Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Kierunek: zdrowie!

obrazek: fot.Andrzej Romański]
fot. Andrzej Romański

Z prof. Beatą Przyborowską, prorektor UMK oraz prof. Piotrem Błajetem z Wydziału Filozofii i Nauk Społecznych UMK o badaniach dotyczących zachowań zdrowotnych i wolnoczasowych studentów UMK w czasie pandemii, rozmawia Winicjusz Schulz

– Wyszło optymistycznie czy raczej pesymistycznie? Pandemia wyzwoliła w nas nowe pokłady energii, pomysłowości czy jednak przytłoczyła?

– Musimy stwierdzić, że jesteśmy zaskoczeni umiarkowanie pozytywnymi zmianami w zakresie zachowań studentek i studentów.  Generalnie studenci w większym zakresie dbają o swoje zdrowie  fizyczne niż psychiczne. Kreatywnie podchodzili również do swojego czasu wolnego.

– W ślad za słynnym egzystencjalistą Karlem Jaspersem trafnie przywołaliście na dzisiejsze czasy pojęcie sytuacji granicznej. Świat już nie jest i nie będzie taki, jaki jeszcze był rok temu. Już to zrozumieliśmy, czy jeszcze żyjemy naiwnymi nadziejami?

– Z uwagi na zawodowy „pedagogiczny optymizm”, „wierzymy” w generalnie pozytywny trend zmian. Steven Pinker udawadnia istnienie takiego trendu w swojej książce „Nowe Oświecenie”…. Jeszcze 300, 200, 100 lat temu zaraza nie dawała dużych szans. Pozostawała modlitwa, rytuały, izolowanie, wykluczanie… A teraz lockdown to przede wszystkim troska o najsłabszych: przewlekle chorych, seniorów. Gdyby ekstrapolować wyniki naszych badań, to można mówić o umiarkowanym optymizmie: coraz lepiej i sensowniej potrafimy spędzać czas.

– Wspomniana sytuacja graniczna powinna skłaniać do refleksji, zmian postaw i zachowań. Czy z Waszych badań wynika, że to zmiany na lepsze? Gdy się czegoś boimy (a z pewnością koronawirus wywołuje lęki), nie w każdym z nas rodzi się wojownik.

– Wzrost świadomości zdrowia, odporności, możliwości tkwiących w nas samych jest w tym względzie istotna… Medycyna to tylko 10 procent uwarunkowań zdrowia według przyjętego przez WHO modelu Lalonda, a w 50 procentach nasz stan zależy od stylu życia (20 procent to uwarunkowania środowiskowe i biologiczne). Z naszych badań wynika, że studentom brakuje kompetencji w zakresie dbałości o zdrowie, zwłaszcza psychiczne, czyli w modyfikacji stylu życia tkwią olbrzymie rezerwy. Niestety, nasze myślenie o zdrowiu w znacznym stopniu budowane jest na wiedzy medycznej kojarzonej często z chorobami. To bardzo ważne, ale niewystarczające. Dlatego młodzi ludzi strzegą się przede wszystkim tego, co wydaje się teraz najbardziej zagrażać i w swojej zapobiegliwości bardziej dbają o przysłowiowe czyste ręce, ale nie potrafią wzmacniać swojego zdrowia: budować rezyliencji. Tutaj kłania się edukacja zdrowotna, czyli długotrwały proces edukacyjny kształtowania wiedzy, przekonań i zachowań zdrowotnych. I to w zakresie budowania nie tylko zdrowia fizycznego, ale również  psychicznego i relacyjnego.

– Nim zagłębimy się w niuanse Waszych badań warto zapewne przybliżyć ich założenia oraz przebieg. Na kim się skoncentrowaliście? Chętniej dzieliły się swymi spostrzeżeniami kobiety czy mężczyźni? Respondenci potrafili być szczerzy, otworzyć się, przyznać do słabości?

– Badaliśmy studentki i studentów II roku. Chętniej odpowiadały kobiety (75 procent badanych). Dla skonstruowania autorskiego narzędzia badawczego wykorzystaliśmy model zdrowia WHO i model spędzania czasu wolnego J. Nash’a. Pytaliśmy o zmiany w zachowaniach zdrowotnych i wolnoczasowych w związku z pandemią.

– Nie chcę, by kolejne pytanie zabrzmiało... seksistowsko, ale wydawać by się mogło, że reakcje kobiet i mężczyzn na zagrożenie własne, najbliższych już z założenia mogą się różnić. Kto lepiej radzi sobie z tą sytuacją graniczną? Może słaba płeć jest... mocniejsza?

– W naszych badaniach nie stwierdziliśmy różnic międzypłciowych w tym zakresie.

– Pandemia wytworzyła bardzo złożoną sytuację. To nie tylko zagrożenie, to także izolacja. Zmieniają się nasze relacje ze światem. Żyjemy w zamknięciu, co niekoniecznie musi być motywujące do dbania o siebie. Prowadzimy bardziej siedzący tryb życia, spędzając długie godziny przed ekranem komputera. Cierpi nasz kręgosłup, przybywa nam kilogramów. Takie wątki także pojawiły się w Waszych badaniach?

– W pewnym sensie tak. Studenci deklarowali, że więcej czasu poświęcają na „budowanie formy fizycznej”. Generalnie, zwiększyła się ich dbałość o fizyczny aspekt zdrowia. Ale niedużo więcej robią, aby dbać o zdrowie psychiczne. Zabiegają też o utrzymanie relacji z bliskimi, ale ich raczej nie wzbogacają.

– „Straciłam motywację do nauki. Zaniedbałam sylwetkę, nie chce mi się ruszyć z łóżka. Zaczęłam chodzić na terapię. Wiele osób wokół ma epizody depresyjne” – to wyznanie studentki, na szczęście nie z naszego uniwersytetu. A u nas także trafiały się tak dramatyczne wyznania?

– Nasze badania nie potwierdzają takiego negatywnego obrazu. Jest on u nas umiarkowanie pozytywny. Co ciekawe badani studenci nie odczuwają większego stresu związanego z pandemią, tylko co czwarty badany poszukuje źródeł wiedzy na ten temat. Wyniki badań pokazują, że w zakresie dobrostanu psychicznego w pandemii są największe deficyty w porównaniu z dobrostanem społecznym i fizycznym. Nie wyklucza to oczywiście, że są takie osoby, które wpadają w czarną dziurę…

– Nim jeszcze nastała pandemia dość często zwracano uwagę na sporą, może wręcz niespotykaną we wcześniejszych pokoleniach, polaryzację postaw młodych w kwestiach związanych z zachowaniami prozdrowotnymi. Z jednej strony lawinowo rosnący odsetek osób otyłych w wyniku niewłaściwych nawyków zdrowotnych, biernego trybu życia, z drugiej osoby traktujące dietę, sport niemal jak religię. W Waszych badaniach też to się pojawiło?

– Nie pytaliśmy o te kwestie.

– Zamknięte siłownie, kluby fitness, sale gimnastyczne, przez jakiś czas nawet zakaz spacerów – to chyba mocno utrudniało prozdrowotne zachowania. A może jednak okazaliśmy się pomysłowi? Dajemy radę sami?

– Naszym zdaniem tak, skoro jednak badani deklarują zwiększenie aktywności prozdrowotnej.  W Internecie jest teraz nieograniczony zakres porad i materiałów szkoleniowych w zakresie budowania formy fizycznej, psychicznej, a nawet duchowej. Jakość wielu z nich pozostawia dużo do życzenia, ale na bezrybiu… Można przypuszczać, że pokolenie internetowe korzysta z różnorakich filmików szkoleniowych.

– Podsumowując: co Was najbardziej ucieszyło, a co zaniepokoiło w badaniach dotyczących zachowań zdrowotnych i wolnoczasowych studentów w czasie pandemii?

– Zauważyliśmy, że epidemia nie tyle wpływa na korygowanie i kształtowanie zachowań zdrowotnych, czyli spełnia funkcję edukacyjną, a przyczynia się jedynie do powrotu do najbardziej podstawowych wyuczonych w procesie socjalizacji działań warunkujących przetrwanie (mycie rąk, dystans, maseczki…). Studenci generalnie nie szukają informacji na temat zdrowia  i nie mają kompetencji do budowania swojego zdrowia. Cieszy nas, że ponad 50 procent badanych deklaruje, że zwiększyła czas na aktywności o charakterze kreatywnych w zakresie kompetencji ruchowych, samorozwoju i budowania relacji. Można by również określić tę zmianę, używając skrótu myślowego, że pandemia wyrywa młodych ludzi ze stagnacji. Lockdown: niemożność kontaktów z rówieśnikami, ograniczenie rozrywek i możliwości spędzania wolnego czasu „na mieście”, wszystko to oznaczało deprywację sensoryczną, a to, być może, uruchomiło energię aktywacyjną i chęć wartościowego spędzania czasu wolnego. Czas pokaże, czy tak będzie…

– Zamierzacie powracać w przyszłości do tego tematu? Z pewnością wpływ pandemii, izolacji, nauki zdalnej na nasze prozdrowotne postawy to będzie kwestia aktualna przez wiele lat.

– Tak, planujemy kolejne badania. Sądziliśmy, że pandemia skończy się dość szybko i po roku zobaczymy, jak trwałe są te zmiany. Jednak sytuacja nas zaskoczyła i trwa - i to dalszy impuls do badań, już nieco innych niż planowaliśmy.

– Dziękuję za rozmowę.

pozostałe wiadomości

galeria zdjęć

 [fot.Andrzej Romański]