Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Dlaczego Rosja zaczęła wojnę?

Portret autora artykułu patrzącego na wprost (w obiektyw).
Prof. dr hab. Roman Bäcker fot. Andrzej Romański

Wojna Rosji z Ukrainą była osobistą decyzją Putina. Dlaczego podjął on tę decyzję? Jak on mógł to zrobić?

Gdy w poniedziałek 21 lutego rosyjska Rada Bezpieczeństwa (Sovbez) rozpatrując wniosek Dumy, podejmowała decyzję o uznaniu niepodległości tzw. republik Donieckiej i Ługańskiej, nie było mowy o tym, że jest to zgoda na rozpoczęcie wojny. Putin jednak nie dobiera sobie najbliższych współpracowników tylko ze względu na kryterium lojalności. Oni musieli wiedzieć, o co chodzi i jakie są konsekwencje ich decyzji. Gdy dwaj komunistyczni posłowie do Dumy ogłaszają, że jednak nie wiedzieli, za czym głosują, to raczej tak nie było. O wiele bardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem jest to, że dopiero po czasie zrozumieli, jakie są straszliwe konsekwencje tej decyzji. Jednakże ta decyzja nie została podjęta ani przez Dumę, ani przez rosyjski Sovbez, tylko osobiście przez Putina. Najprawdopodobniej pierwszy raz Putin zaczął omawiać swoje zamierzenia wobec Ukrainy w czasie urlopu na Syberii, który spędził nie z ukochaną czy z dziećmi, ale z kimś innym. Tą najważniejszą osobą dla niego latem 2021 roku był Siergiej Szojgu – minister obrony. Od tego czasu zaczynają się dziać dość dziwne wydarzenia.

USA i jego sojusznicy jesienią ubiegłego roku otrzymują żądania nie do zrealizowania. Kreml żąda od państw NATO ogłoszenia, że Ukraina nigdy nie wejdzie do tego sojuszu, a infrastruktura wojskowa cofnie się do granic z 1993 roku. Mówiąc najprościej – wszystkie prawie państwa należące kiedyś do Układu Warszawskiego mają wrócić „pod opiekę i troskę” tym razem nie Stalina, a Putina. Gdyby którykolwiek z przywódców świata zachodniego na to się zgodził (lub choćby ośmielił się to traktować poważnie), to opinia publiczna by go zniszczyła. Dlaczego zatem Putin coś tak bardzo nierealnego publicznie ogłosił? Odpowiedź jest prosta – Afganistan. Joe Biden w kilka miesięcy po objęciu urzędu nie zrobił niczego, by powstrzymać rozpad sojuszniczego państwa afgańskiego. Amerykanie uciekali z Afganistanu, nie oddając ani jednego strzału. Jeśli tak, to znaczy, że Zachód musi być pozbawiony woli walki. W rozumieniu Putina była jeszcze jedna przesłanka racjonalizująca taki krok. Zarówno UE, jak i NATO składają się ze społeczeństw znacznie osłabionych epidemią COVID-19 oraz struktur politycznych rozbijanych przez nieprzezwyciężalne konflikty. Te ostatnie dotyczą bowiem nie tyle interesów, co reguł i wartości funkcjonowania wspólnot narodowych, a więc generalnie – czy mają być demokratyczne, czy autokratyczne.

Przekonanie o słabości Zachodu zostało jeszcze bardziej potwierdzone poprzez prawie codzienne wizyty przywódców znaczących państw europejskich. Byli oni obrażani na wszelki możliwy sposób i to nie tylko poprzez łamanie protokołu dyplomatycznego. Karmiono ich całkowicie nieprawdziwymi opowieściami. A oni po kolei dzień po dniu przyjeżdżali. Dla każdego polityka (nie tylko dbałego o kontekst i szczegóły Chińczyka) takie zachowanie jest traktowane jako niechęć do realnej walki. Politycy z Zachodu chcieli za cenę, nawet swojego honoru i dyplomatycznych despektów, skłonić Putina do ustępstw, do rozmów i zachowania pokoju. Tymczasem Putin potraktował to jako słabość.

W jeszcze większym stopniu był przekonany o słabości Ukrainy. Nie wynikało to tylko z wielowiekowego lekceważącego stosunku Wielkorusów do Małorusów. Ważne były też doświadczenia 2014 roku, kiedy to bez wystrzału przejęto cały Krym, a Donieck i Ługańsk były zdobyte przez maleńkie grupy specnazowców. Nawiasem mówiąc: Charków nie podzielił ich losu tylko dlatego, że rosyjska grupa bojowników pomyliła operę z siedzibą gubernatora.  Komediant grający prezydenta wybrany na to stanowisko, oligarchowie, skorumpowani urzędnicy i ludność na skraju nędzy to tylko dodatkowe czynniki.

Nie wolno też zapominać o jeszcze jednym fałszywie zrozumianym fakcie. Wojsko ukraińskie nie odpowiadało na prowokacje wojsk rosyjskich aż do 24 lutego. Nie chciało dawać jakiegokolwiek pretekstu. Zostało to natomiast zrozumiane jako brak woli walki. Trzeba było samemu wysadzać samochód w centrum miasta w Donbasie, by móc mówić o ukraińskich bestialstwach. Nic dziwnego, że w rosyjskich mediach jeszcze na początku wojny pojawiały się dość dziwne apele. Namawiano zatem Ukraińców, by składali masowo broń, a wojskowych – by sami odsunęli nazistowską juntę z Kijowa. A do tej pory (piszę to 1 marca) nie mówi się nigdzie w rosyjskich rządowych mediach o wojnie, tylko o operacji specjalnej dla ratowania Donieckiej i Ługańskiej republiki przed ukraińskim ludobójstwem.

Dlaczego Putin nie wziął pod uwagę kontrargumentów? Dlaczego nie rozważył wszelkich możliwych scenariuszy? Dlaczego ten oficer KGB nie kalkulował? Dlaczego nie przewidział tego co się stało? A stało się chyba coś, czego Putin nie przewidział i nie chciał. Zachód okazał się niesłychanie zjednoczony. Państwa do tej pory skrajnie podzielone nagle okazały się jednością i to w dodatku skrajnie antyputinowską. Posłowie zażarcie walczących ze sobą do tej partii np. w Polsce fotografują się razem pod jedną ukraińską flagą. Ukraińcy są nie tylko zjednoczeni, ale i w sposób nieoczekiwany walczą na wszelki możliwy sposób z okupantami. W dodatku sami Rosjanie, pomimo gróźb więzienia i wszelkich innych możliwych kar, wychodzą tysiącami na ulice protestować przeciwko wojnie. Najważniejszą, ogólną petycję przeciwko wojnie do dzisiaj podpisało ponad milion Rosjan. I tak można długo opisywać.

Można oczywiście odpowiedzieć, że Putin jest urojeniowym paranoikiem. Tym samym bierze on pod uwagę tylko to, co pasuje do jego wizji świata i nic innego nie jest w staniu do jego umysłu dotrzeć. Jednakże do tej pory potrafił kalkulować i działać w jakichś granicach racjonalności. O tym, że zachował on do tej pory jakiś poziom umiejętności podejmowania racjonalnych decyzji świadczy choćby akceptacja w dniu 28 lutego zestawu działań obronnych po zamrożeniu aktywów Banku Centralnego Rosji przez państwa zachodnie.

Niewątpliwie przekonanie o słabości Zachodu i bezwolności Ukraińców oraz własnych poddanych są urojeniami. Tak samo urojeniem jest przekonanie o własnej wszechmocy, a przynajmniej o możności opanowania choćby całego terytorium postsowieckiego. Jednakże tego typu urojenia nie są zbyt silne, skoro potrafi traktować Chiny jako swojego „starszego brata”, a więc akceptować ich zwierzchnictwo, gwarantować lojalność oraz realizować jego interesy. Bez zgody Pekinu udzielonej podczas olimpiady zimowej Putin nie zacząłby wojny z Ukrainą.

Jednakże poziom paranoi musi by znaczący. Teatralne przedstawienie z posiedzeniem Sovbezu, gdzie rozstawiono kilkanaście osób w wielkiej sali jak najdalej od siebie, a potem ich odpytywanie jak uczniów jest drobnym tylko przykładem. Jeśli sprawdzą się przypuszczenia, to o wiele ważniejszym przykładem może być znaczące pomniejszenie kompetencji szefa sztabu generalnego Gierasimowa. Wystarczyło, by portal Politico ujawnił, że amerykańscy generałowie szukają z nim kontaktu. Każdy, kto rozmawia z wrogiem, musi być też przecież wrogiem.

Jednakże paranoikami jest znacząca część polityków na całym świecie, choć w największym stopniu dotyczy to autokratycznych wodzów. Polityka to nieustanna gra o przetrwanie. Nie dosyć, że inne partie chcą mojej przegranej, to jeszcze najbliżsi zrobią wszystko, by mnie usunąć, jeśli tylko znajdą ku temu okazję. O ile jednak w demokracji odchodzi się po kilku lub kilkunastu latach, to w autokracjach rządzi się aż do śmierci lub gwałtownego wyrzucenia ze stanowiska. W dodatku jedno i drugie wcale nie jest rozłączne. Wódz boi się wszystkich, ale najbardziej się boi tego, kto może się czuć jego następcą.

Stalin był niewątpliwie paranoikiem. Jednakże nigdy nie organizował publicznie posiedzeń Biura Politycznego. Zawsze też głos zabierał ostatni. Miał dzięki temu zawsze poparcie ogromnej większości, a z czasem wszystkich członków BP. Mógł dzięki temu podejmować bardziej racjonalne decyzje w rozumieniu oczywiście zgodności z logiką całego systemu.

Dlaczego Putin tego nie zrobił? Nie tylko dlatego, że nikomu już nie dowierza. Przecież zapewne przypuszcza, że wszyscy go zdradzili, albo mogą go zdradzić. I to nie dotyczy tylko tych, którzy od niego odeszli. Dotyczy również ludzi mu najbliższych. Nie jest w stanie do tej pory wybaczyć Miedwiediewowi jego zgody (w czasie pełnienia funkcji prezydenta) na zakaz lotów nad Libią, a więc na oddanie tego kraju Amerykanom. Wahania Siergieja Naryszkina – szefa wywiadu zagranicznego na posiedzeniu Sovbezu będą przez Putina pamiętane do końca życia.

Najważniejszą jednak przyczyną tej decyzji Putina jest brak poczucia istnienia granic. Każdy polityk w państwie demokratycznym wie, że może przegrać najbliższe wybory, a nawet zostać wyrzuconym w ciągu kilku dni ze wszystkich możliwych stanowisk. Wystarczy, że zrobi coś, czego opinia publiczna nie będzie w staniu mu wybaczyć.  W Szwecji może to być zapłata kartą służbową za prywatne zakupy. W Austrii kupienie przychylności redakcji w zamian za płatne ogłoszenia. Dawno, dawno temu w Polsce za rozmowy z rosyjskim oficerem wywiadu w czasie spacerów z psem.    

Tymczasem Putin nigdy nie poniósł kary za swoje czyny. Jego podwładni wysadzali bloki mieszkalne, a on stawał się bohaterem narodowym walczącym z  terroryzmem Czeczeńców. Mordowani byli niezależni dziennikarze oraz opozycyjni politycy, a on jednocześnie witał w Kremlu dowódcę bojówek śmierci Ramzana Kadyrowa. Jeśli nie udało się Aleksieja Nawalnego otruć, to przynajmniej udało się go wsadzić do więzienia, jego zwolenników wypędzić z kraju, a demonstrantów rozpędzić. W dodatku udało mu się uzależnić od siebie Białoruś, a  w Kazachstanie zlikwidować wszelkie oznaki buntu.

Każda grupa społeczna dla swojego istnienia musi mieć system kontroli społecznej. Ten, kto należy do grupy, musi przestrzegać norm w niej obowiązujących, bo inaczej przestanie być członkiem tej grupy. W reżimach demokratycznych, a więc tam, gdzie suwerenem jest naród polityczny, to ten ostatni decyduje, jakie są normy i co grozi za ich nieprzestrzeganie. W reżimach autokratycznych to wódz decyduje o tym, jakie są normy i co należy zrobić z tymi, którzy ich nie przestrzegają. Rosja jest od ośmiu lat twardym reżimem autorytarnym, w którym dominują struktury siłowe. Reżimy autorytarne o takim właśnie układzie dominacji są w dodatku całkowicie odporne na naciski zewnętrzne.

Putin wiedział zatem, że może robić wszystko bez żadnych ograniczeń i nikt mu nic nie może zrobić.

Prof. dr hab. Roman Bäcker – kierownik Katedry Filozofii i Teorii Polityki, Wydział Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie UMK

Pierwodruk tekstu w wydaniu internetowym: 3 marca 2022 r.

pozostałe wiadomości

galeria zdjęć