Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Lodowe laboratorium

obrazek: udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę
udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę

Z dr. hab. Ireneuszem Sobotą, prof. UMK, glacjologiem, kierownikiem Stacji Polarnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika na Spitsbergenie oraz kierownikiem Centrum Badań Polarnych rozmawia Winicjusz Schulz

– Stacja Polarna UMK to nie tylko najbardziej odległa toruńska jednostka uniwersytecka, ale i najbardziej na północ wysunięta polska placówka badawcza. Na jakie pytania badawcze można szukać odpowiedzi w polarnych lodowcach?

– Rzeczywiście, Stacja Polarna UMK jest jedną z najbardziej na północ zlokalizowanych placówek badawczych na świecie. Położona jest w regionie Kaffiøyry na północno-zachodnim Spitsbergenie, w którym głównym elementem krajobrazu, choć nie tylko, są lodowce. Zaznaczam wyraz „są”, bo jak wiemy, w świetle zmian klimatu ulegają one wyraźnemu topnieniu, czego skutkiem jest zmniejszanie ich powierzchni i objętości. I właśnie jedno z ważniejszych pytań, jakie zadają sobie glacjolodzy, jak szybko to się dzieje, jest tym, na które odpowiedź możemy między innymi znaleźć w lodowcach. Lodowce są naturalnym wskaźnikiem zmian, jakie zachodzą w klimacie. Zmiany tego będącego w ruchu lodu poprzez jego ubytki i przychody stanowią swoisty bilans, który my nazywamy bilansem masy. Inaczej mówiąc, jeżeli temperatura powietrza wzrasta – lodu ubywa i bilans roczny jest ujemny, jeśli w danym roku temperatura ta się obniża to bilans jest dodatni. Taka lodowa ekonomia. Oczywiście jest to duże uproszczenie, bo wpływ mają na to również inne czynniki, zwłaszcza ilość opadów śniegu i deszczu, ale jest to wszystko ściśle ze sobą powiązane. Jako przykład dodam, że bilans masy jednego z nich – „naszego” Lodowca Waldemara za ostatnie 20 lat jest wyraźnie ujemny i wynosi prawie -1 m ekwiwalentu wodnego (słupa wody) rocznie, a w ostatnich latach -1,5 m e.w. Warto zaznaczyć, że wieloletnie badania lodowców w regionie naszej Stacji pozwoliły nam uzyskać jedną z najdłuższych serii pomiarowych bilansu masy na Svalbardzie. Dzięki temu są one jednymi z reperowych lodowców w światowym monitoringu badań lodowców World Glacier Monitoring Service z siedzibą w Zurychu. Warto też wspomnieć, że aby uzyskać wartość bilansu rocznego lodowca (jedną liczbę!) potrzebne są wielomiesięczne badania.

Lodowce to nie tylko obiekt badań glacjologów. Stanowią największe rezerwuary wody słodkiej na Ziemi, dzięki czemu ich badania dają odpowiedzi hydrologom, jak dużo wody z nich wypływa. Należy dodać, że w wielu obszarach są jedynymi źródłami wody w życiu i gospodarce człowieka. Zmiany lodowców prowadzą do odsłaniania się nowych obszarów, a ich ruch w istotny sposób kształtuje krajobraz. I jeśli weźmiemy pod uwagę, że tysiące lat temu wielki lądolód znajdował się również na obszarze Polski, to śmiało można powiedzieć, że Spitsbergen jest dla nas naturalnym laboratorium, gdzie „na żywo” możemy obserwować zjawiska, które kiedyś występowały na terenie naszego kraju i w znaczącym stopniu ukształtowały jego krajobraz.

Region Stacji to nie tylko lodowce, choć, jak dla mnie, one są tam najpiękniejsze. Od wielu lat prowadzimy również badania wieloletniej zmarzliny, a w zasadzie letniego topnienia jej powierzchniowej warstwy. No i, niestety, jest ono coraz większe. Od lat 90. miąższość tej tzw. warstwy czynnej wyraźnie wzrasta, co jest kolejnym dowodem na zachodzące zmiany klimatyczne. Oczywiście najprostszą odpowiedzią na intensywność tych zmian są badania klimatyczne. W regionie stacji prowadzone są one od początku jej istnienia. Od wielu lat posiadamy również automatyczną stację pogodową, pracującą cały rok. Na tej podstawie mogliśmy oszacować, że od 1975 roku temperatura powietrza w sezonie letnim wzrasta w bardzo szybkim tempie 0.28 °C na 10 lat. I nie są to dobre wieści dla lodowców.

– Przyjmijmy na chwilę założenie, że ktoś nigdy nie słyszał o Stacji Polarnej UMK i ma mu Pan wytłumaczyć, co to jest i czym tam naukowcy się zajmują – jak brzmiałaby ta prezentacja?

– Hmm. Mógłbym mówić bardzo długo. Stacja Polarna UMK jest rozpoznawalnym w środowisku polarnym ośrodkiem naukowym, na stałe wpisanym w mapę Svalbardu. Jest również unikatową jednostką badawczą, działającą w światowych systemach monitorujących stan i szybko postępujące zmiany w Arktyce. W oparciu o Stację Polarną UMK badaniami objęte zostały prawie wszystkie komponenty środowiska geograficznego. W programach naukowych największy nacisk położono między innymi na badania w zakresie współczesnych zmian kriosfery, glacjologii, geomorfologii glacjalnej, wieloletniej zmarzliny i procesów peryglacjalnych oraz badania klimatologiczne i botaniczne. Szczególne znaczenie ma stałość i wieloletnie istnienie Stacji, co daje gwarancję odpowiednich warunków mieszkalnych oraz infrastruktury badawczej, a także jej rozpoznawalność w świecie naukowym. Nasza obecność w Arktyce daje nam wielką nadzieję na odkrywanie tego dziewiczego świata i poznawanie zjawisk, które są bardzo ważne w ocenie globalnych zmian, jakie zachodzą współcześnie na całej kuli ziemskiej.

Warto też dodać, że Stacja to zarazem dom. Spędzamy w nim kilka miesięcy w roku, co jest świetną okazją do poznania drugiego człowieka i nauczenia się go. To miejsce, gdzie życie w skrajnych często warunkach pogodowych uczy wielkiej pokory do przyrody, ale i do samego siebie. Uczy nas respektu do natury i dobrego zachowania „w gościach”, bo tam nimi jesteśmy. A potęga lodowego żywiołu bardzo często sprowadza nas ludzi „do parteru”. Zatem tę krótką prezentację mógłbym zakończyć zdaniem: chcesz zobaczyć, jakim jesteś naukowcem, prowadzić najbardziej prestiżowe badania Ziemi, chcesz zachłysnąć się pięknem przyrody i jej potęgą, chcesz sprawdzić, jakim jesteś człowiekiem – jedź do Stacji Polarnej UMK, naszego domu daleko od domu, najpiękniejszego miejsca na Ziemi. Aaa, i jeszcze jedno: Spitsbergen to takie miejsce, gdzie pomimo, że pracuje się na lodzie, nigdy się na nim nie zostaje…

– Stacja znajduje się w zachodniej części Ziemi Oskara II, w pobliżu cieśniny Forland. Co zadecydowało o jej lokalizacji?

– O lokalizacji Stacji zdecydowali... uczestnicy pierwszej wyprawy w ten region. A tak poważnie, to o wyborze tego miejsca zadecydowało kilka przyczyn. Najważniejsza z nich to duża różnorodność środowiska oraz niewielkie oddalenie od lodowców, będących głównymi obiektami badań, chociaż czasem mogłyby być... trochę bliżej (śmiech). Małe jeziorka morenowe zapewniają odpowiednią ilość słodkiej wody podczas lata polarnego. Zimą topimy śnieg, którego nie brakuje. Jedną z bardzo ważnych zalet lokalizacyjnych Stacji Polarnej UMK jest to, że znajduje się ona poza granicami parków i rezerwatów. Pozwala to na stosunkowo dużą swobodę w poruszaniu się i prowadzeniu badań, a także znacznie zmniejsza ograniczenia wynikające z wymogów władz Svalbardu. Zgromadzenie w jednym miejscu wszystkich komponentów kriosfery (lodowce, pokrywa śnieżna, lód morski, wieloletnia zmarzlina) czyni z regionu Stacji Polarnej UMK na Spitsbergenie niepowtarzalne naturalne laboratorium naukowe.

Ponadto Stacja Polarna UMK zlokalizowana jest w wyjątkowym terenie badawczym, w obszarze o pierwotnym charakterze funkcjonowania środowiska przyrodniczego. Prowadzenie tam badań ma szczególne znaczenie w poznaniu procesów związanych ze współczesnymi zmianami kriosfery w świetle współczesnych przemian klimatycznych zachodzących na kuli ziemskiej. Stanowi zatem doskonałe pole dydaktyczne dla pracowników naukowych, doktorantów i studentów.

– Terytorium, gdzie stacja się znajduje, należy do Norwegii. Jaki ma to wpływ na funkcjonowanie placówki? Jak na co dzień wygląda współpraca z norweskimi władzami?

– Znajdujemy się na terenie Svalbardu, który należy do Królestwa Norwegii. Dlatego też jesteśmy przede wszystkim zobowiązani do przestrzegania przepisów norweskich. W związku tym bardzo ważne jest utrzymanie stacji w odpowiednim stanie, odpowiadającym tym wymaganiom. Musimy szczególnie dbać o środowisko naturalne, chociażby poprzez tak oczywistą rzecz, jaką jest na przykład segregowanie śmieci, które potem musimy wywozić ze Stacji, z czym wiążą się odpowiednie koszty transportu. Ważny jest szacunek do przyrody i zwierząt, z którymi sąsiadujemy. I pomimo, że zawsze w teren chodzimy z bronią, ze względu na zagrożenie ze strony niedźwiedzi polarnych, nigdy nie musieliśmy jej użyć do innych celów, niż odstraszanie. Z takich ciekawostek przypomnę, że na Svalbardzie nie wolno używać pojazdów kołowych, gdyż niszczą tundrę, dlatego wiele kilometrów na pomiary lodowców chodzimy latem pieszo.

Przede wszystkim każda wyprawa musi być zgłoszona do Gubernatora Svalbardu. Obowiązkiem jest posiadanie specjalistycznych urządzeń ratunkowych, typu radioboja czy inReach. Ponadto, aby uzyskać zgodę na działalność naukową na Svalbardzie musimy mieć zgłoszony projekt naukowy w bazie Svalbard Science Forum, któremu przypisywany jest odpowiedni numer RiS. Nasza współpraca z władzami norweskimi jest oczywiście bardzo dobra, gdyż, mówiąc krótko, przede wszystkim zwracają one uwagę na działalność naukową. A przecież widzą i znają nasze rezultaty. W wyniku prowadzonych badań powstało kilkaset rozpraw naukowych z zakresu nauk o Ziemi i środowisku. Prace te zostały opublikowane w wysoko punktowanych i prestiżowych czasopismach, indeksowanych w międzynarodowych bazach. Przy okazji możemy się pochwalić, że niedawno, zestawienie wszystkich publikacji przedstawione zostało w pracy Polar regions bibliography of Faculty of Earth Sciences Nicolaus Copernicus University.

Dowodem na dobrą współpracę może być również tegoroczna wizytacja w Stacji władz Svalbardu, która odbyła się we wrześniu tego roku. Było to bardzo ważne wydarzenie w historii naszej stacji, a zarazem fajne spotkanie, atmosfera była wręcz świąteczna. Długo rozmawialiśmy o naszych badaniach naukowych, ale również o samej Stacji i jej działalności. Zarówno wyniki naszych badań, jak i Stacja wywarły duże wrażenie na gubernatorskich władzach. A przy okazji podarowaliśmy upominki stacyjne i uniwersyteckie, a my otrzymaliśmy karton świeżych owoców i warzyw, co po 3 miesiącach pobytu, sprawiło nam wyjątkową radość.

– Powróćmy do kwestii naukowych. Jakie projekty są tam aktualnie realizowane?

– Jeżeli chodzi o naukowców z naszej Uczelni to aktualnie realizujemy projekt NCN zatytułowany Zmiany lodowców północno-zachodniego Spitsbergenu jako wskaźnik współczesnych przeobrażeń zachodzących w kriosferze, którego jestem kierownikiem. Mamy nadzieję, że realizacja projektu pozwoli nam określić tempo i dynamikę zmian lodowców, które – jeszcze raz podkreślę – stanowią współcześnie jeden z najważniejszych wskaźników zmian zachodzących w przyrodzie. Elementy kriosfery bardzo szybko reagują na zmiany klimatyczne, powodując przeobrażenia środowiska, w którym występują. Miejscem ich największego nagromadzenia są właśnie obszary współcześnie zlodowacone, między innymi takie jak Wysoka Arktyka, w tym północno-zachodni Spitsbergen i region sąsiadujący z naszą Stacją. Właśnie tam lodowce podlegają w ostatnich latach największej degradacji. Prace, które aktualnie prowadzimy mają charakter kompleksowych badań glacjologicznych, hydrologicznych, geomorfologicznych i klimatologicznych.

Celem badań jest również estymacja oraz modelowanie zmian lodowców na podstawie całościowego poznania tempa zmian na nich zachodzących oraz stworzenie po raz pierwszy dla tego regionu modelu i scenariuszy przeobrażeń lodowców i kriosfery w odniesieniu do wysokorozdzielczych badań ich różnych komponentów. Mamy nadzieję, że badania te pozwolą nam dokonać oceny intensywności przemian lodowców, które w efekcie prowadzą do istotnych zmian zachodzących współcześnie w całej kriosferze, a opracowane po raz pierwszy modele i scenariusze przyczynią się do istotnego rozwoju i poszerzenia wiedzy na temat współczesnych zmian, jakie zachodzą w środowisku polarnym, których skutki (często nieodwracalne) mogą mieć zasięg globalny. Koniecznie muszę dodać, że realizacja tego projektu opiera się o własną infrastrukturę badawczą, jaką jest nasza Stacja Polarna UMK, co ma olbrzymie znaczenie logistyczne w tak odległych regionach świata.

– Stacja była modernizowana i rozbudowywana. Jak wpłynęło to na możliwość prowadzenia badań na miejscu?

– To już 12 lat temu. My oczywiście staramy się cały czas unowocześniać stację i poprawiać jej funkcjonalność w miarę możliwości finansowych i własnych umiejętności. Mówiąc inaczej, musimy być równocześnie naukowcami i gospodarzami, stolarzami, majsterkowiczami, malarzami czy mechanikami. W tych warunkach klimatycznych remonty i naprawy są naszą codziennością. Nie wspominając o szkodach, jakie czynią niedźwiedzie polarne, zwłaszcza pod naszą nieobecność. Chociażby niedawno, w roku 2018 niedźwiedź włamał się do środka Stacji, dewastując między innymi nowo zrobioną kuchnię. Problemem staje się nawet wydawałoby się taki drobiazg, jak agregat prądotwórczy, który nie chce odpalić. Takie sytuacje się czasem zdarzają.

Jednak wracając do bardzo ważnego wydarzenia z 2007 roku, jakim była duża rozbudowa Stacji, to rzeczywiście był to historyczny moment w jej istnieniu. Dzięki temu dzisiaj może ona przyjąć jednorazowo piętnaście osób. Składa się z pomieszczenia głównego, warsztatu, pokoju i dwóch antresol sypialnych, sypialni, kuchni z pełnym wyposażeniem i laboratorium. Istnieją także dodatkowe powierzchnie magazynowe, laboratorium, łaźnia, toaleta oraz garaże na łodzie, skutery i silniki. Stacja posiada niezbędne zaplecze techniczne, agregaty prądotwórcze, fotoogniwa, automatyczne stacje meteorologiczne i łodzie motorowe. Przez cały okres istnienia Stacji szczególny nacisk kładziony jest na bezpieczeństwo. Stacja posiada odpowiedni sprzęt asekuracyjny, zapewniający ochronę zarówno na wodzie, jak i na lodowcach.

Jest to tym bardziej istotne, gdyż Stacja Polarna UMK uczestniczy (stanowiąc ich ważną część) w programach międzynarodowych, m.in. SAON (Sustaining Arctic Observing Networks) oraz SIOS (Svalbard Intergrated Observing System). Prowadzone w oparciu o Stację badania włączone są w sieć pomiarową i działania programów zainicjowanych w ramach uzgodnień Komitetu Koordynacyjnego do spraw Międzynarodowego Roku Polarnego oraz długofalowych projektów monitoringowych takich jak Wokółarktyczny Monitoring Warstwy Czynnej (Circumarctic Active Layer Monitoring – CALM), Sieć Temperatury Gruntu – Zmarzlina (Ground Temperature Network – Permafrost – GTN-P), Dynamika i bilans masy lodowców oraz lądolodów arktycznych (Dynamics and mass balance of Arctic glaciers and ice sheets – GLACIODYN) i innych.

Po rozbudowie Stacji Polarnej UMK w regionie tym mogą pracować duże grupy wyprawowe prowadzące badania z całego zakresu nauk o Ziemi i nie tylko. Pomimo, że aktualnie Stacja Polarna UMK działa od 3 do 4 miesięcy, przygotowana jest ona do funkcjonowania i prowadzenia badań w ciągu całego roku. W następnych latach planuje się organizowanie kolejnych naukowych wypraw polarnych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika i z innych ośrodków naukowych, jak również organizacje konferencji naukowych i warsztatów terenowych z wykorzystaniem Stacji i jej naukowego zaplecza.

Dzięki rozbudowie i modernizacji nasze życie w Stacji stało się bardziej komfortowe, a nawet bardziej domowe. Choć zawsze powtarzam, że wielu rzeczy po prostu nie jesteśmy w stanie zrobić, ze względu na istniejące tam na miejscu uwarunkowania środowiskowe. I chociaż jest tam już całkiem fajnie, to jeszcze wiele jest do zrobienia.

– Stacja Polarna UMK to obiekt unikatowy. Korzystają z niej nie tylko studenci, pracownicy UMK. Zapewne zgłaszają się do Was także naukowcy z innych polskich ośrodków.

– Rzeczywiście tak jest. W oparciu o Stację prowadzona jest większość polskich badań polarnych obszaru północno-zachodniego Spitsbergenu. W ostatnich latach, w wyprawach, oprócz naukowców z UMK, badania w tym rejonie prowadzili m.in. naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Jagiellońskiego czy AGH. Ważne jest też, że w ostatnich latach nie było ekspedycji bez studentów czy doktorantów.

– Ziemia norweska, stacja polska, a co z zainteresowaniem Stacją Polarną uczonych z innych krajów? Z kim już współpracowaliście, przy jakich projektach?

– Oczywiście, że takie zainteresowanie, i to duże, istnieje. Od kilku lat współpracujemy między innymi z biologami z Norweskiego Instytutu Polarnego, którzy zajmują się badaniami populacji reniferów na Spitsbergenie i często goszczą w naszej Stacji. Realizują oni projekt GPS-marking of Svalbard reindeer in the Ny-Ålesund area. W zeszłym roku razem z nami badania prowadził Nowozelandczyk z Uniwersytetu w Berlinie. Z kolei w tym roku latem na lodowcach działała z nami czteroosobowa grupa naukowców z Łotwy prowadząca głównie bardzo szczegółowe badania georadarowe. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że Stacja stanowi znakomite międzynarodowe centrum badawcze regionu Arktyki, skutecznie promujące polską naukę i nasz Uniwersytet.

– Czasem pozornie taka współpraca może się wydawać... egzotyczna. Niedawno na przykład prowadzeniem badań w Stacji Polarnej UMK zainteresowanie wyrazili Tajwańczycy. Czy chodzi o topniejące lodowce i zagrożenie podnoszeniem się poziomu mórz i oceanów?

– Rzeczywiście naszymi badaniami, Stacją i udziałem w wyprawie letniej bardzo mocno zainteresowali się Tajwańczycy z Earth Science Department, National Central University. Właśnie dlatego w listopadzie organizujemy spotkanie, które tak naprawdę przerodziło się w dwudniowe seminarium naukowe. Wyniki naszych badań i informacje o Stacji miałem możliwość zaprezentować w maju na Tajwanie, właśnie na tym uniwersytecie. Wzbudziło to ich wielkie zainteresowanie. Jest to bardzo zawansowana uczelnia zajmująca się szeroko pojętą problematyką nauk o Ziemi, w tym zmian klimatycznych i związanych z nimi zagrożeniami, jak np. podnoszeniem się poziomu oceanów, nie tylko na skutek topnienia lodowców. Zatem w 2020 roku wszystko wskazuje na to, że będziemy gościć Tajwańczyków.

– A propos tej ostatniej kwestii: są tacy, którzy uważają ten problem za jedno z największych wyzwań ludzkości w najbliższych kilkudziesięciu latach, inni problem ten lekceważą i uważają, że to wymysł przewrażliwionych ekologów. Wy widzicie z bliska, co dzieje się z lodowcami. Mamy się bać? W czarnych wizjach wspomina się na przykład o zniknięciu pod wodą Półwyspu Helskiego, o morskim wybrzeżu w... Płocku? Czyżby Toruń miał też zostać zalany bądź podtopiony?

– Tak – to jest wielki współczesny problem, nie tylko o charakterze lokalnym, ale przede wszystkim globalnym. Co nieco już wcześniej o tym wspomniałem w odniesieniu do regionu naszej Stacji. Uzupełnię może tylko, że nasze lodowce, te mniejsze, które zakończone są na lądzie, od okresu maksymalnego zasięgu zmniejszyły swoją powierzchnię o ponad 45%, a więc o prawie połowę. Rocznie cofają się one od kilkunastu do kilkuset metrów. W skali świata wyraźnie widać systematyczny zanik pokryw lodowych na lądach i morzach. Najdokładniej sytuacja ta jest przedstawiana w raportach IPCC, Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu. Jest to opracowanie oparte między innymi na kilku tysiącach prac naukowych. Dla badaczy lodu szczególnie interesujący jest specjalny raport IPCC o oceanach i kriosferze SROCC. Ostatni został opublikowany we wrześniu tego roku. No i niestety wpływ zmian klimatu na lody świata jest zatrważający. Przykładowo Lądolody Grenlandii i Antarktydy w wyniku topnienia tracą rocznie ponad 400 miliardów ton wody, a powierzchnia letniej pokrywy śnieżnej w Arktyce kurczy się o ponad 13% na dekadę. Jeśli ten stan będzie trwał, to lodowce stracą więcej niż 1/3 ich masy do końca tego wieku, a niektóre obszary górskie nawet ponad 80% powierzchni swoich lodowców. Wiele z nich zniknie całkowicie.

Jak widać opowiadam straszne rzeczy, za co przepraszam, ale trzema mieć świadomość, bo skutki tego mogą być nieodwracalne. Bez jakiegoś szczegółowego rozwodzenia się o samym klimacie, to należy pamiętać, że topnienie lodu to wzrost poziomu mórz i oceanów i jego przyspieszanie. W ostatnim półwieczu tylko topniejące lodowce Arktyki podniosły poziom morza o ponad 2 cm, a więcej niż połowa tego wzrostu przypadła na dekadę 2005-2015. Dziś wzrost poziomu morza wynosi 3,6 mm na rok, a 2100 może wynieść nawet 15 mm rocznie. Łatwo sobie przeliczyć to na wartość dla dłuższego okresu, która może osiągnąć nawet 1 m. Przypomnijmy, że większość ludności świata mieszka w pobliżu wody, czyli mórz. Ba, największe miasta, aglomeracje świata również położone są głównie nad oceanem. I wzrost poziomu wody może stanowić wielkie zagrożenie dla tych obszarów Ziemi, nie wspominając o krajach wyspiarskich.

A co z Toruniem? Szacunki podają, że w wyniku stopienia lądolodu Antarktydy i Grenlandii poziom mórz podniósłby się o 60–70 m. Toruń położony jest na około 50 m nad poziomem morza… Proszę sobie to przeliczyć albo chociaż wyobrazić…

Chciałbym jeszcze powiedzieć parę słów na temat bilansu masy lodowców, o którym już wspominałem, a którym głównie zajmuje się w swoich badaniach Arktyki i na Spitsbergenie. Analizując dane z Nature opublikowane w kwietniu tego roku, w którym przedstawiono wyniki dla wszystkich lodowców świata, widzimy, że ich bilans masy jest wyraźnie ujemny. W ostatnich 10–20 latach światowe zasoby lodu zmniejszały się systematycznie o około 800 gigaton rocznie. Jest to tyle wody, ile wypełniłoby ponad 1200 jezior w Polsce, o pojemności takiej jak największe Śniardwy. Może, żeby jeszcze bardziej zobrazować sytuację, wróćmy na chwile na nasz Lodowiec Waldemara, na którym co roku mierzymy bilans masy. Topnienie powierzchniowe tego lodowca wynosi w sezonie letnim średnio w ostatnich latach około 2 m lodu (w strefie czołowej nawet powyżej 3 m). Proszę teraz sobie wyobrazić, że ten lodowiec to czteropiętrowy blok. Jedno piętro to około 3 m. Zatem po jednym roku prawie nie ma już 4 piętra. A po 5–6 latach całego bloku. Tak szybko zanikają lodowce…

Innym problemem związanym ze współczesnymi przeobrażeniami w kriosferze jest zmniejszanie się pokrywy lodowej mórz, szczególnie w Arktyce. Jej zasięg z roku na rok jest coraz mniejszy, a w ostatnich latach osiąga on swoje minimalne wartości. Również w roku 2019 zasięg lodu pływającego osiągnął rekordowo niskie parametry. Zmienia to całkowicie funkcjonowanie oceanu światowego i procesów w nim zachodzących, a czarne scenariusze podają, ze może dojść do całkowitego uwolnienia Arktyki od lodu. Podobnie dzieje się z wieloletnią zmarzliną. Wzrost miąższości warstwy czynnej wieloletniej zmarzliny obserwuje się w większości regionów jej współczesnego występowania. Może nie każdy o tym wie, ale z jej tajaniem wiąże się kolejne zagrożenie, jakim może być uwalnianie dużych ilości CO2, jak również metanu, który jest wielokrotnie groźniejszy od dwutlenku węgla, czego skutkiem może być przyspieszanie globalnego ocieplenia. Takich przykładów można by podawać bardzo dużo.

Może jeszcze wspomnę o bardzo niebezpiecznym zjawisku rain-on-snow. Są to coraz częściej obserwowane opady deszczu w Arktyce i nie tylko, w środku zimy. Dzieje się to na skutek coraz częstszych odwilży w tej porze roku. Efektem tego jest krótkookresowe topnienie pokrywy śnieżnej i jej ponowne zamarzanie, co powoduje powstawanie warstw lodu na powierzchni śniegu. Jest to olbrzymie zagrożenie dla zwierząt, które nie mogą przez to dostać się do ich naturalnej żywności pod śniegiem.

Podsumowując, chciałbym powiedzieć, że w wyniku wzajemnych oddziaływań pomiędzy klimatem, oceanem i kriosferą można wyróżnić wiele sprzężeń zwrotnych o różnym znaczeniu dla systemu globalnego. Głównym czynnikiem jest wyraźne zmniejszenie albedo powierzchni lądu i mórz w porównaniu z wysokimi jego wartościami dla powierzchni pokrytych śniegiem, lodem morskim i lodowcami. Jest to w pewnym sensie wyjaśnienie tego niebezpiecznego zjawiska: im wyższa temperatura, tym większe topnienie śniegu i lodu, a to powoduje odsłanianie „ciemnych” powierzchni Ziemi, co zwiększa pochłanianie ciepła (a zmniejsza odbicie promieni słonecznych), a to powoduje wzrost temperatury i zwiększa topnienie lodu, co przyczynia się znowu do większego pochłaniania ciepła, co zwiększa temperaturę…i tak dalej, i tak dalej. Widać jak trudno przerwać ten zamknięty krąg wzajemnego „nakręcania się” się jednego procesu przez drugi. Jakże to podobne do życia człowieka.

Koniecznie muszę powiedzieć, zapominając na chwilę o wielkich zagrożeniach, jakie niosą za sobą zmiany klimatyczne i topnienie kriosfery, tak po prostu bardzo szkoda mi lodowców. Są to przepiękne elementy krajobrazu Ziemi. Zwłaszcza jak się po nich wędruje. Swym pięknem potrafią zarażać – ciągle chce się na nie wracać. Niestety topnieją bardzo szybko, a przyszłość ich jest zagrożona. Wielu z nich już nie ma albo znacząco zmniejszyły swoją powierzchnię, o czym przypominają nam już tylko coraz częściej stawiane w wielu regionach górskich, tabliczki z informacją o ich zasięgu w danym roku. Przez nas przyroda sobie radzi coraz słabiej, więc zróbmy wszystko, aby tym razem z naszą pomocą zaczęła sobie radzić lepiej. Chociaż i tak mam nadzieję, że ostatecznie przyroda będzie mądrzejsza od nas.

– Początki toruńskiej stacji na Spitsbergenie to rok 1975. Zbliża się zatem jubileusz, a nawet dwa. W 2020 roku przypada nie tylko 45-lecie stacji, ale wyruszy 50. wyprawa toruńska na Spitsbergen. Zamierzacie obchodzić te jubileusze w szczególny sposób? A może sama wyprawa też będzie szczególna?

– Tak to będzie ważny rok. Choć przyznam, że trudno mi powiedzieć czy 50. Wyprawa będzie jakaś specjalna czy wyjątkowa. Zapewne będziemy mieli konkretne plany i zadania do wykonania, ale oczywiście fajnie będzie wziąć udział w 50. Wyprawie. Tak niedawno bardzo hucznie (śmiech) obchodziliśmy 40-lecie Stacji, więc pora na 45-lecie. Dodam jeszcze, że w 2020 będzie miało jeszcze jedno ważne wydarzenie: otóż w październiku organizujemy w Toruniu XXXVIII Międzynarodowe Sympozjum Polarne Environmental changes in polar regions: New problems – new solutions. I w jego trakcie będą specjalne sesje jubileuszowe poświęcone naszej Stacji, w tym zagraniczni goście będą przedstawiali wyniki badań, które uzyskali goszcząc u nas i pracując w tym regionie. Będzie to też wyjątkowa konferencja, gdyż towarzyszyć jej będzie posiedzenie Europejskiej Rady Polarnej, która zresztą obejmie swoją agendą część obrad. Warto zaznaczyć, że Radę tworzą szefowie najważniejszych światowych polarnych instytucji, placówek badawczych czy stacji w Arktyce i na Antarktydzie. Nie będę tu może zbyt skromny, ale śmiało mogę stwierdzić, że będzie to bezprecedensowe wydarzenie w życiu naszej Uczelni i miasta. Zatem przyszły rok zapowiada nam się bardzo ciekawie.

– Niedawno zapadła decyzja o przyznaniu 687 tys. zł dofinansowania z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla Stacji Polarnej UMK na Spitsbergenie. Środki zostały przyznane w ramach programu utrzymywania Specjalnych Urządzeń Badawczych. Co to w praktyce oznacza? Na co zamierzacie wydać te środki?

– Bardzo nas ta decyzja ucieszyła. Wydatków i potrzeb jest bardzo dużo. Jest to dofinansowanie przyznane na 3 lata, czyli ponad 200 tys. rocznie. Pomoże nam utrzymać stację na aktualnym poziomie i nieco ją zmodernizować. Jest to konieczne dla jej rozwoju i spełniania norweskich wymagań. Należy też pamiętać, że program ten ma wiele ograniczeń i jest wiele wydatków, których akurat z tego funduszu pokryć nie można. Z logistycznego punktu widzenia stacja położona jest w specyficznych warunkach i dosyć daleko (śmiech) i praktycznie połowę tych kosztów przeznaczone jest na transport sprzętu i ludzi do obsługi na Spitsbergen. Dużo kosztów pochłania też drogi specjalistyczny sprzęt ratunkowy czy abonamenty urządzeń ratunkowych. A poza tym ciągle są jakieś nieoczekiwane zdarzenia i potrzeby, chociażby konieczność napraw po wspomnianych wizytach niedźwiedzi czy figlach, często ekstremalnej, pogody spitsbergeńskiej. Zatem decyzja o dofinansowaniu bardzo mnie ucieszyła i żeby było ciekawiej dotarła do mnie, kiedy byłem na tropikalnej plaży (śmiech). Śmiało mogę powiedzieć, ze Stacja jest znakomitą wizytówką naszego Uniwersytetu, godną inwestowania. W dzisiejszych realiach „odpuszczenie” nie wchodzi w grę. Nową Stację trudno byłoby wybudować, a przede wszystkim dostać na to pozwolenie.

– Trzeba przyznać, że stacja polarna to z jednej strony unikatowe, a z drugiej bardzo wymagające urządzenie badawcze. Z czym na co dzień macie największe problemy? W przypadku awarii nie da się przecież  ściągnąć fachowców, złożyć zamówienia w niezbyt odległej hurtowni czy sklepie?

– Zawsze powtarzam, że Stacja to bardzo nietypowe urządzenie badawcze, no i rzeczywiście bardzo wymagające, które żeby utrzymać, żeby działało, to potrzebne są zakupy od widelca, siekiery, desek, gwoździ przez czekany, raki, kombinezony po zaawansowane urządzenia i komputery. Często logistyka, zwłaszcza ta „zakupowa” nie jest łatwa i trudno to ogarnąć. I gdyby nie administracja wydziałowa i panie z rektoratu, byłoby to jeszcze bardziej skomplikowane. Czasem wydaje mi się, że hasło „Spitsbergen” wywołuje dużo emocji poprzez często dużą nietypowość zakupów, o czym wiele razy przekonała się niezawodna ekipa z naszego Działu Zaopatrzenia i Transportu.

Wracając do problemów codziennych, to trudno tu wymienić jakieś szczególne. One pojawiają się znienacka. A to przerwą się jakieś kable, a to lisy śmieci wykradną, a to antena od radia się urwie, drzwi połamią. Coś się ułamie, coś urwie, jak to w gospodarstwie. Często trzeba improwizować. Jak kiedyś niedźwiedź połamał drzwi od Stacji, trzeba było szybko zrobić nowe. Nie mieliśmy za dużo zapasowych desek, ale się udało… Wykorzystaliśmy drzwi od WC. No może nie było już ich na pierwotnym miejscu, ale co tam, nikt nie patrzy…

Chyba takim dużym problemem, jak wszędzie są śmieci, które musimy segregować, a potem zabrać ze sobą na statek, a przy sztormie nie zawsze jest łatwo. W stacji palimy drewnem. Kiedyś było to głównie dryftowe drewno wyrzucane przez morze na brzeg. Takie wielkie kłody musimy pociąć i wózkiem albo na plecach przytargać do Stacji. No ale w pobliżu już wszystko wyzbieraliśmy, a z nową dostawą morze się nie śpieszy. Dlatego zaczęliśmy wozić część drewna z Polski. Problemem są też awarie urządzeń, które trzeba naprawiać. Najlepszą porą na to są dni z załamaniem pogody, ale nie zawsze da się to pogodzić z koniecznością badań w terenie.

I tak, jak Pan zauważył, nie da się ściągnąć fachowców – my musimy być fachowcami. W robieniu zakupów i przygotowywaniu sprzętu do Stacji trzeba być bardzo precyzyjnym. Niczego nie może zabraknąć. A jeszcze warto mieć trochę rzeczy zapasowych. Jak zapomnimy o cukrze to będziemy pili gorzką herbatę. Jak zapomnimy kabelka, to nie uruchomimy urządzenia. Jak za szybko zjemy ser, to potem przez miesiąc będziemy mogli tylko o nim pomarzyć. Sklepów nie ma, a do domu daleko.

– A co z łącznością? W dzisiejszej nauce wydaje się, że coraz mniej bez niej można zrobić?

– Nie tylko w nauce. W warunkach Arktyki łączność to przede wszystkim podstawa bezpieczeństwa. Dlatego na stanie Stacji znajduje się obowiązkowy sprzęt do łączności radiowej i telefonicznej (satelitarnej) czy wspomniane satelitarne urządzenia ratunkowe. Są to bardzo drogie w utrzymaniu urządzenia, ale niezbędne. Należy pamiętać, że nie ma tam Internetu, nie działają telefony komórkowe, nie ma TV i – co ciekawe – da się żyć. Będąc w terenie, używamy głównie odbiorników radia morskiego, no i oczywiście telefonów satelitarnych. Mamy też specjalne urządzenia, które pozwalają wysyłać krótkie wiadomości tekstowe, a także śledzić nas przez zainteresowanych na mapie, gdzie się przemieszczamy, ale to jedynie tym, którzy zostali w Polsce.

Może tak nie do końca jest brak Internetu. Przez telefonię satelitarną jest to możliwe. My również parę lat temu kupiliśmy kosztowną specjalną antenę, jednak użytkowanie jej jest bardzo drogie, 1 GB to około 6 tys. zł. Może kiedyś, w lepszych czasach dla Stacji i na to będzie nas stać…

– Na zakończenie chciałbym zapytać o samych polarników. To przecież badacze, którzy muszą pracować często w bardzo skrajnych warunkach. Nie chodzi tu tylko o niskie temperatury (choć latem nie aż tak niskie, bo nawet powyżej zera). Pracuje się jednak z dala od domu, jest się skazanym na towarzystwo tych samych kilku osób. Nie da się wrócić z pracy do domu, do rodziny. Nie rodzi to problemów, konfliktów?

– Cóż mogę powiedzieć? To jest nasze życie tam. To nie jest praca, po której wraca się do domu, do najbliższych. Nie każdy to potrafi zrozumieć, że czasem może być ciężko. Bo rzeczywiście opuszczamy najbliższych, rodzinę, by stać się na te miesiące dla siebie rodziną. I tak się dzieje. Jesteśmy taką polarną rodziną.

Przez te wszystkie lata często obserwowałem nasze codzienne życie. I widziałem te złe i gorsze dni, i tęsknotę w oczach za najbliższymi (też w swoich). Zwłaszcza jak pogoda się załamywała i zmuszała nas do dłuższego pobytu w Stacji, bez wyjść w teren. Dlatego ważne jest życie towarzyskie, jakieś wspólne rozmowy, analizy badań i opowieści o przeżyciach i wrażeniach z terenu. A nawet te zwykłe rozmowy o niczym.

Nie znam nikogo, kto był w Arktyce i nie chciałby tam powrócić. Czyli coś w tym jest. Ja osobiście najbardziej zawsze żałuję, że moi najbliżsi nie mogą tego zobaczyć, co ja widzę na Spitsbergenie każdego dnia. I wiem też, że każda wyprawa to rezygnacja z czegoś, ale czy lepszego, tego się nie dowiemy. Jest to też trochę takie życie w rozdarciu. Będąc tam, tęskni się za najbliższymi, a będąc w domu, chciałoby się być w Stacji. Najważniejsze jednak w tym jest, żeby mieć do kogo powracać, żeby o tym wszystkim opowiedzieć.

– Dziękuję za rozmowę.

pozostałe wiadomości

galeria zdjęć

 [fot.udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę]  [fot.udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę]  [fot.udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę]  [fot.udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę]  [fot.udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę]  [fot.udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę]  [fot.udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę]  [fot.udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę]  [fot.udostępniona przez prof. Ireneusza Sobotę]