Kaszubski karnawał – najczęściej nazywany po prostu zôpùstë – nie jest jedną, łatwą do opisania uroczystością. To raczej cały zestaw praktyk: od kolędniczych odwiedzin w domach w czasie Godów, przez zapustne maszkary i zabawy, po symboliczne zamknięcie czasu swawoli wraz z Pòpielcem.
Zapiski etnograficzne pokazują, że na Kaszubach ten okres bywał skromniejszy niż w niektórych regionach Polski: mniej było wielkich balów, więcej spotkań sąsiedzkich, domowych poczęstunków i obrzędów. A jednak – gdy nadchodziły òstatczi – mieszkańcy potrafili bawić się z rozmachem, bo karnawał kończy się tylko raz w roku, a potem przychodzi długi post.
Czas zôpùstów – kaléndarz i rytm zimë
Rok obrzędowy na Kaszubach ma wyraźne progi. Jednym z nich jest przejście od zimowego, świąteczno-noworocznego czasu przez karnawałowe zabawy, aż do Wiôldżégò Pòstu. Zapusty nie zaczynają się nagle. W praktyce ich intensywność narastała stopniowo: zimowe wieczory sprzyjały odwiedzinom, śpiewom i spotkaniom w chëczach, wyraźna kulminacja przypadała natomiast na końcówkę karnawału.
Etnografowie zwracali uwagę, że rytm zapustów zależał od warunków życia: pogody, pracy, zasobności gospodarstwa, odległości między wioskami. Zima ograniczała podróże, dlatego wiele praktyk karnawałowych miało charakter lokalny – w obrębie jednej wsi, parafii albo sąsiedztwa. Tam, gdzie działała karczma, skupiała zabawy; gdzie jej nie było, rolę sali przejmowała izba lub stodoła.
Najważniejszym punktem zwrotnym pozostawały òstatczi: czas, kiedy wolno jeszcze hulać, śmiać się, jeść tłusto i muzykować głośniej niż zwykle. Po nich następuje Pòpielec – i wówczas zmienia się nie tylko menu, ale i społeczny ton. To przejście od swawoli do dyscypliny jest jedną z osi, wokół których układają się kaszubskie opowieści o zapustach.
Gòdë i kolãdnicë – chodzenié pò domach
Choć zapusty kojarzymy z ostatnimi dniami karnawału, kaszubskie karnawałowanie trwa dłużej – sięga Gòdów, czyli okresu świąteczno-noworocznego. Wtedy pojawiają się grupy kolędnicze: chodzą od domu do domu, śpiewają, składają życzenia, a niekiedy odgrywają krótkie scenki. Na Kaszubach kolędowanie i karnawał często tworzą ciąg: świąteczna radość przechodzi w zimowe spotkania, a te – w zapustną kulminację.
W przekazach terenowych powracają nazwy m.in. Gwiôzdka i Gwiżdże (różnie rozumiane w zależności od regionu). Niezależnie od nazwy, zwyczaj ma kilka stałych elementów: pojawienie się „kompanii”, wejście do izby po uzyskaniu zgody gospodarzy, wykonanie śpiewów i oracji (często z domieszką humoru), a na końcu poczęstunek lub drobny datek. Kolãdnicë bywają zarazem przebierańcami – nie tylko mówią, ale i „grają”: poruszają się w rytmie, udają postacie, robią figle. Jeśli taką grupę się przyjmie, przynosi ona – wedle dawnych wyobrażeń – szczęście i pomyślność.
Kaszubskie kolędowanie nie ogranicza się do samego śpiewania. To praktyka społeczna: odwiedziny jednoczą sąsiedztwo – pozwalają młodym ludziom zaznaczyć swoją obecność we wspólnocie, a domownikom, okazać gościnność.
Zapùstné maszkarë – postacie, maski i „świat na opak”
W ostatnie dni karnawału na pierwszy plan wysuwają się maszkarë – korowody przebierańców. Ich skład i scenariusz zmieniały się w zależności od części Kaszub, ale ogólny mechanizm pozostawał podobny: grupa młodych ludzi przygotowuje przebrania, zakłada maski lub charakteryzację, bierze proste rekwizyty i rusza w obchód albo do wspólnej zabawy. Wchodząc do domów, maszkary wprowadzają zamieszanie: żart, improwizację, drobne psoty, grę z konwenansem.
Według opisów etnograficznych można wyróżnić wśród maszkar trzy grupy. Pierwsza to postacie zwierzęce: koza, koń, bocian, a w części północnych przekazów również niedźwiedź. Druga to figury graniczne i nadprzyrodzone: pùrtk, śmierć, różne strachy. Trzecia to karykatury społeczne: dziad i baba, żołnierz, policjant, lekarz, ksiądz czy handlarz. Sens tych masek nie polega na wiernym odtwarzaniu rzeczywistości, lecz na jej odwróceniu. Młody chłopak udaje starą babę, ktoś odgrywa władcę w przesadzonej formie, a zwierzę zachowuje się jak człowiek.
Maszkary bywają głośne. Hałas – dzwonki, bęben, kołatki – sygnalizuje wejście korowodu. Równie ważne są scenki odgrywane w izbie albo na podwórzu, przekomarzanie się z gospodarzami, nakłanianie do tańca czy poczęstunku. W wielu przekazach podkreśla się, że maszkary nie przychodzą po to, by naprawdę kogoś przestraszyć, lecz by rozbawić i wciągnąć do wspólnej zabawy.
Zapustna logika „świata na opak” działała też poza korowodami. W ostatkach tolerowano więcej: żart z sąsiada, przestawienie rzeczy, śmielsze przyśpiewki. Nie chodziło jednak o dowolność, lecz o chwilową licencję – społecznie „podpisaną” przez kalendarz. Po Popielcu te same zachowania mogłyby zostać uznane za niestosowne. Dlatego maszkary są tak wyrazistym symbolem: pokazują, że wspólnota potrafi bezpiecznie otworzyć przestrzeń na chaos, a potem ją zamknąć.
Zabawë i tańcë – od domowych spotkań do karczmë
Karnawałowa zabawa na Kaszubach miała różne formy. Zazwyczaj były to spotkania domowe: sąsiedzi schodzą się wieczorem, ktoś przyniesie instrument, ktoś inny ciasto, śpiewa się i tańczy w izbie, czasem w stodole, jeśli potrzeba miejsca. W miejscowościach, gdzie działała karczma, to ona stawała się centrum ostatkowej nocy. Zapusty wykorzystywano jako moment integracji: młodzi mogli się spotkać, potańczyć, a starsi – omówić sprawy wspólnoty.
Tańce i zabawy nie były tylko rozrywką. W tradycyjnym myśleniu miały wymiar sprawczy. Skakanie, wirowanie, głośne muzykowanie – wszystko mogło symbolicznie „pobudzić” urodzaj i siły witalne na przednówku. W takich praktykach widać dawną warstwę obrzędową, starszą niż chrześcijańskie nazwy świąt. Dziś część tych sensów jest już nieczytelna, ale sama forma – ruch, rytm, wspólna energia – wciąż działa.
W zapustach ważne były też reguły towarzyskie. To czas, gdy łatwiej było o zaloty i o publiczne pokazanie się w grupie rówieśniczej. Nieprzypadkowo w relacjach wracają obrazy młodzieńczego figlowania: ktoś „porywa” partnerkę do tańca, ktoś stroi miny pod maską, ktoś inny udaje niezgrabność tylko po to, by wywołać śmiech. Karnawał dawał przestrzeń na to, co zwykle mieściło się poza codzienną powagą – i właśnie dlatego był społecznie potrzebny.
Nadmòrsczé zôpùstë – rëbacczé wątczi
Kaszuby nie są jednolite. Inaczej wyglądało życie w głębi lądu, inaczej na Nordzie i w osadach rybackich. W przekazach z wybrzeża zapusty splatają się z rytmem morza. Zanim ruszyły wiosenne połowy, trzeba było przygotować sprzęt: sieci, liny, elementy łodzi. W pewnych wspólnotach rybackich notowano zapustne spotkania poświęcone takim przygotowaniom – praca przeplatała się z biesiadą, a czynności techniczne nabierały obrzędowego znaczenia.
Z zapustami wiązano bowiem wiarę w powodzenie: tak jak tańce i śmiech miały obudzić urodzaj na polu, tak wspólne działania rybaków miały sprzyjać dobrym połowom. Dlatego obok zwykłego szycia i reperowania sieci pojawiały się elementy zabawowe: symboliczne podnoszenie czy kołysanie sieci, wykonywane w gronie kompanów. Pò kaszëbsku mówiąc: robota nie wykluczała święta – jedno i drugie mogło iść razem.
Ten nadmorski wątek przypomina, że zapusty były nie tylko czasem wolnym. To również moment, w którym wspólnoty przygotowywały się do kolejnego sezonu życia i pracy. Karnawałowe praktyki – nawet te żartobliwe – miały więc swoją poważną stronę: budowały zaufanie w grupie, wzmacniały współdziałanie, podtrzymywały przekonanie, że razem łatwiej przejść przez niepewność przednówka.
Zôpùstné jôdło – tłusto, słodko i „na zapas”
Zapusty to także kuchnia. W tradycji ludowej czas przedpostny miał być obfity: jada się tłusto, syto i często. W opisach Kaszub powracają dwa obrazy. Pierwszy to mięsny stół: wędzonki, kiełbasy, skwarki, tłuszcz, czasem pieczone mięsa, jeśli gospodarstwo mogło sobie na to pozwolić. Drugi to wypieki i smażone słodkości: purcle, faworki, drożdżowe placki, a także ziemniaczane plińce smażone na tłuszczu. W części przekazów pojawiają się ruchanki – drożdżowe placuszki, które jadło się jeszcze ciepłe, posypane cukrem.
Jedzenie w zapustach ma wymiar symboliczny: to ostatnia okazja, by najeść się do syta przed postem. Stąd w opowieściach wraca motyw domykania zapasów – by nie zostawić w domu tego, co będzie kusiło w czasie wyrzeczenia. Zapustna kuchnia łączy się też z gościnnością: maszkary i kolędnicy dostają poczęstunek, a sąsiedzi, którzy przychodzą na wieczór, przynoszą swoje wypieki. W efekcie jedzenie staje się językiem relacji: jest znakiem, że „jesteś swój” i że wspólnota potrafi dzielić się w trudnej porze roku.
Etnograficzne opisy pokazują też różnice majątkowe. Nie wszędzie i nie zawsze stoły uginały się od mięsa. Zdarzały się zapusty skromne, w których ważniejsza była wspólnota: nawet jeśli poczęstunek był prosty, liczyło się spotkanie, śpiew i poczucie, że razem przechodzi się przez zimę. Ta perspektywa pomaga uniknąć idealizowania przeszłości.
Òstatczi, śledz i Pòpielec – jak zamyka sã zabawã
Kaszubski karnawał ma wyraźne zakończenie. Granicą jest Pòpielec: dzień, w którym zaczyna się Wiôldżi Pòst. To moment, gdy znikają tańce, cichnie muzyka, a w wielu domach zmienia się rytm posiłków. W tradycji ludowej często wspomina się o symbolicznych gestach pożegnania zapustów: ostatnia wspólna kolacja, postne akcenty zapowiadające zmianę (na przykład śledź jako znak nadchodzących postnych tygodni), a potem – powaga Popielca.
W zapustnej wyobraźni ta granica ma znaczenie moralne i społeczne. Karnawałowa swawola jest dozwolona tylko do czasu. Po niej przychodzi okres dyscypliny, w którym wspólnota oczekuje umiarkowania. Ten kontrast nie jest przypadkowy: dopiero na jego tle zabawa ma sens. W wielu przekazach kaszubskich widać, że ludzie traktowali post jako realne zobowiązanie, a karnawał jako potrzebną, ale ograniczoną odskocznię.
Warto dodać jeszcze jeden wymiar: religijny. Na Kaszubach rytm karnawału i postu jest zakorzeniony w kalendarzu kościelnym. Dlatego opisując zapusty, nie da się całkiem oddzielić aspektu ludowego od religijnego – w praktyce oba porządki współistnieją. Z jednej strony mamy maszkary i żarty, z drugiej – świadomość, że zaczyna się czas pokuty. Właśnie to napięcie tworzy dramatyczną, a zarazem piękną strukturę roku obrzędowego.
Drëszdżé i dzysdôj – przemiany, zaniki, powroty
Źródła historyczne pokazują, że zapusty nie są wynalazkiem nowoczesności. W dawnych wiekach – także w czasach nowożytnych – ludowe praktyki przedpostne budziły emocje: jednych cieszyły, innych niepokoiły. W zapisach pojawia się wątek moralizatorski: krytyka pijaństwa, kłótni czy nadmiernej swawoli, ale i świadomość, że ludzie potrzebują czasu na odreagowanie zimy. Widać więc dwa równoległe nurty: żywioł śmiechu oraz próby jego regulowania.
W XX wieku zmieniały się warunki życia, a wraz z nimi formy karnawału. Zniknęły niektóre okazje do wspólnego spotkania, inaczej zaczęto spędzać wolny czas, zmieniła się rola karczmy i tradycyjnego sąsiedztwa. Wiele dawnych praktyk osłabło, ale nie zniknęło całkiem. Część przetrwała w rodzinnej pamięci, część wróciła w formie rekonstrukcji i działań edukacyjnych – w szkołach, domach kultury, muzeach i zespołach regionalnych.
Nie jest to wcale dowód fałszu tradycji – raczej znak, że kultura potrafi się dostosować. Najważniejsze, że pamięć o zapustach pozostaje czytelna: zôpùstë to czas radości, wspólnoty i odwrócenia porządku, który po Pòpielcu wraca na swoje miejsce. W popularnym ujęciu łatwo sprowadzić kaszubski karnawał do kilku ciekawostek: kozy, diabła i pączka. Tymczasem źródła etnograficzne pokazują coś szerszego: zapusty jako społeczną umowę o tym, kiedy wolno głośniej śmiać się z codzienności, kiedy wolno przekroczyć granice w bezpiecznej formie, a kiedy trzeba wrócić do powagi. Tę logikę warto wydobyć – bo ona sprawia, że maszkarë nie są tylko folklorem, lecz częścią kultury, która porządkuje życie.
Słowôrzék (słowniczek)
Gòdë – okres świąteczno-noworoczny
Gwiôzdka, Gwiżdże – kolędowanie zwane Gwiżdżem (warianty regionalne)
Kolãdnicë – kolędnicy; grupy chodzące po domach z życzeniami i śpiewem
Maszkarë – przebierańcy, maszkary; korowody w maskach
Norda – północne Kaszuby (pot. „Północ”)
Òstatczi – ostatki; końcówka karnawału
Pòpielec – Środa Popielcowa
Plińce – placki (często ziemniaczane)
Pòst – post
Purcle – pączki (w tradycyjnej kuchni kaszubskiej)
Pùrtk – diabeł (postać w obrzędach kolędniczych i zapustnych)
Ruchanki – drożdżowe placuszki, racuchy
Wiôldżi Pòst – Wielki Post
Zôpùstë – zapusty; okres karnawałowy, zwłaszcza ostatnie dni przed Wielkim Postem
Literatura (wybór)
Lorentz F., Fischer A., Lehr-Spławiński T. (red.) 1934: Kaszubi. Kultura ludowa i język. Toruń.
Maczulis N. 2002: Obrzędy i zwyczaje kaszubskie okresu Zapustów i Popielca. Kaszubskie Zeszyty Muzealne, z. 10.
Malicki L. 1986: Rok obrzędowy na Kaszubach. Gdańsk.
Odyniec W. 1985: Kaszubskie obrzędy i obyczaje. Wstęp do etnografii historycznej Kaszub w XVI–XVII wieku. Gdańsk.
Stelmachowska B. 1933: Rok obrzędowy na Pomorzu. Toruń.
Lic. Maja Domaszk – pracownik Wydawnictwa Naukowego UMK, studentka II roku II stopnia filologii polskiej na Wydziale Humanistycznym UMK