Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Szersze spojrzenie na świat

obrazek: fot.Andrzej Romański]
fot. Andrzej Romański

Z dr. hab. Przemysławem Żywiczyńskim, prof. UMK (Wydział Humanistyczny) – kierownikiem zespołu nr 2 (mającym w gestii współpracę badawczą z renomowanymi uczelniami) zespołu wdrażającego strategię uczelni badawczej UMK rozmawia Winicjusz Schulz

– Renomowana uczelnia – czyli jaka? Mająca wysoką pozycję w rankingach?

A może setki lat tradycji? Szczycąca się noblistami w gronie profesorskim?

– Na bycie renomowaną uczelnią składa się oczywiście dużo czynników. Wiele z nich ujmują kryteria brane pod uwagę w konstruowaniu różnego rodzaju rankingów. Na przykład ranking szanghajski bierze m.in. pod uwagę liczbę noblistów wśród pracowników i absolwentów czy sukcesy publikacyjne pracowników. Jednak renomowana uczelnia to przede wszystkim taka, w której prowadzi się światowej klasy badania. Jakość badań da się częściowo skwantyfikować, np. impaktem publikacji, ale równie istotne są czynniki trudne do sparametryzowania, takie jak na przykład opinia środowiska zajmującego się daną dziedziną.

Zdarza się, że przełomowe badania podejmują zespoły afiliowane w stosunkowo małych ośrodkach, które często nie mają wielowiekowej tradycji, ani wysokiej pozycji w rankingach. Podam przykład ze swojej dziedziny – badań nad gestami. Jeden z najlepszych na świecie ośrodków, w którym prowadzi się te badania znajduje się na Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Jest to stosunkowo nowa, mała i w wielu rankingach nienotowana uczelnia. Mówiąc zatem o renomie uczelni należy patrzeć szeroko. I właśnie takie szerokie spojrzenie mamy na myśli, kiedy mówimy o współpracy z renomowanymi uczelniami w ramach programu „Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza”

– Zespół, którym Pan kieruje, ma w swej gestii współpracę badawczą. Zaczęliście zapewne od opisu status quo? I jak ten stan rzeczy w przypadku UMK wygląda?

– Patrząc zbiorczo na cały uniwersytet, poziom współpracy badawczej z ośrodkami zagranicznymi należy ocenić jako dobry, nawet jeśli porównamy się z takimi uczelniami, jak Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Jagielloński czy Uniwersytet Adama Mickiewicza, biorąc oczywiście poprawkę na wielkość tych ośrodków i ich metropolitalne usytuowanie. Największym problemem jest to, że poziom współpracy układa się nierównomiernie. Istnieją grupy badawcze, które prowadzą intensywną współpracę międzynarodową i są duże połacie uniwersytetu, gdzie tej współpracy jest mało. Dlatego też realizacja strategii „Uczelnia Badawcza – Uczelnia Badawcza” została zaplanowana wielotorowo.

Propozycją dla dobrze działających już grup badawczych są Centra Doskonałości, która mają pozwolić im wejść na najwyższy poziom jakości badawczej. Dla formujących się zespołów stworzono formułę wyłaniających się pól badawczych, ale też gros środków i programów związanych z umiędzynarodowieniem jest zarezerwowanych dla naukowców, którzy do tej pory nie prowadzili badań we współpracy międzynarodowej. Mówiąc krótko, dążmy do tego, żeby zespoły umiędzynarodowione umiędzynarodawiały się jeszcze bardziej i żeby umiędzynarodowienie badań rozwijało się tam, gdzie do tej pory było go mało.

– Można też się spodziewać, że co wydział to inna intensywność i „geografia” owej współpracy. Które z wydziałów mają najbardziej rozległe kontakty badawcze? Te związane z naukami eksperymentalnymi, ścisłymi, medycznymi?

– Zdecydowanie widzimy większy zakres współpracy naukowej z ośrodkami zagranicznymi w naukach ścisłych i naukach o zdrowiu. Nie oznacza to, że na przykład humaniści nie mają swoich, często rozległych, siatek kontaktów zagranicznych. Taki stan rzeczy w dużej mierze jest wynikiem różnych kultur pracy. W pewnych obszarach konieczne jest poleganie na pracy w dużych grupach badawczych, które współpracują z innymi grupami badawczymi, co w naturalny sposób prowadzi do intensyfikacji współpracy międzynarodowej.

W humanistyce czy naukach społecznych nie ma tak dużej presji. Jednak patrząc na przykład na stan humanistyki globalnie, widzi się wyraźną tendencję, żeby pracować w silnie umiędzynarodowionych zespołach badawczych. Do lamusa odchodzi model badacza, który samodzielnie i samotnie prowadzi swoje badania. Mamy nadzieję, że programy mobilnościowe dostępne w równym stopniu dla przedstawicieli różnych obszarów nauki sprawią, że korzyści z takiego sposobu uprawiania nauki w większym niż do tej pory zakresie zauważą również nasi humaniści.

– W dobie globalnej wioski trudno chyba mówić o jakichś „egzotycznych” kontaktach badawczych. A może jednak w tej mnogości da się takie zauważyć?

– Standardowe ścieżki współpracy dotyczą oczywiście krajów europejskich, w szczególności krajów Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. O miejscach takich, jak właśnie Stany Zjednoczone albo kraje Europy Zachodniej zwykło się myśleć, że tam „robi się prawdziwą naukę”. Wnioski składane w konkursach mobilnościowych świadczą, że dla naszych pracowników i doktorantów są to najbardziej oczywiste kierunki współpracy. Taka optyka jest cały czas w dużej mierze zasadna, ale światowa mapa nauki się zmienia.

Na przykład, Chiny dokonały olbrzymiego postępu na polu badań naukowych i nikt już nie dziwi się próbom nawiązywania ścisłej współpracy naukowej z ośrodkami w Chinach. W nauce nie warto stosować pojęcia egzotyczności z jeszcze innego względu. Ważne problemy badawcze można czasem znaleźć pod zaskakującymi szerokościami geograficznymi. Na przykład Instytut Językoznawstwa w Lund w Szwecji, gdzie ostatnio spędziłem badawczo trochę czasu, specjalizuje się w dokumentowaniu znikających języków, przede wszystkim w Amazonii. Może więc to być przykład pozornie „egzotycznego” kierunku współpracy, który jednak jest całkowicie uzasadniony naukowo.

– Czy bliskość kulturowa ma tu jakieś znaczenie? Łatwiej się zrozumieć, gdy mentalność, obyczajowość jest podobna?

– Bliskość kulturowa może mieć pewne znaczenie w nawiązywaniu kontaktów naukowych, ale na pewno niedecydujące. Pierwszorzędne znaczenie ma zbieżność tematów badawczych, infrastruktura badawcza czy znajomość ośrodków i związanych z nim badaczy. Świat się globalizuje, co w przypadku świata naukowego jest szczególnie widoczne. Językiem wymiany akademickiej bezsprzecznie jest od kilku dekad angielski – po angielsku publikuje się teksty naukowe i wygłasza referaty; coraz częściej angielskim na co dzień posługują się naukowcy w swoich zespołach, bo są to zespoły międzynarodowe.

Natomiast komfort życia w nowym środowisku na pewno zależy od zrozumienia kultury, która w nim obowiązuje. Według mnie wspólna praca z osobami z różnych kultur stanowi doskonałą okazję, żeby poszerzyć swoje horyzonty, nie tylko naukowe – nauczyć się nowego języka, poznać nowe zwyczaje, spróbować wniknąć w inny sposób odczuwania i oceniania rzeczywistości.

– Na ile współpraca badawcza to efekt indywidualnych kontaktów poszczególnych uczonych, niekiedy wręcz przyjaźni, a na ile wynik instytucjonalnych działań?

– Trudno mówić o współpracy bez osobistych kontaktów, bo nawet jeśli współpracujemy w jakiś instytucjonalnych ramach, to współpracujemy z konkretnymi ludźmi. Dlatego wspólne projekty naukowe najczęściej wyrastają z kontaktów indywidualnych. Działania instytucjonalne – od organizowania konferencji po duże projekty, takie, jak choćby konsorcjum YUFE – pełnią jednak bardzo ważną rolę, bo umożliwiają nawiązanie takich osobistych kontaktów z innymi badaczami.

– Współpraca, jeśli ma być efektywna, twórcza, wymaga zaangażowania z obu stron. A tego już zadekretować się nie da?

– Współpraca z definicji zakłada zaangażowanie obu stron. Można sobie wyobrazić, że z jakiś pobudek strategicznych kontakty naukowe nawiązuję się, a później się je instytucjonalizuje, np. dla uzyskania łatwiejszego dostępu do pewnych funduszy. Takie działania nie służą współpracy i w mojej ocenie nie służą też osiągnięciu żadnych trwałych efektów. Musimy partnera, którego chcemy do współpracy pozyskać, przekonać, że warto z nami współpracować i że ta współpraca przyniesie mu korzyści. Innej drogi nie ma. Dlatego wydaje się, że lepiej wybierać partnerów, którzy – nawet jeśli nie przodują w rankingach – są autentycznie chcą z nami współpracować, niż – na siłę – namawiać do współpracy bardziej renomowane środki, których współpraca z nami nie interesuje.

– Nie da się też zadekretować obecności na UMK naukowców z różnych krajów. Czym UMK może ich przyciągnąć?

– Mieszkamy w pięknym miejscu, ale to na pewno nie wystarczy. Muszą chcieć do nas przyjechać – bo będą mogli prowadzić interesujące ich badania w komfortowych warunkach. Interesujących tematów badawczych prowadzonych na naszym uniwersytecie nie brakuje i często są to badania wykonywane na światowym poziomie. Powinniśmy dofinansować te badania, na przykład poprzez rozwój infrastruktury badawczej oraz zapewnić przyjezdnym wygodne warunki pracy. Dotyczy to zarówno warunków finansowych, jak i stworzenia dobrego miejsca do pracy i do mieszkania. Projekt „Uczelnia Badawcza” daje możliwości, żeby pomoc spełnić wszystkie te warunki i nad tym pracujemy. Jeśli nam się to uda, naukowcy z zagranicy do nas przyjadą – o to jestem spokojny.

– A co z uczonymi z krajów, w których zarobki w nauce są o wiele wyższe niż w Polsce?

– Warunki finansowe proponowane naukowcom z zagranicy, których przyjazdy finansowane są z budżetu Uczelni Badawczej wydają się być atrakcyjne nawet dla osób z Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych, o czym przekonujemy się już teraz, patrząc na zainteresowanie stażami czy zatrudnieniem etatowym. Pewnie nikt nie porzuci stanowiska profesorskiego w Oksfordzie czy na Harvardzie, żeby podjąć pracę w Toruniu – również ze względów finansowych. Ale już warunki zatrudnienia z budżetu Uczelni Badawczej dla młodych doktorów, którzy uzyskali swoje stopnie w renomowanych uczelniach zachodnich są na tyle atrakcyjne pod względem finansowym, że zaczynają do nas przyjeżdżać, a wielu z nich deklaruje, że chciałoby zostać u nas na dłużej.

– Powróćmy jeszcze na chwilę do pojęcia „renomowana uczelnia”. Te ze światowej czołówki zapewne na brak ofert współpracy nie narzekają. Jak sprawić, byśmy byli dla nich atrakcyjnym partnerem, a nie – proszę wybaczyć, że użyję takiego określenia – ubogim krewnym, na którego patrzy się z wyższością?

– Jedynym sposobem jest mozolne budowanie swojej atrakcyjności poprzez podnoszenie jakości badań, rozwój infrastruktury badawczej, pozyskiwanie jak najlepszej kadry, ale też odpowiednią promocję osiągnięć. „Uniwersytet Badawczy – Inicjatywa Badawcza” służy pomocą we wszystkich tych obszarach, na przykład dzięki programom wymiany kadry, zatrudniania naukowców z zagranicy czy zakupu sprzętu badawczego.

Przygotowujemy też programy wsparcia dla osób ubiegających o granty międzynarodowe, w tym najbardziej prestiżowe granty European Research Council. Głęboko wierzę, że realizacja programu „Uczelnia Badawcza” wniesie trwały wkład w rozwój naukowy naszego uniwersytetu. Jeśli ten impuls zostanie w odpowiednio sposób zagospodarowany przez długofalową i konsekwentną politykę projakościową, to nie będziemy musieli się obawiać, że ktoś będzie nas traktował jako ubogiego krewnego.

– Pański zespół ma doprowadzić do utworzenia Międzynarodowej Rady Uczelni, Rad Naukowych Centrów Doskonałości i Rad Naukowych Dziedzin Nauki złożonych z wybitnych naukowców, w większości spoza UMK. Na jakim etapie jesteście?

– Wysiłkiem osób zaangażowanych w realizację programu „Uniwersytet Badawczy – Inicjatywa Doskonałości” wszystkie Rady zostały utworzone. W ich skład weszli w dużej części naukowcy spoza UMK – zarówno z kraju, jak i z zagranicy. I tak Międzynarodowa Rada Uczelni w całości składa się z wybitnych naukowców z zagranicy. Wybitni zagraniczni naukowcy zasiadają również w Radach Centrów Doskonałości.

– Dla przyszłości nauki i UMK ważna jest też mobilność najmłodszej kadry. Niech jadą w świat, podpatrują, uczą się i wracają. Jak im w tym pomóc?

– Jest to jeden z kluczowych elementów strategii Uczelni Badawczej. Najważniejszym narzędziem do jego budowy są konkursy stażowe dla pracowników UMK, którzy niedawno uzyskali stopień doktora. Pierwsza edycja konkursu już się odbyła; nabór wniosków do drugiej rozpocznie się z początkiem września. Finansujemy staże średnioterminowe, trwające od 3 do 6 miesięcy, w ośrodkach zagranicznych. Taka długość stażu ma pozwolić naszym młodym naukowcom nie tylko zrealizować wybrane zadania badawcze, ale też dobrze przyjrzeć się funkcjonowaniu zespołów badawczych, które odwiedzają.

Jest oczywiste, że takie doświadczenia mają kluczowe znaczenie dla przebiegu dalszej kariery młodego naukowca. Są to doświadczenia formacyjne, bo nie tylko otwierają możliwości zrealizowania konkretnego projektu albo nawiązania ciekawych kontaktów, ale przede wszystkim pomagają sformułować priorytety i długofalowe cele własnej kariery naukowej.

– Uczelnie w wielu krajach to wielokulturowe środowiska. Studenci, wykładowcy z różnych krajów to norma. I także droga do nauki tolerancji, otwartości? A jak na tym tle wypada UMK?

– Tak, jest to droga do tolerancji i otwartości. I jest to chyba najlepsza droga, bo polega na poznaniu przedstawicieli różnych kultur poprzez wspólną pracę i spędzanie razem czasu. Wydaje mi się, że na UMK, ale też w innych polskich ośrodkach, czasem brakuje inicjatywy, żeby okazać zainteresowanie przyjezdnym – poprosić, żeby powiedzieli coś o swoim kraju, ugotować coś razem, zaprosić ich na piwo albo zagrać razem w piłkę. Dzięki takim całkowicie nieformalnym działaniom sprawimy, że oni będą czuli się u nas dobrze, a my zyskamy nowe, szersze spojrzenie na świat i na nas samych.

– Dziękuję za rozmowę.

pozostałe wiadomości

galeria zdjęć

 [fot.Andrzej Romański]