WIELKA KORONA MILE WIDZIANA
Z prof. Jerzym Boehlke, dziekanem Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania UMK rozmawia Winicjusz Schulz

- 50 lat wstecz w ekonomii to zgoła inne czasy, a w przypadku takiego kraju jak Polska to wręcz całkowicie inna epoka. Wydarzenia marcowe, Gomułka u władzy, siermiężny model centralnie zarządzanej socjalistycznej gospodarki. W takim momencie dziejowym rodziła się toruńska ekonomia. No to mówiąc krótko: "chyba łatwo nie było"?

- Z pewnością nie. Ja nie uczestniczyłem w pracach związanych z organizacją ówczesnego Instytutu Ekonomicznego. Znam tę historię jedynie z opowiadań osób, które w nich brały udział. Instytut rozpoczął działalność w 1968 r, a ja podjąłem studia dopiero w 1972 r. Jeśli natomiast chodzi o ocenę okoliczności, warunków i okresu powstania Instytutu, to nie powinna być ona ahistoryczna. Wtedy było tak jak było, chociaż z dzisiejszego punktu widzenia przedsięwzięcie to wydaje się wręcz heroiczne.

- W porównaniu z wieloma innymi dziedzinami nauki, choćby z naukami eksperymentalnymi, ekonomistom zapewne było bardzo trudno, zwłaszcza gdy władza oczekiwała od nich argumentów świadczących o wyższości gospodarki socjalistycznej nad kapitalistyczną (choć przecież gołym okiem widać było, która kwitnie, a która tkwi w permanentnych problemach niedoboru wszystkiego). I jak można było wybrnąć z tej trudnej dla naukowca sytuacji?

- Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie jest bardziej złożona niż się to dzisiaj wydaje. Z jednej strony kształcono ekonomistów na potrzeby praktyki gospodarczej. Ze względu na dominację scentralizowanego systemu funkcjonowania gospodarki socjalistycznej (podejmowane próby jego zreformowania z wyjątkiem Węgier i Jugosławii kończyły się niepowodzeniem) programy kształcenia ekonomistów w Polsce oraz zakres i metodologia badań mikroekonomicznych były według standardów zachodnich relatywnie skromne, ale wystarczające do zarządzania podmiotami gospodarczymi w warunkach realnego socjalizmu. Natomiast jeśli chodzi o wiedzę makroekonomiczną, to sprawa jest bardziej złożona. Z jednej strony z powodów ideologiczno-politycznych wykładano głównie ekonomię marksistowską, której możliwości opisu i wyjaśniania realnych zjawisk i procesów gospodarczych były ograniczone, natomiast z drugiej - na wydziałach ekonomicznych polskich uczelni można było się zapoznać z niemarksistowską ekonomią oraz historią zachodniej myśli ekonomicznej. W sferze nauki nie było więc bezwzględnego odcięcia się od zachodniej myśli ekonomicznej. Wydawane były w języku polskim prace wielu wybitnych ekonomistów zachodnich, takich jak E. Domar, J.M. Keynes, N. Kaldor, G. Myrdal, J. Robinson czy P. Samuelson. Wydano też dzieła najwybitniejszych ekonomistów polskich - M. Kaleckiego i O. Lange, których prace dotyczyły w znacznym zakresie gospodarki rynkowej analizowanej na gruncie ekonomii niemarksistowskiej. Dostępne były również niektóre, bardzo znane i prestiżowe zachodnie czasopisma naukowe, jak na przykład "American Economic Review". Co prawda dostęp do literatury zachodniej nie przekładał się zwykle na sposób prowadzenia badań ekonomicznych w Polsce, ale nie można nie dostrzegać możliwości zapoznania się z głównymi ideami i osiągnięciami zachodniej myśli ekonomicznej. Jednakże praktyczne wykorzystanie tej wiedzy było z powodów ideologiczno-politycznych bardzo ograniczone. Jestem absolwentem naszej uczelni i nie przypominam sobie, by w trakcie studiów wykładowcy próbowali forsować poglądy o wyższości gospodarki socjalistycznej (nierynkowej) nad kapitalistyczną (rynkową). Myślę, że od przełomu lat 60. i 70. XX w. było to z różnych powodów niemożliwe i zbyteczne. W tym okresie opublikowana została, fundamentalna moim zdaniem, praca wybitnego ekonomisty węgierskiego J. Kornaia "Anti-Equilibrium", autora wydanej kilka lat później książki "Niedobór w gospodarce". Obie te prace, odwołujące się do teorii równowagi ogólnej Arrowa - Debreu, wywarły ogromny wpływ na myśl ekonomiczną dotyczącą gospodarowania w warunkach realnego socjalizmu. Warto o tym wszystkim pamiętać, gdyż dzisiejsze oceny tamtego okresu są nadmiernie uproszczone, ahistoryczne i niestety mają zbyt często charakter ideologiczny.

- Czasy trudne trwały długo. Komu zawdzięczamy, że ta toruńska ekonomia zrodziła się, okrzepła i przetrwała?

- Jak zwykle ludziom, którzy ją tworzyli. Wydział miał szczęście, że w początkowym okresie jego działalności kadrę tworzyli tacy ludzie jak profosowie S. Sudoł, J. Liczkowski, J. Tomala, J. Czarnek, Z. Zieliński czy K. Sokołowski. Pomimo że były to osoby spoza Torunia, związały się z naszą uczelnią i przez wiele lat (prof. S. Sudoł aż przez 37) pracowały dla jej rozwoju. Istotne znaczenie miała również rozbudowa infrastruktury technicznej Wydziału - wybudowanie nowej siedziby w kampusie na Bielanach z dobrze wyposażoną biblioteką i pracowniami komputerowymi. Warto też wskazać na pierwsze sukcesy naukowe środowiska toruńskich ekonomistów, związane z nazwiskami profesorów J. Liczkowskiego, S. Sudoła i Z. Zielińskiego.

- W którym momencie instytut stał się wydziałem i na ile zmienił się jego status oraz pozycja?

- Instytut Ekonomiczny został przekształcony w wydział w 1978 r. Nastąpiło to w okresie osiągnięcia pewnej dojrzałości organizacyjnej i potencjału naukowo-badawczego. Z pewnością podniosło to prestiż jednostki i wzmocniło jej pozycję jako ośrodka kształcenia kadr ekonomistów i badań naukowych.

- Rok 1990. Polska przeżywa ustrojową i ekonomiczną terapię szokową. Jak przeżył ją wydział? Jak zareagował na przemiany dziejące się w Polsce? Z tego, co wiem, niemal z marszu te przemiany uczyniono tematem bardzo ciekawych badań?

- Przemiany ustrojowe spowodowały istotne zmiany w ofercie edukacyjnej. W krótkim czasie, bazując na zebranych doświadczeniach, bardzo często w czasie bezpośrednich wizyt naszych pracowników w wielu ośrodkach zagranicznych gruntownie zmieniono program studiów. Jeśli chodzi o badania naukowe, to podjęto prace nad dużym projektem (kierowanym przez prof. S. Sudoła) dotyczącym procesów adaptacji polskich przedsiębiorstw do nowych warunków systemowych. Potem nastąpił szybki rozwój badań nad różnymi aspektami polskiej transformacji.

- Pozostańmy jeszcze na chwilę przy dwóch epokach, ale tym razem w aspekcie studenckim. Bardzo różnili się ci, którzy szli na ekonomię w czasach "komuny" od późniejszych kandydatów, choćby z lat 90. czy tych z XXI wieku?

- Po pierwsze było ich zdecydowanie mniej i lepiej wyselekcjonowanych w procesie egzaminów wstępnych. Odmienna też była mentalność tych ludzi wychowanych jeszcze w innym systemie społeczno-gospodarczym i edukacyjnym. Zdecydowanie lepsze było przygotowanie kandydatów z matematyki i poziom ogólnego wykształcenia.

- Możecie poszczycić się tym, że co roku studia na Waszym wydziale przyciągają bardzo liczne rzesze kandydatów. Co ich szczególnie przekonuje?

- Prawdopodobnie ciągła atrakcyjność zawodu ekonomisty i relatywna łatwość zdobycia pracy po zakończeniu studiów. Nasze badania wskazują również na wysoką ocenę pozycji UMK i Wydziału w opinii kandydatów. Coraz większe znaczenie ma też postępująca internacjonalizacja Wydziału i referencje naszych absolwentów.

- Dla przyszłych absolwentów kierunków ekonomicznych ważne jest także otoczenie gospodarcze, w którym będą potem mogli robić karierę. Toruń, niestety, do potęg w tej sferze nie należy. Daleko mu nie tylko do Warszawy, ale i także na przykład Poznania, Wrocławia, Trójmiasta. Jakimi argumentami neutralizujecie tę niedogodność?

- Zdajemy sobie sprawę z faktu, że nie mamy renty lokalizacyjnej. Z tego powodu staramy się przygotować ofertę edukacyjną we współpracy z uczelniami zagranicznymi i organizacjami biznesowymi. Posiadając certyfikaty światowe, możemy w tej sytuacji liczyć na napływ kandydatów zainteresowanych wysokim poziomem kształcenia w jednej z najlepszych polskich uczelni i w jednym z najpiękniejszych miast Polski.

- Także pod względem umiędzynarodowienia jesteście w czołówce. Czym staracie się przyciągnąć do Torunia studentów i naukowców z zagranicy?

- W skali naszej uczelni należymy do liderów. Należy mieć jednak świadomość, że polscy studenci są ciągle mało aktywni w korzystaniu z możliwości edukacyjnych, jakie dają międzynarodowe programy studiów. Na tym polu jest ciągle wiele do zrobienia, chociaż studiują u nas osoby z wielu krajów europejskich, Chin, Brazylii i Argentyny. Natomiast pozyskiwanie zagranicznych wykładowców, których liczba wzrasta, zależy od możliwości finansowych Wydziału. Wśród zaproszonych wykładowców zagranicznych były lub są osoby z USA, Hiszpanii, Francji, Finlandii, Niemiec, Ukrainy, a nawet ostatnio z Indonezji. Zależy nam jednak przede wszystkim na rozwoju międzynarodowej współpracy naukowej.

- Trzeba przyznać, że także współczesne czasy to dla Waszego wydziału duże wyzwanie i to zgoła inne niż w przypadku większości pozostałych wydziałów UMK. Konkurencją dla Was są nie tylko podobne wydziały na innych uniwersytetach, ale także branżowe uczelnie, choćby uniwersytety ekonomiczne. To zapewne wymagająca konkurencja?

- Z pewnością, chociaż konkurencji się nie boimy. Należy jednakże odróżniać konkurencję na rynku usług edukacyjnych od konkurencji w obszarze badań naukowych. W skali naszego regionu jesteśmy z pewnością liderem, ale to nie odpowiada poziomowi aspiracji naszego środowiska. Z tego powodu zabiegamy o uzyskanie tzw. wielkiej korony, czyli trzech najważniejszych w świecie certyfikatów dla uczelni ekonomicznych i biznesowych. Mamy jeden, a mam nadzieję, że w tym roku zdobędziemy drugi. To byłby wielki sukces w roku naszego jubileuszu.

- Gospodarka zmienia się w szalonym tempie, zwłaszcza od momentu, gdy coraz większą rolę zaczął odgrywać e-biznes. Badania i dydaktyka zapewne za tym nadążają.

- W jakiejś mierze z pewnością. Ośrodek toruński należy do czołówki, jeśli chodzi o zakres i stopień zaawansowania badań nad e-biznesem, w szczególności e-comercem i e- bankingiem. Działalność i osiągnięcia badawcze zespołu prof. M. Polasika są znane nie tylko w Polsce. Wydział od kilku lat jest współorganizatorem odbywającego się corocznie w Warszawie pod patronatem rektora naszej uczelni międzynarodowego kongresu płatniczych technologii mobilnych. Studenckie Koło Naukowe e-biznesu od dziesięciu lat organizuje ogólnopolską konferencję naukową "Dni technologii mobilnych" z udziałem instytucji finansowych, firm i izb informatycznych oraz operatorów systemów płatności elektronicznych. Powstają pierwsze prace doktorskie dotyczące gospodarowania w cyberprzestrzeni. Jest to z pewnością perspektywiczny i interesujący kierunek badań naukowych i rozwoju programów edukacyjnych. Na tym polu mamy jeszcze dużo do zrobienia.

- Gdybym zapytał Pana, w czym toruńska ekonomia jest szczególnie mocna, to odpowiedź brzmiałaby ...

- WNEiZ jest jednym z wydziałów uniwersytetu. Jego potencjał naukowy jest więc z pewnością skromniejszy w porównaniu z uniwersytetami ekonomicznymi. Możemy być zatem znaczącym ośrodkiem naukowym jedynie w wybranych obszarach badań. Z pewnością należą do nich badania z zakresu ekonometrii, w szczególności ekonometrii finansowej, co było jednym z naszych atutów w rozmowach z prof. Robertem Engelem, laureatem Nagrody Nobla w ekonomii, w sprawie akceptacji propozycji przyjęcia doktoratu honorowego naszej uczelni. Wydział jest liczącym się w Polsce ośrodkiem badań rynku pracy oraz inwestycji zagranicznych w Polsce, a także polskich inwestycji za granicą. Coraz silniejszą pozycję mamy w obszarze badań dotyczących mobilnych technologii płatniczych, kulturowych uwarunkowań funkcjonowania biznesu oraz rachunkowości zarządczej. Z pewnością silną stroną Wydziału jest wysoka jakość kształcenia, o czym świadczą wyróżniające akredytacje Polskiej Komisji Akredytacyjnej oraz światowa akredytacja AACSB. Obecnie aplikujemy o dwie kolejne, najbardziej liczące się w świecie akredytacje, a mianowicie AMBA i EQUIS. Umożliwia to internalizację Wydziału zarówno na polu działalności badawczej, jak i edukacyjnej. Ciągle wzbogacamy naszą ofertę edukacyjną, proponując studentom programy studiów realizowanych w języku angielskim z partnerami zagranicznymi oraz projekty przygotowane we współpracy z biznesem polskim i międzynarodowym. Coraz większe znaczenie mają też starannie przygotowywane z partnerami biznesowymi, także zagranicznymi, programy studiów podyplomowych.

- O świetności wydziału świadczą nie tylko studenci i naukowcy, ale także absolwenci i ich kariery. W ekonomii, w biznesie bywają szczególnie spektakularne. Zapewne śledzicie je.

- Staramy się to robić, współpracując z Biurem Karier i Stowarzyszeniem Absolwentów UMK. Od dwóch lat funkcjonuje również Klub Absolwentów Programu Polsko-Francuskiego, realizowanego wspólnie z Uniwersytetem w Angers. To głównie dzięki naszym absolwentom możemy skutecznie budować relacje z otoczeniem biznesowym, ważne z punktu widzenia działalności edukacyjnej i badawczej. Wielu z nich pracuje poza Polską w korporacjach globalnych i międzynarodowych instytucjach finansowych.

- Dziękuję za rozmowę.

Fot. Andrzej Romański