Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Boże Narodzenie: więcej niż zwyczaj – od liturgii mozarabskiej po hiszpańską współczesność

obrazek: Jedna z wielu szopek Bractwa Toruńskich Belenistów fot.Ewa Derkowska-Rybicka]
Jedna z wielu szopek Bractwa Toruńskich Belenistów fot. Ewa Derkowska-Rybicka

Jeden z XX-wiecznych niemieckich filozofów religii Bernhard Welte (†1983) zwracał przed laty uwagę, że wielu zwyczajom religijnym często grozi „bezistocie” (niem. Unwesen), to znaczy skupienie się jedynie na warstwie kulturowej, przeżywaniu „form wyrazu” przy jednoczesnym ignorowaniu czy zapomnieniu o tym, co jest istotą i podstawowym ich znaczeniem.

Bezrefleksyjne przyzwyczajenie do zewnętrznych form czasem dyspensuje od konieczności zgłębiania sensu i istoty zwyczaju. Nie pomaga w tym również rosnąca infantylizacja zwyczajów, które są przeżywane przez dorosłych jedynie z poziomu dziecka i często traktowane przez nich nie dość, że po dziecięcemu, to jeszcze jako relikt dzieciństwa.

W takim przypadku, nieraz opatrznościowo pojawia się niemożność przeżywania świąt w sposób tradycyjny, zmuszając do pytania „dlaczego” tak sprawujemy obrzędy i z jakiego powodu. W kontekście pandemii, takie pytanie z pewnością powraca i może (choć nie musi) stać się szansą do odzyskania tego, co jest istotą np. świąt Bożego Narodzenia. A wspomniane „bezistocie” z całą pewnością grozi w czasach komercjalizacji, gdy nawet nazwa „Boże Narodzenie”, oddająca charakter świętowania i historycznie utrwalona, jest zastępowana eufemicznymi zwrotami o „zimowych świętach” czy „gwiazdce”, a najważniejsze w przekazie medialnym stają się świąteczne zakupy i potrawy. Pisząc ten tekst w listopadzie, nie wiem jeszcze, czy w 2020 roku dane nam będzie przeżywać święta w sposób znany z poprzednich lat, czy też sytuacja wymusi spojrzenie na to, co istotne w wierze, czyli na Słowo, „które stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14).

Troska o istotę rozumienia Bożego Narodzenia nie pozbawia nas jednak możliwości dostrzegania tego, że świętowanie tego Wydarzenia wyraża się w wielości zwyczajów, różnych dla poszczególnych krajów chrześcijańskich. Są to tradycje, które przypominają o „wierze, która stała się kulturą”. Jak podkreślał św. Jan Paweł II, doktor honoris causa UMK, przeniknięcie wiary do kultury to znak jej przyjęcia: jeśli nie wyraża się kulturowo, to oznacza, że nie została jeszcze przez chrześcijan w pełni zasymilowana. Nie dziwi więc, że w wielu krajach chrześcijańskich pojawiły się specyficzne zwyczaje, które odsłaniają w nich pewne wątki teologiczne, właściwe dla konkretnej kultury.

Fot. 1 WN UMK (nadesłana)

Medialny przegląd świątecznych rytuałów, towarzyszący nam niemal co roku w okresie świąt, pokazuje „jedność wiary w różnorodności jej przeżywania”, ale szczególnie inspirujące zwyczaje, które w ostatnim czasie przeszły także do polskiej kultury (np. Orszak Trzech Króli, budowanie szopek), warto zauważyć w Hiszpanii. Jak wiadomo, chociaż także i ten kraj, przez wieki chrześcijański, zderza się dzisiaj z wyzwaniami społecznymi, które sprowadzają religijność do aspektów kulturowo-ludycznych, bez pogłębionej świadomości tajemnicy przeżywanej wiary, to jednak potwierdza asymilację kulturową, a więc matrycę, bez której trudno zrozumieć współczesną Hiszpanię.

Niektórzy ten stan hiszpańskiej religijności, w której chrześcijaństwo daje się wyczuć w sposobie życia, oceniania, solidarności i życzliwości, nazywają mianem „chrześcijaństwa strukturalnego”, które nie ujawnia się wprost, lecz implicytnie towarzyszy wyborom Hiszpanów. Warto zwrócić uwagę na dawne i współczesne przeżywanie okresu Bożego Narodzenia w tym kraju, które potem promieniowało na Amerykę Łacińską i po pewnych przeobrażeniach funkcjonuje w tamtych krajach do dziś. Dla zrozumienia współczesnego przeżywania Bożego Narodzenia w Hiszpanii konieczne jest jednak zwrócenie uwagi na szczególny okres, w którym rodziły się te zwyczaje, a więc na czas obecności islamu na Półwyspie Iberyjskim i chrześcijańskiej kultury mozarabskiej, znanej z architektury sakralnej i wyjątkowych miniatur z tzw. Beatos, komentarzy do Księgi Apokalipsy, a których szczególnym źródłem była oryginalna tradycja liturgiczna sięgająca pierwszych wieków chrześcijaństwa.

Mozarabowie – chrześcijanie „podobni” do Arabów

Choć chrześcijaństwo pojawia się na Półwyspie Iberyjskim już w I wieku, o czym świadczy choćby misja ewangelizacyjna św. Jakuba Starszego Apostoła, którego grób znajduje się w Santiago de Compostela, a pielgrzymuje się do tego sanktuarium drogami słynnego szlaku Camino de Santiago, czy św. Pawła, który według tradycji miał głosić Chrystusa w Tarragonie, zgodnie z intencją Listu do Rzymian (Rz 15,24).

Fot. 2: Miniatura mozarabska z Antyfonarza z Leon (X wiek; nadesłana)

Jak zauważają historycy, wiara chrześcijańska przyszła do Hiszpanii z Rzymu (o czym świadczy tradycja tzw. mężów apostolskich wysłanych przez św. Piotra i św. Pawła) lub z północnej Afryki, o czym mogą do dziś świadczyć liczne kaplice poświęcone świętym pochodzącym z tamtych terenów (jak np. św. Cyprian) czy korespondencja biskupów hiszpańskich, którzy w pewnych kwestiach radzili się kolegów biskupów z Afryki. Po upadku Imperium Rzymskiego kontrolę polityczną nad dawnymi rzymskimi prowincjami na Półwyspie Iberyjskim przejęli Wizygoci, początkowo arianie, którzy ostatecznie przeszli na katolicyzm w 589 r. za króla Rekkareda. To czas, w którym kwitnie życie liturgiczne, pojawiają się liczne teksty euchologiczne (Julian z Toledo), traktaty teologiczne (Izydor z Sewilli), powstają ryty i obrzędy, które okażą się kluczowe dla utrzymania tożsamości chrześcijańskiej w kolejnych wiekach.

Te nowe realia dla chrześcijan na Półwyspie Iberyjskim zaczęły się z chwilą, gdy w 711 roku znaleźli się oni w nowych realiach politycznych. Hiszpania wizygocka została zaatakowana przez wojska arabskie gen. Tariqa, zresztą przywołanego jako wsparcie w walce o tron wizygocki przez jedną ze stron politycznych zmagań. W konsekwencji na wiele stuleci Hiszpania stała się państwem muzułmańskim. Chrześcijanie, którzy nie uciekli do północnych królestw, ale postanowili pozostać w swoich siedzibach, podlegali arabizacji kulturowej, ale pozostali wyznawcami Chrystusa. Ich obecność w muzułmańskich państwach oparta była na pewnym tradycyjnym układzie, wzorowanym na porozumieniu zawartym przez Omara ben al-Jattaba z chrześcijanami i Żydami w Jemenie, który określał m.in. specjalny podatek dla chrześcijan, ograniczał drogę awansu zawodowego, niekiedy nawet nakazywał specjalny ubiór, a także zakazywał budowy nowych kościołów. Dla muzułmanów pozostawali „ludźmi księgi” lub „Nazarejczykami”, ale przez chrześcijan z północy Półwyspu bywali nazywani „mozarabami”: podobnymi do Arabów w zewnętrznym stylu życia (ubiorze, zachowaniach), ale pozostającymi chrześcijanami.

Fot. 3: Miniatura mozarabska z Antyfonarza z Leon (X wiek; nadesłana)

Mozarabowie choć spotykali w codzienności utrudnienia związane z wyznawaniem wiary w Chrystusa, a w konsekwencji dotkliwe dla kieszeni obciążenia finansowe i zmiany życiowych planów, to jednak odnaleźli w liturgii szczególną siłę, a wyjątkowym tego wyrazem był sposób przeżywania okresu Bożego Narodzenia i poprzedzającego go adwentu. Niepokoiło to prawników islamskich tamtego czasu, którzy obserwowali, że nawet muzułmanie zachwycali się zwyczajami bożonarodzeniowymi mozarabów i integrowali się z chrześcijanami.

Jeden z władców Ceuty, Abu-l-Qasim al-Azafi (1249–1278) sugerował nawet, aby stworzyć święto narodzin proroka Mahometa i w ten sposób odciągnąć pobratymców od świętowania z chrześcijanami narodzin Chrystusa. W swoim traktacie wspomina, przy okazji niejako, o budowaniu przez chrześcijan w okresie Bożego Narodzenia swoistych „miasteczek ze słodyczy” (z suszonych owoców, daktyli), w których znajdowały się małe figury postaci oraz o słodkich przekąskach.

Nie ulega wątpliwości, że chodzi o tak charakterystyczne do dziś belenes, a więc szopki bożonarodzeniowe czy specjalne ciasto zwane roscón de reyes, w którym umieszcza się do dziś figurkę z marcepanu, mającą przynieść szczęście temu, komu się trafi na talerzu. Ale już wówczas czas Bożego Narodzenia był związany ze słodyczami, co przetrwało do dziś w formie znanych turrones, a wypływało to z przekonania, że Chrystus przychodzący na świat w Betlejem wnosi w życie człowieka zapowiedź tej słodyczy i radości, jaką daje odkryty w Jezusie sens życia i jego wiecznotrwałość.

Adwent w dawnej liturgii hiszpańsko-mozarabskiej

Znając rangę uroczystości Bożego Narodzenia dla kultury mozarabskiej, nie dziwi, że przygotowanie do świętowania narodzin Chrystusa (utożsamianego ze świętem apparitio Domini z 6 stycznia) trwa w odnowionym rycie 6 tygodni, zaczynając się w połowie listopada. Adwent w tej tradycji to nie tyle czas pokuty, ale – w analogii do okresu wielkanocnego – to czas dojrzewania do przyjęcia tajemnicy – mysterium, poszukiwania tego, co służy zbawieniu, a przy tym radosnego oczekiwania i budowania drogi do Chrystusa, przyjmując za punkt odniesienia zwłaszcza osobę św. Jana Chrzciciela, a także innych proroków Starego Testamentu. Znając drogę tamtych postaci do Mesjasza, chrześcijanin miał w adwencie wytyczać swoją własną drogę do Chrystusa, w wymiarze intelektualnym i egzystencjalnym, interpretować znaki czasu i odczytywać sens tej wędrówki.

Chodzi więc o dotarcie do Chrystusa pośród różnych sytuacji kulturowych, ze spokojnym sumieniem i zapobiegliwością. Podejmowanym motywem jest naśladowanie Maryi czekającej na narodzenie Syna, które uprzytamnia, że w czasie tych świąt chodzi o to, aby Chrystus narodził się w każdym wierzącym, skoro jego życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu.

Sens Bożego Narodzenia w liturgii hiszpańsko-mozarabskiej

Teksty modlitw tego czasu cechują się wielką lirycznością o dużym pokładzie uczuciowym, nieznanym tradycji rzymskiej, która pozostaje powściągliwa w swych formach i tekstach. Pewnie dlatego, że celem liturgii nie jest poinformowanie człowieka o dogmatach, ale zanurzenie go w świetle, które promieniuje w tajemnicy Bożego Narodzenia i rozświetla życie człowieka. Dlatego akcent teologiczny pada na rozważania skutków, a więc tego, co dało człowiekowi Wcielenie Syna Bożego.

 Nie chodzi o wspomnienie faktu z historii, ale nieustanne rodzenie się Chrystusa w każdym wierzącym. W takim duchu warto odczytać teksty liturgiczne (illatio, czyli rzymską prefację) przeznaczone na święto Narodzenia Pańskiego w tej liturgii, które ustanawiają paralelę między Maryją a Kościołem, który w chrzcie świętym rodzi też chrześcijan. Podobnie jak w Maryi otrzymuje życie Chrystus, tak w Kościele ci, którzy przyjmują wiarę. W konsekwencji relacją Chrystusa do Kościoła rządzi zasada miłości, dzięki której wierni doświadczają opieki i troskliwości Chrystusa w codziennych potrzebach. Dlatego wszystkie szczegóły relacji biblijnej o narodzeniu Chrystusa interesują liturgię, która nawet w pieluszkach będzie widziała symbolikę grzechu, w jakie owinięty był człowiek.

Choć często na okres Bożego Narodzenia patrzymy przez pryzmat jednego święta i jego wigilii, to w kalendarzu liturgicznym było to świętowanie rozłożone na szereg dni. Po uroczystości Narodzenia Pańskiego przypadały święta poświęcone apostołom (początkowo czczono ich w jednym obchodzie liturgicznym, a potem wyodrębniono dla każdego osobny dzień), ale także święto obrzezania Pańskiego, czy początku roku kalendarzowego oraz znaczące święto Epifanii, a po nim święto Niewiniątek Betlejemskich. To ostatnie świętowano z biegiem czasu w kalendarzu rzymskim między uroczystością Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem, a do dziś związane jest z żartami, właściwymi dla prima aprilis w Polsce.

Z teologicznej perspektywy widać, że czas Bożego Narodzenia rozkłada znacząco akcenty: w święto Bożego Narodzenia podkreślano paradoksalność tego, że Odwieczny przyjmuje czasową postać człowieka, a następnie w święcie obrzezania Jego moc wyzwalania człowieka z odmętów zła, dzięki oddaniu się Bogu (sens starotestamentalnego obrzezania), aby w dniu apparitio Domini, czyli święcie Epifanii, wrócić do jedności unii hipostatycznej, a więc tego, jak człowieczeństwo i bóstwo łączą się w osobie Syna Bożego.

Współczesne zwyczaje

Historyczne tło hiszpańskich obrzędów i kultury pozwala uchwycić szereg współczesnych zwyczajów bożonarodzeniowych.

Z jednej strony to nadal budowane, zarówno w domach, jak i w przestrzeni publicznej szopki. W ostatnich latach, również u nas, na Wydziale Teologicznym UMK powstało Bractwo Toruńskich Belenistów (http://belenista.pl/), które obficie czerpie z tradycji hiszpańskich (także dzięki warsztatom, jakie prowadzili szopkarze z Pampeluny), a rozwijane jest przez koordynatora p. Ewą Derkowską-Rybicką wraz z mężem Jackiem i grupą entuzjastów. Dzięki tej inspiracji powstało już ok. 40 szopek, w tym ponad 20 przedstawiających wybrane obiekty z architektury Torunia. Organizowane są doroczne wystawy szopek, towarzyszące Orszakowi Trzech Króli, a także prezentacje szopek w przestrzeni publicznej, m.in. w urzędach, na dworcu PKP Toruń Główny, w toruńskich szpitalach, kościołach i instytucjach kultury. Szopki toruńskie inspirują się tymi dawnymi, które były wyrazem tożsamości chrześcijańskiej.

Fot. 4: Jedna z wielu szopek Bractwa Toruńskich Belenistów (Ewa Derkowska-Rybicka)

Dziś w Hiszpanii szopki znajdują się w wielu szpitalach, instytucjach, nawet na rondach czy w sklepach lub hotelach. Tworzą one klimat, który ma ułatwić uchwycenie zasadniczego przesłania świąt Bożego Narodzenia: docenienia własnej godności i odpowiedzialności, jaka kryje się za tym, że Bóg stał się człowiekiem. Przyjście w ludzkiej postaci było ukazaniem, że Bóg zmienia świat i pokonuje zło przez zwiększenie dobra w świecie, bo tylko tak można prawdziwie wyleczyć człowieka zanurzonego w złu.

Narodzenie Chrystusa, nad którym przez wieki zastanawiali się teologowie, czy było potrzebne, czy gdyby nie grzech Adama i Ewy, to byłoby konieczne, czy zbawia krzyż Chrystusa czy Jego samo narodzenie, to Wcielenie obejmuje całe życie Chrystusa. Jak często podkreślali średniowieczni teologowie, już sam sposób czy styl bycia wśród ludzi (conversatio Christi) jest przedmiotem naśladowania, bo wszystko, co uczynił i czego doświadczył, ma dla nas znaczenie. Chrystus objawia Ojca i Jego miłość przez wszystko, czego doznał. Wydaje się, że to właśnie przekazują szopki: nawiązują do przekazu biblijnego, starając się ukazać wydarzenia z perspektywy danej postaci, a przenosząc realia tamtej nocy Narodzenia do współczesnych miast (toruńscy beleniści wpisali narodzenie Chrystusa w starówkę i Krzywą Wieżę, pod którą ulokowali szopkę), przekazują myśl tak ważną dla teologii mozarabskiej: Chrystus musi urodzić się w Tobie, w realiach konkretnego życia, w Kościele, który głosi żywego Chrystusa, a nie wspomina kartkę z kalendarza. Ten egzystencjalny wymiar wzmacniają również „żywe szopki” (belen viviente), które inscenizują mieszkańcy całych miejscowości, z udziałem zwierząt, przebierając się za pasterzy i przypominając sceny z Ewangelii.

Fot. 5: Belen viviente – „żywe szopki” w Nawarze (nadesłana)

Wieczerza wigilijna w Hiszpanii nie ma charakteru pokutnego, ale radosne oczekiwanie na narodziny Chrystusa. Dlatego na stołach pojawiają się także owoce morza, dania mięsne i słodycze, które ten radosny kontekst podkreślają. O północy odprawia się mszę nazywaną misa de gallo, dosłownie „mszę koguta”, w przekonaniu, że to on właśnie jako pierwszy obwieścił narodziny Zbawiciela.

Fot. 6: Stół przygotowany do wieczerzy wigilijnej w Hiszpanii (nadesłana)

Innym, typowym dla baskijskiej kultury jest postać węglarza zwanego El Olentzero, który bywa przedstawiany jako drwal czy góral schodzący w tę noc i obdarowujący prezentami osoby, oczywiście tylko te grzeczne, bo niegrzeczne otrzymują… węgiel (choćby nawet w słodkiej postaci). Generalnie jednak, tak właściwe dla polskiej tradycji, prezenty z okazji Bożego Narodzenia są w Hiszpanii wręczane w czasie święta Epifanii (a więc najstarszego historycznie święta), a które przynoszą Trzej Królowie.

Fot. 7: El Olentzero (nadesłana)

Bez wątpienia jednak to słynne orszaki Trzech Króli są znakiem charakterystycznym dla obchodów czasu Bożego Narodzenia. Przechodzą przez wielkie miasta i małe puebla, ale w gruncie rzeczy są publicznymi jasełkami, a więc inscenizacją angażującą rodziny i całe miejscowości, które mają pokazać sens obchodzonego święta. Przybywających wówczas monarchów, otoczonych każdy swoim orszakiem rycerskim, przyjmują przedstawiciele władz miasta, którzy dopełniają rytu królewskiego i zdają sprawę z sytuacji w mieście. Królowie często odwiedzają szpitale i domy seniora, aby uprzytomnić, że radość nocy Narodzenia Pańskiego, zmiana perspektywy dla ludzkiego życia, jaką ona wprowadza, nie jest zarezerwowana do wąskiej grupy aktywnych, ale dla wszystkich. Każde życie jest cenne, skoro Bóg stał się człowiekiem.

Fot. 8: Orszak Trzech Króli (nadesłana)

Fot. 9: Orszak Trzech Króli (nadesłana)

W czasie bożonarodzeniowym śpiewa się pastorałki (villancicos), które jednak mają nieco odmienny charakter od polskich kolęd. Hiszpańskie odpowiedniki stawiają na wczucie się w rolę jednego z bohaterów, który ku swemu zdziwieniu staje się świadkiem wielkich zdarzeń. O ile polskie kolędy proponują odczytanie tajemnicy w kluczu teologicznej, głębokiej refleksji („Ma granice nieskończony”), o tyle hiszpańska wrażliwość pozwala kontemplować narodzenie Chrystusa oczyma prostych ludzi, którzy cieszą się, że coś się zmieniło. Że nie musi być tak jak „zawsze”, że próg wrażliwości się przesuwa na rzecz bezbronnych i słabych, za którymi opowiada się sam Bóg. Na przyjście Boga odpowiadają, przynosząc Jezusowi to, co mają: twaróg, smalec, strawę ryżową i wino.

Zakończenie

Ta krótka podróż przez wieki, w obrębie kultury hiszpańskiej tak promieniującej na wiele innych, uświadamia, jak wiele kulturowych przejawów wypływa z niewidzialnych korzeni (te zawsze są ukryte pod ziemią), a ich witalność zależy od „zakorzenienia”. Dla żyjących w obcej kulturze, jak dla średniowiecznych mozarabów, było przypomnieniem, co tak naprawdę świętujemy w Boże Narodzenie, odkrywając Boga, który staje się człowiekiem dla nas i naszego zbawienia, aby człowiek odkrył głęboki sens swego życia, w którym chodzi o coś więcej niż o samo życie. Przyjście Chrystusa nie kończy historii, lecz oznacza nową zasadę patrzenia na siebie, drugiego człowieka oraz na Boga, który wybiera pokorną drogę odsłaniania sensu człowieczeństwa, od poczęcia po śmierć, aby ludzkiej wolności nie przygnieść sobą, ale ją ukierunkować.

Zwyczaje bożonarodzeniowe, niczym pryzmat, wychodzą od jednego strumienia światła, jakim jest tajemnica bóstwa i człowieczeństwa, które łączą się w jednej osobie Syna Bożego, a rozszczepiają na kultury i zwyczaje. Niosą one sens wtedy, gdy stanowią znak na drodze, która prowadzi do Betlejem: nie skupiają na sobie, ale odsłaniają cel drogi. Na wzór mędrców, którzy swą podróż do Chrystusa zaczynają od obserwacji nieba („nauki”), po drodze słuchając pism świętych („teologii”), o których słyszą na dworze króla Heroda Wielkiego w Jerozolimie, aby ostatni odcinek do Betlejem (ok. 10 km) znów iść za gwiazdą, która zatrzymała się nad miejscem, gdzie Chrystus leżał w stajence (por. Mt 2,9). Oby zwyczaje i tradycje, bogate i różnorodne, zatrzymywały się i skupiały na Tym, bez którego te święta nie mają sensu. Feliz Navidad!

dr hab. Piotr Roszak, prof. UMK – Katedra Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK, prodziekan Wydziału.

[Więcej o liturgii mozarabskiej można przeczytać w: Piotr Roszak, Mozarabowie i ich liturgia. Chrystologia rytu hiszpańsko-mozarabskiego, Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2015 – red.]

pozostałe wiadomości

galeria zdjęć

 [fot.nadesłana] Miniatura mozarabska z Antyfonarza z Leon (X wiek) [fot.nadesłana] Miniatura mozarabska z Antyfonarza z Leon (X wiek) [fot.nadesłana] Jedna z wielu szopek Bractwa Toruńskich Belenistów [fot.Ewa Derkowska-Rybicka] Belen viviente – „żywe szopki” w Nawarze [fot.nadesłana] Stół przygotowany do wieczerzy wigilijnej w Hiszpanii [fot.nadesłana] El Olentzero [fot.nadesłana] Orszak Trzech Króli [fot.nadesłana] Orszak Trzech Króli [fot.nadesłana]