostatnia zbroja, nasza najważniejsza ochrona. Wraz z topnieniem lodu odsłaniają się coraz ciemniejsze powierzchnie, które szybciej się nagrzewają, uruchamiając dodatnie sprzężenie zwrotne, jest coraz cieplej i coraz więcej lodu znika. Arktyka ociepla się coraz szybciej, a wraz z nią cała planeta. Może zakończę jednym zdaniem: Warto słuchać naukowców. Naprawdę – słuchajcie naukowców.
– Może teraz przyjrzyjmy się naszej stacji polarnej z bliska. Niewielu naszych Czytelników miało okazję w niej być, zna co najwyżej jej zdjęcia. Gdyby zechciał Pan nas po stacji oprowadzić...
– Z wielką przyjemnością zapraszam do środka naszej stacji. Robiłem to już wielokrotnie, bo często odwiedzają nas goście, a my chętnie ich oprowadzamy, pokazując zarówno samą stację, jak i wyniki naszych badań. Proszę sobie wyobrazić: wchodzimy do środka. Najpierw jest sień, w której zostawia się buty, obok niewielki magazynek na żywność. Skręcamy w lewo i wąskim korytarzem przechodzimy do kuchni. To serce tak zwanej „starej części” stacji. Obok znajduje się małe laboratorium, a dalej sypialnia z piętrowymi łóżkami, w której może spać siedem osób. Miejsca jest tam niewiele, więc przy pełnej obsadzie bywało dość ciasno, ale zawsze panowała przyjazna atmosfera. Teraz przejdźmy do nowej części. Tej wybudowanej w 2007 roku. Otwieramy drzwi i od razu widać duży, jasny salon, a w nim dwie sofy z ławą pomiędzy nimi, duży stół na środku, piec na drewno i charakterystyczne, ciepłe wnętrze z drewnianych płyt OSB. Po jednej stronie schody prowadzą na antresolę zabudowaną, po drugiej, drabina na tzw. otwartą antresolę. Pod tą pierwszą znajduje się mały, ale dobrze wyposażony warsztat. A tuż obok mieści się niewielki pokoik kierownika, żartobliwie nazywany „samotnią kierownika”.
Teraz wychodzimy na zewnątrz stacji i skręcamy w prawo, czyli na północ. Tuż obok mamy wygodne krzesełka, na które często siadamy, gdy pogoda dopisuje, by chwilę odpocząć i po prostu nacieszyć się widokiem. Zaraz za nimi widać mały budynek. To nasza sauna, zbudowana z drewna dryftowego, które morze wyrzuciło na brzeg. Korzystamy z niej regularnie, bo to jedna z niewielu okazji, by się umyć i zrelaksować po dniu w terenie. Tuż za sauną znajduje się garaż łódkowy, w którym przechowujemy dwie duże łodzie z silnikami, które są nam niezbędne podczas letnich prac badawczych, kiedy musimy dotrzeć do miejsc położonych dalej wzdłuż wybrzeża. A tuż za garażem stoi nasza słynna toaleta spalająca. Stąd rozpościera się... jeden z najpiękniejszych widoków, jakie można sobie wyobrazić. Naprawdę można powiedzieć, że to toaleta z najpiękniejszym widokiem na świecie: na Kaffiøyrę, Cieśninę Forland i Wyspa Księcia Karola z przepięknymi lodowcami. Pod warunkiem, że jest ładna pogoda.
Teraz możemy zawrócić i skierować się z powrotem na południe. Widać tu, że wokół stacji dobudowane są różne magazynki, niezbędne na sprzęt badawczy i materiały gospodarcze. Od tej strony znajduje się też kolejny garaż, tzw. garaż żywnościowy. To tam przechowujemy całą żywność, która przypływa z nami statkiem i musi wystarczyć na kilka miesięcy pobytu w stacji. Tuż za tym garażem stoi maszt z polską flagą oraz flagami naszych gości. Stąd rozpościera się piękny widok na południową część Kaffiøyry. Z kolei za Stacją jest niewielka morena z widokiem na lodowiec Aavatsmarka, który również jest obiektem naszych wieloletnich badań. Tu mała ciekawostka: od zeszłego roku cofający się lodowiec wyłonił niewielką wysepkę, która nazwaliśmy „53.”, bo odkryliśmy ją podczas 53. wyprawy do stacji.
Na plaży przed stacją znajduje się też nasz ogródek meteorologiczny, który jest wyposażony w nowoczesną, całoroczną automatyczną stację pomiarową z czujnikami, które przesyłają dane w czasie rzeczywistym. W pobliżu znajduje się także 10-metrowy odwiert w wieloletniej zmarzlinie z kilkunastoma czujnikami temperatury, wykonany niedawno w ramach projektu CRIOS. Tak właśnie wygląda widok na zachód, w kierunku wyspy. Nad samym brzegiem morza obok naszej łódki widać też niewielki fotel-krzesło, na którym często przesiaduję, rozmyślając, co będzie dalej.
KRZESŁO
Jest na końcu świata takie piękne krzesło
Co wygląda jakby tyle samo, co ja przeszło
I tak się czasem z sobą niepewnie spotykamy
W różnym stanie, inne rany, ale siebie mamy
– Takie odludzie, taki klimat to zapewne wiele logistycznych problemów. Skąd wziąć materiały budowlane, opał? Jak pozbyć się śmieci, nieczystości?
– Tak, to fakt, to odludzie, a co za tym idzie, pojawia się wiele problemów logistycznych. W zasadzie wszystko, czego potrzebujemy, musimy wcześniej kupić w Polsce i przywieźć do stacji. Dlatego z roku na rok staramy się gromadzić zapasy, szczególnie materiałów i sprzętu do napraw. To oczywiście generuje duże koszty i potrzebę stałego finansowania. Ale o tym może kiedy indziej. Przez te lata udało nam się zrobić naprawdę dużo, ale warunki pogodowe są tam wyjątkowo trudne: coś się urwie, złamie, popsuje, więc naprawy są stałym elementem naszej pracy. Dbamy o to, by stacja była zawsze w dobrym stanie technicznym i mogła gościć naukowców z różnych krajów.
Jeśli chodzi o opał, to kiedyś korzystaliśmy z drewna dryftowego, którego sporo można znaleźć na wybrzeżach Spitsbergenu. To była ciężka praca. Trzeba było takie drewno zebrać, przynieść, pociąć i porąbać. Dziś już jednak praktycznie wszystko wyzbieraliśmy, więc teraz drewno opałowe przywozimy z Polski.
Ze śmieciami też sobie radzimy. Wszystko segregujemy: plastik, szkło, metal, aluminium. Potem zabieramy to ze sobą z powrotem do Longyearbyen, gdzie trafia do utylizacji. Czasami też przekazujemy worki z odpadami załogom jachtów, które przypływają w okolice stacji.
– Ale po bieżące zaopatrzenie nie wyskoczy się do najbliższego marketu...
– Tak, to prawda. Tam się po prostu „nie wyskoczy do sklepu”. W promieniu wielu dziesiątek kilometrów nie ma żadnych sklepów, więc wszystkiego musi nam wystarczyć na miejscu. To, co przypłynie statkiem, musi być dobrze zaplanowane, jedzenie, sprzęt, paliwo, żeby potem nie było żadnych niespodzianek. Na szczęście w ostatnich latach trochę się to zmieniło. Dzięki coraz szerszej współpracy międzynarodowej i wspólnym projektom z innymi ośrodkami, bywa, że dołączają do nas inni naukowcy. Wtedy jest szansa, że przy okazji mogą przywieźć nam coś świeżego z Longyearbyen. Kiedyś to było nie do pomyślenia, bo przez całe tygodnie jedliśmy tylko konserwy i suchy prowiant. A teraz od czasu do czasu trafiają się pomidory, ogórki, świeży serek czy nawet kefir. Ale mimo wszystko, jeśli czegoś zabraknie, to nie ma mowy, żeby „wyskoczyć do nocnego”. Tam nie ma dokąd. A na dodatek przez całą dobę jest jasno.
A już tak poważnie, to pamiętajmy też, że jesteśmy jednak zobowiązani w każdym roku do dalszego utrzymania Stacji w odpowiedniej kondycji technicznej (także stałego unowocześniania oraz szukania rozwiązań energooszczędnych i ekologicznych), estetycznej i przestrzegania wszystkich zasad ochrony środowiska, które z roku na rok są coraz bardziej restrykcyjne. Zachowanie międzynarodowych standardów wymaga określonych nakładów. Jest to cena posiadania własnej stacji badawczej na terytorium Królestwa Norwegii.
– A kwestia łączności?
– To bardzo ciekawa historia. Przez te wszystkie lata nasza łączność ze światem bardzo się zmieniała. Na początku wypraw praktycznie nie było żadnego kontaktu. Porozumiewaliśmy się jedynie przez radio morskie. Potem pojawił się telefon satelitarny. Bardzo drogi w użytkowaniu, zresztą wciąż taki jest, ale dawał możliwość wysyłania SMS-ów w obie strony. Następnie pojawiły się urządzenia ratunkowe typu inReach, które oprócz przycisku SOS umożliwiają wysyłanie wiadomości tekstowych. Z czasem stały się naszym codziennym sposobem komunikacji.
Od dwóch lat mamy już dostęp do Internetu Starlink, co naprawdę wszystko zmieniło. Opinie na ten temat są różne, ale z racji tego, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, uważam, że to dobre rozwiązanie. Znacząco ułatwia życie. Można swobodnie porozmawiać z rodziną, a nawet połączyć się przez wideo. Czasem też przydaje się, żeby znaleźć instrukcję, jak coś naprawić. Przecież nie na wszystkim się znamy. No i trzeba iść z duchem czasu... Choć wystarczy wyjść ze stacji i Internet znika. Dodam jeszcze, że telefonia komórkowa tam nie działa, a kiedy jesteśmy w terenie, łączymy się ze stacją i między sobą za pomocą krótkofalówek morskich.
– Dziś jednak do pracy, opracowywania danych potrzeba specjalistycznej aparatury, potrzeba komputerów z dostępem do szybkiego Internetu, potrzeba odpowiedniego zasilania. Jak z tym sobie radzicie? I chyba tanie to nie jest?
– Oczywiście, w dzisiejszych czasach bez specjalistycznej aparatury nie da się prowadzić nowoczesnych badań naukowych. Na stacji korzystamy z laptopów. Najczęściej są to komputery prywatne badaczy. Mamy, jak wspomniałem wcześniej, dostęp do szybkiego Internetu, a dzięki nowoczesnym powerbankom i innym rozwiązaniom technicznym również do stabilnego zasilania, więc obecnie nie stanowi to problemu. Oczywiście wszystko to wiąże się z wysokimi kosztami: zarówno Internet, paliwo, jak i sama aparatura terenowa to duże wydatki. Na szczęście mamy już te rozwiązania dobrze przepracowane, więc możemy spokojnie pracować w bardzo nowoczesny sposób, zapewniając ten sam komfort i możliwości naszym gościom z Polski i z zagranicy.
Nie wspominając już o nowoczesnych urządzeniach pomiarowych. Dawniej wiele rzeczy trzeba było wykonywać ręcznie, a dziś mamy loggery i rejestratory, które działają nieprzerwanie, nawet podczas naszej nieobecności. My jesteśmy tutaj, a one w tym czasie pracują w terenie, zapisując dane, które później możemy odczytać. Co więcej, część z nich przesyła wyniki w trybie rzeczywistym, co znacznie ułatwia naszą pracę.
– Bardzo ważna jest z pewnością kwestia bezpieczeństwa. Od innych polarników nasłuchałem się mrożących krew w żyłach opowieści, choćby to tym jak niebezpieczne potrafią być niedźwiedzie polarne. Ponoć jednego z naszych pracowników uratowało kiedyś tylko to, że miał na sobie aż trzy kurtki i atakujący niedźwiedź uderzył go łapą w kręgosłup, ale nie zdołał obezwładnić.
– Ja bym powiedział, że kwestia bezpieczeństwa nie jest tylko bardzo ważna, ona jest najważniejsza ze wszystkiego. To nasz absolutny priorytet, bo najważniejsze jest, żeby nikomu nic złego nie stało się ani w stacji, ani w terenie. Dlatego dysponujemy odpowiednim wyposażeniem. Od specjalistycznej odzieży i środków ochronnych na łodzie, po sprzęt techniczny, taki jak raki, czekany czy liny, które są niezbędne do poruszania się po trudnym terenie i lodowcach. Równie ważna jest wspomniana łączność. Mamy nowoczesne urządzenia komunikacyjne i ratunkowe, które umożliwiają szybkie reagowanie w razie potrzeby. Sprzęt ratunkowy mamy zarówno na stacji, jak i zawsze ze sobą w terenie.
No i oczywiście nie można pominąć tematu tamtejszych mieszkańców, czyli niedźwiedzi polarnych. To hasło już niemal legendarne, ale faktycznie te zwierzęta do nas przychodzą. Co ciekawe, z roku na rok pojawiają się coraz częściej, zwłaszcza latem. To też jest pewien sygnał zmian klimatycznych. Niedźwiedzie, poszukując pożywienia, zapuszczają się w nowe miejsca, stają się coraz śmielsze i podchodzą coraz bliżej stacji.
Zdarzało się, że niedźwiedź wszedł do naszego magazynu żywnościowego i zrobił tam prawdziwą rewolucję. Innym razem próbował włożyć głowę przez okno. Dlatego, dla własnego bezpieczeństwa, wszędzie, nawet do naszej słynnej toalety, chodzimy z bronią.
Z tymi niedźwiedziami często wiążą się bardzo zabawne historie. Choć na zdjęciach wyglądają pięknie i każdy chce takie ujęcie zdobyć, to kiedy niedźwiedź faktycznie przychodzi, zazwyczaj zaczyna się panika. Wszyscy od razu sięgają po petardy, straszaki, pistolety hukowe... i zwykle kończy się na tym, że niedźwiedź ucieka. Oczywiście, bywają różne osobniki. Niektóre są bardzo zdeterminowane i wcale nie boją się huku. Wtedy trzeba się naprawdę napracować, żeby je przepłoszyć.
Zdarzają się też niedźwiedzie wyjątkowo „upierdliwe”, które wracają coraz częściej i coraz bliżej. Ostatnio mieliśmy taką sytuację: jeden student wywiesił śpiwór na zewnątrz, żeby się przewietrzył. Najwyraźniej ten zapach przyciągnął niedźwiedzia. Zwierzak długo obwąchiwał śpiwór, a potem na szczęście uciekł. Mamy nadzieję, że to spotkanie ze śpiworem dobrze przetrwał.
Także raz jeszcze podkreślę – bezpieczeństwo jest absolutnie najważniejsze. Nie tylko chodzi o broń i ochronę przed niedźwiedziami, ale także o czujność w terenie, szczególnie na lodowcach. Tam ostrożność to podstawa. A jeśli chodzi o tę historię z niedźwiedziem i naszym pracownikiem, którego miały uratować trzy kurtki, to szczerze mówiąc, nigdy o niej nie słyszałem.
Warto może dodać, że rejon Stacji to w ogóle świat wspaniałych zwierząt, które często towarzysza nam w pracach terenowych. Są to renifery, foki, lisy polarne, morsy i dostojne niedźwiedzie polarne.
– Nadal obowiązuje zasada, że w pojedynkę nie wolno wychodzić na zewnątrz?
– Tak. Takie sprawy się nie zmieniają.
– Słyszałem też, że nie tak dawno też po powrocie na stację wiosną zamiast badaniami, musieliście zająć się remontem, bo dzikie zwierzęta buszowały wcześniej w stacji.
– Tak, to był jeden z tych przypadków, kiedy niedźwiedź podszedł trochę za blisko naszej stacji. Tym razem wiosną, podczas naszej nieobecności, wszedł nawet do środka i dużo rzeczy zniszczył. Najgorsze było to, że mieliśmy świeżo wyremontowaną kuchnię, a on ją porządnie zdewastował. Ale to jeszcze nie koniec, bo po wyjściu zostawił drzwi otwarte, więc do środka dostały się inne zwierzęta. Pamiętajmy, że na Svalbardzie mamy także lisy polarne. I to one skorzystały z okazji i narobiły niemałego bałaganu. Trzeba było potem bardzo dużo sprzątać, a część stacji praktycznie odremontować od nowa. To tylko pokazuje, ile tam może być niespodzianek i jak często czekają nas nieplanowane wydatki. No ale cóż: rdzenni mieszkańcy Svalbardu mają swoje prawa. Dodam jeszcze, że po tym wydarzeniu, nasi stolarze, zrobili nam nowe drzwi, wręcz wrota, które do tej pory nie zostały przez misie pokonane.
– Wynika z tego, że polarnik to niekoniecznie tylko naukowiec. Talent majsterkowicza, złotej rączki też jest mile widziany. Nie zadzwoni się przecież do najbliższego serwisu, gdy jest jakaś awaria?
– To prawda. Takie talenty są mile widziane. Do tego jakieś zdolności manualne i jakoś przetrwamy. I niepotrzebny nam serwis, chociaż czasem by się przydał.
– No to powędrujmy teraz po okolicy stacji – to także Wasze miejsce pracy. Ale lodowce topnieją, więc chyba do tej pracy macie coraz dalej?
– To bardzo ciekawe spostrzeżenie. Rzeczywiście, przez to, że lodowce tak szybko topnieją, mamy do naszej pracy coraz dalej. Na lodowcach Waldemara i Ireny mamy zainstalowane różne urządzenia pomiarowe, w tym tzw. tyczki ablacyjne, które musimy regularnie odczytywać. A kiedy się wytopią, trzeba je ponownie zawiercić. Jedno takie wyjście na lodowiec zajmuje nawet 6 godzin, a czasem 10–12, zwłaszcza jeśli prowadzimy wiercenia. Lodowce są oddalone od stacji od kilku do kilkunastu kilometrów, więc to zawsze spora wyprawa.
LODOWIEC
Chciałbym się znowu widokiem cieszyć
Jak się w słońcu krystalicznie świecisz
I spoglądać na twe tak sine odbicie
We wrześniowym wiatru skowycie
Słyszeć szum odpływających z ciebie wód
Mających tysiące swoich sekretnych dróg
Poczuć pod stopami jak delikatnie zgrzytasz
A życie pozwala się wciąż na nowo spotykać
Dać się zawładnąć twojej codziennej doli
Kochać, brać i pić ciebie, bez ustanku, do woli
I chwytać twoje delikatne włosy ze szronu
Wtulać je w siebie, bezczelnie, po kryjomu
Szukam cię we śnie, zwłaszcza nad ranem
Gdy góry jeszcze zmierzchem zaspane
Nie chcę już szukać życia manowców
Lecz być zawsze z tobą, mój lodowcu.
Mamy też przełom rzeczny, w którym mierzymy odpływ wody z lodowców. On akurat jest bliżej, około 4 kilometrów w jedną stronę, ale i tak trzeba tam dojść pieszo. Często korzystamy też z łodzi, by dostać się na drugą stronę zatoki albo w bardziej odległe miejsca, co bardzo ułatwia pracę. Trzeba jednak pamiętać, że w okresie letnim nie można tam używać pojazdów kołowych, jest to zabronione. Wiosną, kiedy jest śnieg, możemy poruszać się skuterami śnieżnymi, ale latem wszystko odbywa się na własnych nogach.
Warto też wspomnieć o dronach. To ogromna pomoc w naszych badaniach. Dzięki nim możemy wykonywać zdjęcia, pomiary, a nawet mapować teren. Czasami jednak, paradoksalnie, przez to że mamy drony, chodzimy jeszcze dalej, żeby dokładnie skartować cały rejon stacji. Ale muszę przyznać, że w moim wieku ten wynalazek jest bardzo przydatny. Już nie zawsze muszę się wspinać się wysoko, gdzieś na okoliczne szczyty, żeby zrobić dobre zdjęcie naszych lodowców i całej Kaffiøyry.
– A ta dalsza okolica? Usytuujmy naszą stację na tle Arktyki.
– Nasza Stacja położona jest w Archipelagu Svalbard, który zlokalizowany jest pomiędzy 74° i 81° szerokości geograficznej północnej, i pomiędzy 10° i 35° długości geograficznej wschodniej. Największą wyspą archipelagu jest Spitsbergen o powierzchni 38 tys. km2. W krajobrazie Svalbardu przeważają góry o stromych, postrzępionych stokach, z ostrymi szczytami, zwłaszcza na zachodnim i północno-zachodnim Spitsbergenie. Dominującą formą pokrycia terenu Svalbardu są lodowce, które zajmują około 35 000 km2. Stanowi to ponad 60% powierzchni archipelagu.
Sama Stacja usytuowana jest w zachodniej części Ziemi Oskara II (Oscar II Land), w północnej części nadmorskiej niziny Kaffiøyra na Svalbardzie. O wyborze tego miejsca zadecydowało kilka przyczyn. Najważniejsze z nich to duża różnorodność środowiska oraz niewielkie oddalenie od lodowców, będących głównymi obiektami naszych badań. W bezpośrednim sąsiedztwie Stacji znajduje się głęboka Zatoka Hornbaek. Cieśnina Forland już od połowy czerwca wolna jest od lodu, a coraz częściej przez cały rok. Małe jeziorka morenowe zapewniają odpowiednią ilość słodkiej wody podczas lata polarnego. Atrakcyjność położenia Stacji Polarnej UMK podnosi stosunkowo bliskie sąsiedztwo Ny-Ålesundu, osady będącej dużym międzynarodowym centrum badawczym. Cieśniną Forland prowadzi trasa niewielkich statków kursujących pomiędzy Longyearbyen i Ny-Ålesundem. Jedną z istotnych zalet lokalizacyjnych Stacji Polarnej UMK jest to, że znajduje się ona poza granicami parków i rezerwatów. Pozwala to na stosunkowo duża swobodę w poruszaniu się i prowadzeniu badań, a także znaczne zmniejszenie ograniczeń wynikających z wymogów władz Svalbardu. Jest to bardzo ważne, bo w ostatnich latach ograniczenia są coraz większe.
– Arktyka od zawsze była (wbrew panującym tam temperaturom) dość gorącym politycznie terenem. Ścierały się tu różne wpływy. Odczuwaliście to?
– Szczerze mówiąc, zdajemy sobie sprawę, jaka jest sytuacja polityczna w tym regionie. Jednak mimo wszystko, nawet w ostatnich latach, które pod tym względem były wyjątkowo „gorące”, nie odczuliśmy jej bezpośrednio. Oczywiście dużo się mówi o zagrożeniach związanych z geopolityką, szczególnie w kontekście Arktyki. No może warto wspomnieć, że ostatnio mieliśmy sytuację, że w rejonie Kaffiøyry prowadziliśmy wspólne pomiary akurat na wybrzeżu, a dosłownie obok, po raz pierwszy od wielu lat, jakieś badania prowadzili Rosjanie. Widzieliśmy się z odległości kilkunastu, może kilkudziesięciu metrów, ale nikt nie powiedział ani słowa. To dość symboliczne, bo w warunkach polarnych każde spotkanie z drugim człowiekiem jest czymś wyjątkowym. Zwykle wszyscy ze sobą rozmawiają, pomagają sobie. A tutaj milczenie. Niestety, współczesna geopolityka doprowadza nas czasem do takich skrajności. No cóż, trudno o tym mówić, ale chyba tak właśnie miało być.
– Teraz raz po raz słyszy się, że efekt cieplarniany ma też uboczne skutki polityczno-gospodarcze. Lodowce topnieją, odsłaniając dostęp do wielu cenny złóż. Kiedyś nie opłacało się ich eksploatować, dziś stają się łakomym kąskiem dla wielu krajów. Już to widać i czuć?
– Rzeczywiście, w mediach coraz częściej pojawiają się informacje na ten temat. My też problematykę odkrywania nowych złóż czy otwierania nowych tras żeglugowych w wyniku topnienia lodu dobrze znamy. Jednak, szczerze mówiąc, my tego jeszcze tak bezpośrednio nie odczuwamy. Trudno mi się więc szerzej wypowiadać poza tymi oczywistymi kwestiami. My po prostu robimy swoje. Prowadzimy badania, dbamy o stację, kontynuujemy monitoringi, pilnując, by nikomu nie wchodzić w drogę i nie wikłać się zbytnio w politykę.
– Stacja polarna UMK na Spitsbergenie obchodzi w tym roku 50-lecie. Jak je uczciliście?
– Tak, zgadza się. W tym roku obchodzimy nasze 50. urodziny. Jesteśmy z tego bardzo dumni, że stacja przetrwała tak długo. Kiedyś postawiono niewielki domek, a z czasem przekształcił się on w profesjonalną, dużą stację polarną. Jubileusz świętujemy na wiele sposobów. Między innymi odbyły się wykłady poświęcone historii i działalności stacji, a jednym z najważniejszych wydarzeń było otwarcie wystawy w Longyearbyen, stolicy Svalbardu, zatytułowanej „50 lat Stacji Polarnej UMK”. To była pierwsza polska wystawa o polskiej stacji polarnej na Svalbardzie.
Taka sama wystawa została później zaprezentowana w Toruniu. Trzeba tu koniecznie wspomnieć, że było to możliwe dzięki wsparciu Urzędu Marszałkowskiego i Miasta Torunia.
Ale to nie wszystko. W grudniu czeka nas jeszcze jedno szczególne wydarzenie. Rada Miasta Torunia jednogłośnie zdecydowała o nadaniu nazwy Rondo Toruńskich Polarników nowemu skrzyżowaniu przy ul. Gagarina i Okrężnej. Podczas uroczystości zostanie również zakopana kapsuła czasu, zawierająca nazwiska wszystkich toruńskich polarników, którzy uczestniczyli w wyprawach do naszej stacji. Będzie to także doskonała okazja do wspomnień w gronie polarników, którzy przez lata przebywali w stacji oraz wszystkich jej miłośników i przyjaciół.
W końcu niecodziennie obchodzi się 50-lecie.
– I jakie plany na kolejne lata?
– Najkrócej bym odpowiedział: działamy dalej. W następnych latach planuje się organizowanie kolejnych naukowych wypraw polarnych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika i z innych ośrodków naukowych, jak również organizacje konferencji naukowych i warsztatów terenowych z wykorzystaniem Stacji i jej naukowego zaplecza. Planujemy również organizowane kolejnych interdyscyplinarnych ekspedycji z udziałem reprezentantów z innych polskich i zagranicznych ośrodków naukowych. Jednym z głównych celów działalności Stacji Polarnej UMK jest dalszy rozwój badań nad współczesnymi zmianami kriosfery, a zwłaszcza nad bilansem masy lodowców.
Należy wyraźnie podkreślić, że w oparciu o Stację Polarną UMK prowadzona jest większość polskich badań polarnych obszaru północno-zachodniego Spitsbergenu. Stacja stanowi znakomite międzynarodowe centrum badawcze regionu Arktyki, skutecznie promujące polską naukę. Jest rozpoznawalnym w środowisku polarnym ośrodkiem naukowym, na stałe wpisanym w mapę Svalbardu. I bardzo chcemy to nadal rozwijać.
Konieczne jest podkreślenie, że Stacja Polarna UMK to unikatowe przedsięwzięcie. Jest ona największą polską uniwersytecką bazą w Arktyce i jedną z najdalej wysuniętych na północ na świecie stacji badawczych.
Pragnę również wyraźnie podkreślić, że istnienie od 1975 roku Stacji wraz z całym zapleczem naukowo-technicznym jest niezwykle ważne, gdyż utworzenie i budowa tego typu inwestycji na nowo byłyby bardzo trudne. Należy dodać, że region Arktyki od wielu lat jest obiektem dużego zainteresowania ze strony coraz większej ilości państw i organizacji międzynarodowych. Stacja Polarna UMK jest unikalną jednostką badawczą, działającą w światowych systemach monitorujących stan i szybko postępujące zmiany w Arktyce. Stacja stanowi też unikalne zaplecze edukacyjne, wykorzystywane corocznie w badaniach magisterskich, doktorskich i postdoktorskich. Konieczne jest także podkreślenie, że Stacja Polarna UMK to wyjątkowe przedsięwzięcie. Stacja odgrywa bardzo ważną rolę w utrzymaniu ciągłości polskiej obecności badawczej w Arktyce, a jej funkcjonowanie wpisuje się w zobowiązania Polski wynikające z uczestnictwa w sieciach badawczych i programach europejskich. Jest ona po Polskiej Stacji Polarnej PAN na Spitsbergenie, największą uniwersytecką i jedną z najdalej wysuniętych na świecie na północ stacji badawczych.
Przede wszystkim Stacja jest jednak naszym Domem daleko od domu, a o swój dom się dba i nie pozostawia bez opieki.
CIĄGLE NA LODZIE
Wciąż szukam swojego lodu
I zawsze gorącego chłodu
Co dawno się stopił śniegu
Zamarzniętego serca brzegu
Jednak nadal nic nie znajduję
I bardzo źle się z tym czuję
Ale wierzę że znajdę resztkę szronu
Choć wiem że to dane nie byle komu
I jakiś ostatni śnieżny płatek, ślad
Wypełni mój rozgrzany zimnem świat.
– Dziękuję za rozmowę.