Z dr hab. Joanną Kucharzewską, prof. UMK, prorektorką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika ds. promocji i współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym, rozmawia Winicjusz Schulz
– Jest rok 1973. 500-lecie urodzin Mikołaja Kopernika. UMK zyskuje nie tylko nowoczesny kampus na Bielanach. Na południowej ścianie reprezentacyjnej auli pojawia się coś, czego wcześniej Toruń nie widział – jakieś dziwne kolorowe wzory na wielkich metalowych płytach – dzieło Stefana Knappa. Jak do tego doszło?
– Zanim mieszkańcy miasta mogli zobaczyć kolorową i nowoczesną mozaikę na Auli UMK, dwa lata wcześniej doszło do rozmów, które zaważyły na obecnym kształcie południowej elewacji budynku. Stefan Knapp w 1971 roku przyjechał do Polski z Anglii, gdzie mieszkał po wojnie, aby wziąć udział w sympozjum kopernikańskim w Olsztynie. Udzielił wówczas wywiadu do gazety „Życie Warszawy”, w którym wyraził chęć wykonania dzieła artystycznego związanego z poruszaną tam tematyką. Wspominał o tym Bogusław Mansfeld – zresztą na łamach „Głosu Uczelni” w 1997 roku. Podobno, to dziennik „Nowości” przyczynił się do skontaktowania artysty z projektantem kampusu UMK Ryszardem Karłowiczem.
– Wspomniany rok 1973 to głęboki PRL, a mówimy o artyście emigracyjnym – tacy nie byli przez komunistyczne władze zbyt dobrze postrzegani.
– To prawda. Jednak budowa auli według projektu Marka Różańskiego była już zaawansowana i spieszono się, aby zdążyć na rocznicę kopernikańską. Więc potrzeba było szybkich decyzji. Pierwotnie budynek miał być znacznie większy i oprócz funkcji reprezentacyjnych miał pełnić rolę filharmonii. Jednak w takiej postaci miał powstać dopiero w drugim etapie realizacji kampusu. Wobec braku pewności czy drugi etap w ogóle nastąpi projektanci wraz z władzami rektorskimi podjęli ryzykowną, ale jakże słuszną z perspektywy czasu decyzję o budowie mniejszego gmachu, z okrojonym programem funkcjonalno-przestrzennym. Początek budowy auli to rok 1969. Zatem kiedy doszło do pierwszych rozmów ze Stefanem Knappem w 1971 roku budowa była już zaawansowana. Dalej sprawy potoczyły się już szybko. W kwietniu 1972 roku zawarto porozumienie między Stefanem Knappem a rektorem UMK prof. Witoldem Łukaszewiczem. W okresie Polski Ludowej zlecenia na projekty plastyczne i wykonawstwo artystyczne musiały przechodzić przez instytucję państwową – w tym przypadku było to Przedsiębiorstwo Państwowe Pracownie Sztuk Plastycznych (PP PSP).
Pod koniec lipca 1972 roku Kolegium Rzeczoznawców PP PSP przyjęło wycenę według obowiązujących cenników, w wysokości ponad 240 tys. złotych i co ciekawe w dokumentach zapisano: za wykonanie „okładziny ceramicznej” – podczas kiedy Stefan Knapp niewątpliwie myślał o technice emalii. Umowę podpisano 12 października 1972 roku, a w listopadzie tego samego roku siedem skrzyń, z 255 panelami, o łącznej wadze 1,5 ton były już w Toruniu. Wraz z nimi do Torunia przyjechał Stefan Knapp. Warto dodać, że artysta koszty wykonania pokrył z własnych środków, przekazując dzieło UMK w darze, w związku z rocznicą 500-lecia urodzin patrona Uczelni.
– Gdy pierwszy raz zobaczyła Pani dzieło Knappa na auli UMK – spodobało się Pani?
– Jestem Torunianką, zatem mozaika była ze mną od zawsze. Spędzałam dzieciństwo na Przedmieściu Bydgoskim i Bielanach, a jedno z moich ulubionych (niestety czarno-białych) zdjęć to ujęcie na małym rowerku w wieku może 4 lat na tle auli z mozaiką. Nie wyobrażam sobie tego miejsca inaczej.
– Lata mijały. Panneau na auli wrosło już w pejzaż nie tylko samego UMK, ale i Torunia. Umawiano się „pod kropkami”.
– Tak, miejsce stało się kultowe. Ale mam przypuszczenie, że nie spodziewano się aż tak dużego sukcesu tego dzieła plastycznego, może trochę z powodu nieznajomości tej techniki w kraju, a może trochę z obawy, czy owa nowoczesność zostanie dobrze odebrana. W protokole z odbioru Kolegium Rzeczoznawców PP PSP zapisano: „Modularna kompozycja malarska z wizerunkiem Mikołaja Kopernika i zegarem, wykonana jest w technice niestosowanej w kraju”, a dalej „kompozycja w całości sprawia bardzo dobre wrażenie, jakkolwiek w module zegarowym nie harmonizuje z pozostałą częścią kompozycji” ..., jak dobrze, że mimo wszystko zaryzykowali [śmiech].
– Ale mijające lata zrobiły też swoje. Dzieła sztuki zwykle chronione są w klimatyzowanych galeriach, muzeach. Dzieło Knappa wystawione było przez kilkadziesiąt lat na słońce, deszcz, mróz, zanieczyszczenia. I te niekorzystnie wpłynęły na panneau. Trzeba było pomyśleć o konserwacji barwnych paneli. Włączyła się Pani w tę sprawę. Sytuacja była już dramatyczna?
– W listopadzie 2022 roku – będąc wtedy dziekanem Wydziału Sztuk Pięknych – podjęłam rozmowy z kanclerzem dr. Tomaszem Jędrzejewskim i zastępcą kanclerza Marcinem Maksimem na temat stanu zachowania mozaiki Knappa i konieczności wykonania prac konserwatorskich zwłaszcza, że zbliżały się obchody 550. rocznicy kopernikańskiej. Ówczesne władze kanclerskie odniosły się do tego z pełnym zrozumieniem. W lutym 2023 roku wspólnie z prof. Piotrem Niemcewiczem przygotowaliśmy program konserwatorski i w kwietniu został złożony wniosek o dofinansowanie z Urzędu Miasta na prace konserwatorskie w wysokości połowy kwoty. Czekaliśmy z niecierpliwością na decyzję Miejskiego Konserwatora Zabytków, Prezydenta Miasta i Rady Miasta Torunia. W końcu przyszła... Jednak był to koniec lipca i mieliśmy tylko 3 miesiące na prace konserwatorskie. Z jednej strony czułam radość, z drugiej ciężar odpowiedzialności za terminowe i jakościowe wykonanie prac.
Dodatkowo po demontażu paneli okazało się, że stan odwrocia jest gorszy, niż się pierwotnie wydawało. Metalowa powierzchnia w wielu miejscach była silnie skorodowana. Na szczęście wszystko się powiodło dzięki pracy i niesamowitemu zaangażowaniu pracowników Katedry Konserwacji-Restauracji Architektury i Rzeźby, a także studentów, którzy w okresie wakacji wspierali pracowników w tych pracach. Ekscytacja i radość mieszały się ze zdenerwowaniem, ale dziś z perspektywy czasu wszyscy wiemy, że było to niecodzienne i niesamowite przeżycie oraz doświadczenie.
– Knapp tworzył w bardzo specyficznej technice. To nie płótno, drewno czy kamień z określonej epoki. Jak wówczas zabraliście się za to zadanie? Dysponowaliście pełną wiedzą o tym, jak Knapp tworzył, czy potrzebne było konserwatorskie śledztwo?
– Tak, wiedzieliśmy, że to technika emalii. To jedna z najstarszych technik zdobniczych, znana od starożytności, jednak wówczas wykorzystywana była do dekorowania przedmiotów użytkowych, dewocjonaliów, obiektów kultu. Stefan Knapp wyniósł tę technikę do rangi wielkoformatowej dekoracji architektonicznej, sam zresztą pisał, że emalia to jego wkład w malarstwo ścienne. I rzeczywiście tak było. W Polsce bliźniaczą mozaikę można obejrzeć na olszyńskim planetarium, dwie kolejne prace na warszawskiej stacji metra „Wilanowska”.
– Z pewnością łatwo nie było?
– Nie było, bo konserwatorzy z Katedry Konserwacji-Restauracji Architektury i Rzeźby musieli opracować autorską metodę oczyszczania, a potem konserwowania. Samo oczyszczanie było wyzwaniem – metoda na mokro nie szkodziła szkliwu, ale już była niekorzystna dla metalowego podłoża. Trzeba było też poradzić sobie ze skorodowanym metalem, odkształceniami i uzupełnianiem ubytków. I to wszystko w niecałe trzy miesiące... Łatwo nie było.
– I tanio chyba też nie?
– Tak, jak wspomniałam – połowę kosztów pokrył Uniwersytet, a połowę Urząd Miasta Torunia, z poparciem Miejskiego Konserwatora Zabytków.
– Przy okazji chyba przekonaliście się, jak Toruńczycy pokochali panneau – gdy tylko panele zniknęły z frontonu auli – podniesiono alarm. Co się dzieje? Kto nam zabrał nasze „kropki”? To miłe.
– Rzeczywiście mieszkańcy miasta szybko i emocjonalnie zareagowali na widok znikającej mozaiki. W sezonie ogórkowym był to regionalny „top news”. Uważam, że świetnym rozwiązaniem Działu Promocji i Komunikacji UMK było wyprodukowanie baneru z nadrukowaną mozaiką w skali 1:1, która była rekompensatą i remedium na smutki mieszkańców, którzy nie byli w stanie zaakceptować auli bez kolorowego panneau. A poza tym była to sprawa wizerunkowa Uczelni...
– „Kropki” wróciły znów piękne. I uświetniły Rok Jubileuszy UMK, a ze Stefanem Knappem związane były także niektóre jubileuszowe imprezy.
– Kropki, bąble... różnie się je nazywa – wróciły, a z baneru Dział Promocji i Komunikacji zlecił uszycie plecaków, które rozeszły się w mgnieniu oka. Ta popularność mozaiki Stefana Knappa uzmysłowiła mi, że my po prostu ją lubimy, podoba się nam, więc w Roku Jubileuszy UMK – w roku akademickim 2024–2025 postanowiłam jeszcze bardziej wykorzystać ten promocyjny atut. Produkty, które powstawały w Roku Jubileuszy – opakowania kaw, miodów, pierników, zeszyty – posiadały na opakowaniach motywy odwołujące się do mozaiki Knappa. Potem powstała limitowana seria – poduszki, koce, gra „memory” – według artystycznej wizji prof. Aleksandry Sojak-Borodo. Ale najważniejszym akcentem była monograficzna wystawa prac Stefana Knappa sprowadzonych do Torunia z Wielkiej Brytanii, szeroko reklamowana w mediach społecznościowych, na afiszach, plakatach, na tramwaju...
– No właśnie teraz nastąpiło zwieńczenie Roku Jubileuszy: największa w Polsce wystawa dzieł Stefana Knappa w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu”. Dodajmy: wystawa monumentalna. Zebrano na niej i ciekawie wyeksponowano dzieła tworzone w różnorodnych technikach – od rysunku po gobelin, od malarskiej miniatury po wielkopłaszczyznowe obrazy. Jest sztuka użytkowa, są rzeźby itd. Takich wystaw nie robi się w kilka dni czy tygodni. Kiedy i w jakich okolicznościach zrodził się pomysł?
– Z pomysłem tym w 2024 roku przyszli do mnie pan prof. Mirosław Supruniuk i Katarzyna Moskała – pracownicy Muzeum Uniwersyteckiego. Opowiedzieli, że mają nawiązany kontakt z Fundacją Stefana Knappa w Wielkiej Brytanii i jest otwartość ze strony Fundacji, aby udostępnić prace na wystawę w Polsce. Był tylko „mały” problem – jak to zrobić ? A przede wszystkim – jak sfinansować?
– I jak to się udało?
– Kiedy 1 września 2024 roku obejmowałam funkcję prorektorki ds. promocji i współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym, wiedziałam, że najważniejsze wyzwanie, jakie mnie czeka w najbliższych tygodniach, to scenariusz Roku Jubileuszy, który trzeba było opracować w najdrobniejszym szczególe. Wówczas powstała cała koncepcja, kilkadziesiąt wydarzeń (w tym wystawa Stefana Knappa w CSW) ze szczegółowym kosztorysem i wnioskiem do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o dofinansowanie. Zdobyłam środki, a potem konsekwentnie z całym zespołem wspaniałych, zaangażowanych pracowników Uniwersytetu realizowaliśmy plan.
– Już podczas wernisażu usłyszeliśmy, że ta ekspozycja spełniła dla rodziny artysty także rolę integracyjną. Przyjechali do Torunia liczni goście nie tylko z Wielkiej Brytanii, ale nawet z dalekiej Nowej Zelandii.
– Tak, to było niesamowite spotkać członków rodziny artysty, ale przede wszystkim zobaczyć ich wzruszenie, że z takim pietyzmem podchodzimy do spuścizny Stefana i że jego dzieła cieszą się takim zainteresowaniem.
– Ale powróćmy jeszcze do „kuchni” organizacyjnej. Jak udało się zgromadzić tak liczne zbiory?
– Na początku trzeba było zapewnić przestrzeń ekspozycyjną. Negocjacje z CSW trwały bardzo długo, około 10 miesięcy i trzykrotnie przesuwany był termin wernisażu. Dzieła w większości były w jednym miejscu – w Walii, poza kilkoma, które sprowadziliśmy z Biłgoraja (rodzinnego miasta artysty).
– Jak wyglądała ta cała logistyka, z transportem włącznie?
– Sprowadzenie dzieł z Wielkiej Brytanii, czyli spoza strefy Unii Europejskiej, wymagało dużego zaangażowania. Było wiele formalności, także z ubezpieczeniem dzieł na czas transportu z Walii i na czas przebywania ich w Polsce oraz wewnętrznego transportu między kampusem, Muzeum Uniwersyteckim, pracowniami konserwatorskimi a CSW.
– No i znalezienie godnej dzieł przestrzeni wystawowej.
– W Toruniu było to tylko CSW. Ale warto podkreślić, że rodzina podarowała UMK kilka prac i po zakończeniu wystawy będą one prezentowane na terenie Uczelni.
– A potem sama aranżacja wystawy. Kuratorem trwającej wciąż wystawy jest Katarzyna Moskała. To wszystko jej pomysły, czy także – choć częściowo – „praca zespołowa”?
– Kuratorem wystawy jest Katarzyna Moskała i to ona stworzyła jej koncepcję. Jednak bez pracy wielu osób ta wystawa nie doszłaby do skutku. Trzeba tu wymienić konserwatorów zabytków zarówno z Katedry Konserwacji-Restauracji Architektury i Rzeźby WSP, jak i z Biblioteki Uniwersyteckiej, którzy przygotowali prace do ekspozycji. Graficzka Anna Schmeichel pracowała nad katalogiem i oprawą graficzną wystawy. Dr Jakub Wawrzak opracował multimedialną wizualizację panneau z Auli UMK, prezentowaną na wystawie w CSW. Pracownicy CSW pomagali w montażu wystawy. Dr Joanna Cieślikowska, która była współredaktorką katalogu, cały zespół redakcyjny i dyrekcja Wydawnictwa Naukowego – „stanęli na głowie”, aby katalog i autobiografia Stefana Knappa gotowe były na dzień wernisażu.
– No właśnie, postanowiliście Państwo na samej prezentacji dzieł Knappa nie skończyć. Wystawie towarzyszą także publikacje.
– Tak, jest to katalog wystawy pt. Stefan Knapp – alchemik i wizjoner pod red. Katarzyny Moskały i Joanny Cieślikowskiej oraz nowe wydanie autobiografii Stefana Knappa pt. Kwadratowe słońce – wstrząsający opis gehenny, jaką przeszedł podczas uwięzienia w sowieckim łagrze i późniejszej walki w dywizjonie RAF-u pod koniec II wojny światowej. Obydwie książki ukazały się nakładem Wydawnictwa Naukowego UMK.
– Do kiedy będzie można oglądać wystawę Stefan Knapp – alchemik i wizjoner?
– Do 31 maja bieżącego roku.
– Dziękuję za rozmowę.