Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Mocna strona – różnorodność!

obrazek: fot.Andrzej Romański]
fot. Andrzej Romański

Z rektorem-elektem UMK prof. dr. hab. Andrzejem Sokalą rozmawia Winicjusz Schulz

– Gratuluję wygrania wyborów. W gremium rektorskim jest Pan już dwie kadencje. Teraz pokieruje Pan uniwersytetem. Jaki byłby raport otwarcia – jakie są mocne strony UMK, a w jakich dziedzinach toruńska uczelnia ma jeszcze sporo do zrobienia?

Zarówno wcześniej, jak i podczas spotkania wyborczego miał Pan okazję przedstawić kwestie, jakim chciałby Pan nadać jako rektor szczególną rangę.

– Rzeczywiście, w ekipie rektora Andrzeja Tretyna pełniłem od 2012 roku i pełnił będę do końca sierpnia bieżącego roku funkcję prorektora ds. studenckich i polityki kadrowej. Znam zatem – jak mi się wydaje – Uniwersytet nieźle. Jego najmocniejsze strony to wysoki poziom naukowy potwierdzony uzyskaniem, jako jedna z dziesięciu polskich uczelni, statusu uniwersytetu badawczego. Dalej, olbrzymi, choć jeszcze nie w pełni wykorzystany, potencjał, tkwiący w bardzo dobrej kadrze naukowej i administracyjnej. Mocną stroną naszego Uniwersytetu jest także jego różnorodność – czyniąca zeń najszerzej profilową uczelnię w Polsce. I wreszcie stabilna, bardzo dobra sytuacja finansowa. Słabe zaś strony UMK to zdecydowanie zbyt słabo rozwinięta współpraca z otoczeniem społeczno-gospodarczym, brak dobrze działających systemów motywacyjnych, na co skarży się zwłaszcza młoda kadra naukowa i pracownicy administracji oraz – najogólniej rzecz ujmując – niewystarczający poziom wynagrodzeń.

– W 75-letnich dziejach UMK będzie Pan dopiero drugim prawnikiem – rektorem. Tym pierwszym był prof. Karol Koranyi, który kierował uczelnią dawno temu i w specyficznym czasie, a mianowicie w latach 1948–1951. Dziś uniwersytet to wielka instytucja, wpisana w europejski i światowy system, na dodatek funkcjonująca w okresie poważnych przemian w polskiej nauce. Można sądzić, że prawnicza wiedza i doświadczenie będą Pańskim spory atutem.

– Muszę sprostować. W historii UMK jestem trzecim, a nie drugim prawnikiem. Pierwszym był rzeczywiście prof. Karol Koranyi, a drugim prof. Leon Kurowski, zasiadający w fotelu rektorskim w latach 1951–1952. Prawnicza wiedza i doświadczenie z całą pewnością ułatwią mi sprawowanie funkcji rektora, bo przecież wszystko, co dzieje się w naszej uczelni, jak i we wszystkich zresztą uczelniach publicznych, opiera się i musi opierać się na regułach i zasadach obowiązującego prawa. Za to według Ustawy 2.0 rektor odpowiada „głową i własnym majątkiem”.

– Zwykle, gdy ktoś wygrywa wybory słyszy pytanie: jakie będą Pańskie pierwsze decyzje. I w naszej rozmowie takie pytanie padnie: jakich pierwszych decyzji możemy spodziewać się po Panu jako rektorze?

– Pewne obowiązki mam już jako rektor-elekt. Muszę dopilnować, by do 1 września bieżącego roku obsadzone były funkcje prorektorów, dziekanów i prodziekanów poszczególnych wydziałów. To niezwykle ważne dla sprawnego „przejęcia” zarządzania uczelnią. Zaś po objęciu stanowiska możliwie szybko przystąpić trzeba będzie do przygotowania nowego roku akademickiego, nie tracąc z pola widzenia procesu wdrażania programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza oraz przygotowań do kolejnej, niezwykle ważnej, parametryzacji.

– Bycie rektorem UMK po prof. Andrzeju Tretynie to spore wyzwanie. Wyprowadził uczelnię z finansowej zapaści, doprowadził do realizacji wielu inwestycji, wprowadził UMK do naukowej elity. A jakie będą Pańskie priorytety w kierowaniu uczelnią?

– Rzeczywiście. Już z mojej odpowiedzi na poprzednie pytanie wynika, że Uniwersytet rewolucji nie potrzebuje. Mój poprzednik, wraz ze swoimi najbliższymi współpracownikami, zapewnił naszej uczelni stabilną sytuację finansową i miejsce wśród najlepszych polskich uczelni, wprowadzając ją na właściwe prorozwojowe tory. Ja zaś, ze swoim zespołem, chciałbym, korygując nieco kurs, przesunąć akcent na inwestycje w ludzi, a nie w mury i włączyć przedstawicieli wszystkich obecnych na naszej uczelni dyscyplin naukowych do aktywnego udziału w programie IDUB. To szansa autentycznego rozwoju nie tylko dla fizyków, medyków, chemików czy biologów – których osiągnięcia rzecz jasna doceniam i szanuję – ale i dla badaczy z obszaru nauk humanistycznych i społecznych. Nie wyobrażam sobie, mówiąc krótko, dobrego europejskiego Uniwersytetu – do miana którego aspirujemy – bez historyków, filozofów, filologów klasycznych, prawników czy też przedstawicieli nauk o sztuce. Tak jak nie wyobrażam sobie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika – co oczywiste – bez astronomów i astrofizyków.

– Przez dwie kadencje był Pan prorektorem zajmującym się sprawami studentów, doktorantów. Można by rzec, że zna Pan ich sprawy jak rzadko kto. Czego ta część akademickiej społeczności może spodziewać się po nowym rektorze?

– Tak,  jak od kilkunastu lat, kiedy byłem prodziekanem, dziekanem i wreszcie prorektorem do spraw studenckich, będę wspierał nasze młodsze koleżanki i kolegów, a naszych potencjalnych następców, w realizacji ich naukowych, kulturalnych i sportowych pasji. Stąd, m.in., zapowiedź objęcia systemem stypendialnym ich najlepszych publikacji naukowych, stąd deklaracja stworzenia dobrych warunków dla ich działalności, poprzez stworzenie Centrum Ruchu Studenckiego w Toruniu oraz dofinansowanie remontu i sprzętowego doposażenia Centrum Inicjatyw Studenckich w Bydgoszczy. Wreszcie, stworzenie dla młodych ludzi systemu wsparcia w sytuacjach trudnych. Planuję zorganizowanie tak szybko, jak tylko będzie to możliwe, programu stałego psychologicznego wsparcia, „pracowni redukcji stresu” i ośrodka mediacyjnego.

– Umawiając się już w niedalekim czasie na dłuższy wywiad, muszę na koniec zapytać: czy nie zdziwiło Pana to, że nie zgłosił się żaden kontrkandydat w rektorskich wyborach? A może po prostu to przejaw szacunku dla tradycji – rektorem zostaje ktoś, kto wcześniej zdobywał doświadczenie jako prorektor? Tak było od lat.

– W naszym Uniwersytecie jest z pewnością wiele osób, których doświadczenie i pomysły, mogłyby stawiać je w roli liderów. Jako kandydata na stanowisko rektora UMK na kadencję 2020–2024 zgłosiła mnie jednak – jednomyślnie – Rada Uniwersytetu, zaś Senat naszej uczelni bez głosu sprzeciwu pozytywnie zaopiniował, na wniosek Rady, moją kandydaturę. Ponadto zgłosiły mnie jako kandydata na rektora następnej kadencji trzy grupy senatorów. Przyznam uczciwie, że to bardzo miłe, ale jakże zobowiązujące, jakże motywujące do działania. Zwłaszcza, że 12 marca, podczas wyborów, otrzymałem ponad 90% ważnie oddanych głosów. Chyba przekonałem więc elektorów do mojej osoby jako człowieka szukającego porozumienia i kompromisu w każdej sytuacji, a zwłaszcza do mojej wizji funkcjonowania naszej uczelni przez kolejne cztery lata. Ale być może ten sukces zawdzięczam właśnie temu, że przez ostatnie lata byłem prorektorem i mam na imię Andrzej, jak czterech moich poprzedników.

– Dziękuję za rozmowę.

– I ja bardzo dziękuję.

 

pozostałe wiadomości

galeria zdjęć

 [fot.Andrzej Romański]