Dominik Antonowicz
MITY UMIĘDZYNARODOWIENIA

Umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego - obok umasowienia - jest jednym z trendów najsilniej wpływających na zmianę funkcjonowania instytucji akademickich. Naturalnie, zachodząca na uczelniach tak radykalna reorientacja wywołuje pewien środowiskowy opór, zwłaszcza wśród tych, dla których ma ona niezrozumiały i sztuczny charakter, a nawet sprzeczny z (nowożytną) tradycją akademicką. Powstała poniżej refleksja jest próbą zmierzenia się z głównymi mitami, jakie narosły wokół umiędzynarodowienia szkolnictwa wyższego w Polsce. Tekst powstał w wyniku setek nieformalnych rozmów prowadzonych na polskich uczelniach i jest próbą systematycznej rekonstrukcji osądów, ukazując ich silnie afektywny (często nostalgiczny), ale zupełnie nienaukowy charakter.

Fot. Andrzej Romański

"Za moich czasów było może kilku obcokrajowców i jakoś świat się nie zawalił"

Jest to jedna z fraz powtarzanych najczęściej przez osoby niechętne umiędzynarodowieniu, której - w sensie logicznym - trudno odmówić racji. Nostalgiczne odwoływanie się do przeszłości, zarówno tej bardziej odległej (przed 1989 rokiem), jak i tej bliższej (po roku 1989) jest ważnym argumentem, choć błędnie zakładającym pewną statyczność zewnętrznych uwarunkowań funkcjonowania szkolnictwa wyższego.

Proces internacjonalizacji szkolnictwa wyższego jest oczywiście zjawiskiem nowym i przyspieszył dopiero w latach 90. XX wieku, dlatego wielu pracowników akademickich (dzisiaj profesorów) było socjalizowanych do uczelni silnie wpisanych w lokalny kontekst i ukierunkowanych w swej misji na wspieranie państwa i kultury narodowej. Unarodowienie polskich uczelni dotyczyło zwłaszcza kształcenia, a zgodnie z realizowaną przez władze komunistyczne polityką naukową, to właśnie kształcenie studentów było podstawową funkcją realizowaną przez polskie uczelnie. W tym kontekście trudno się dziwić, że nostalgiczne odwoływanie się do argumentów przywołujących idealizowaną ze wszech miar przeszłość jest popularne, ale nie zmieni to faktu, że świat wokół uczelni istotnie się zmienił - mówiąc metaforycznie - nieco się skurczył, technologiczna rewolucja znacząco zmieniła sposoby naszej komunikacji, przyczyniając się do zwiększenia geograficznej mobilności. Aspiracje edukacyjne mieszkańców wielu krajów rozwijających się (zwłaszcza w Azji Południowo-Wschodniej) znacząco wzrosły, co spowodowało, że miliony młodych ludzi zaczęły szukać możliwości ich realizacji poza granicami własnego kraju. Nowi studenci to dla uczelni zarówno zastrzyk gotówki, ale również szansa na pozyskiwanie wybitnych talentów, których dostępna pula znacząco się powiększyła, choć konkurencja o tych najlepszych stała się również globalna.

Dynamiczne zmiany w otoczeniu szkół wyższych, stały się nowym wyzwaniem nie tylko dla uczelni jako organizacji, ale również (a może przede wszystkim) dla absolwentów, którzy w tych okolicznościach muszą stawiać czoła zupełnie nowym wyzwaniom na rynku pracy, który nie jest już zamknięty. W praktyce oznacza to, że procesy polityczne i gospodarcze zachodzące w Europie otworzyły przed absolwentami polskich uczelni możliwości zatrudnienia we wszystkich krajach UE, a polskie przedsiębiorstwa lub też przedsiębiorstwa ulokowane na terenie Polski mogą rekrutować personel z całego świata. Implikuje to równocześnie konieczność funkcjonowania w wielonarodowym, wielokulturowym środowisku pracy, którego funkcjonowanie trzeba praktycznie poznać. Stąd właśnie uczelnie powinny tworzyć możliwości (współ)pracy w wielokulturowym i wielonarodowym środowisku; potrzeba otwarcia się na studentów z innych krajów, którzy nie tylko gotowi są płacić za swoje wykształcenie, często są ludźmi bardziej zdeterminowanymi, a również sama ich obecność znacząco ubogaca społeczną tkankę uniwersytetu, czyniąc go miejscem prawdziwe wyjątkowym. W tym sensie argumenty odwołujące się do idealizowanej przeszłości, choć nośne, to fundamentalnie ignorują fakt, że świat poza murami uczelni nieustannie się zmienia, znacznie szybciej niż w przeszłości, a uczelnie nie mogą pozostawać wobec nich obojętne. Nie tylko dla własnego wąsko rozumianego interesu, ale przede wszystkim ze względu na zobowiązania wobec studentów. Wprawdzie instytucje akademickie bronią się przed "uzawodowieniem" swoich misji, ale kształcenie do funkcjonowania w wielokulturowym środowisku, budowanie kulturowej empatii, wyposażenie studentów w miękkie umiejętności współpracy i rozwiązywania konfliktu w zróżnicowanym środowisku społecznym powinny być zadaniem głównie uczelni, w tym zwłaszcza akademickich.

"Mój obszar zainteresowań badawczych jest specyficznie lokalny"

Innym z typowych mitów powtarzanych przez pracowników akademickich jest odwołanie się do swoistej lokalności specyfiki badanej i często też nauczanej problematyki. Wprawdzie opiera się on na dostrzeżeniu znaczenia procesu umiędzynarodowieniu szkolnictwa wyższego, ale jednocześnie zanegowaniu jego powszechności, czego bezpośrednią implikacją jest postulat wyciągnięcia poza ich nawias. Mit ten pojawia się zazwyczaj w dyscyplinach silnie związanych z narodową kulturą. Kilka lat temu - wraz Michałem Bilewiczem i Emanuelem Kulczyckim - wskazywałem, że polska nauka nie jest żadną bezludną wyspą, na której obowiązują wyjątkowe reguły, a przeciwnie: polskie uczelnie są integralną częścią światowego systemu nauki, tylko że lokalizacja w tym świecie (centralna lub peryferyjna) zależy głównie od polskich naukowców (oraz w dużej mierze również polityków i podatników). Paradoksalnie umiędzynarodowienie jest ogromną szansą dla polskiej humanistyki i nauk społecznych - zarówno w wymiarze badawczym, jak i dydaktycznym. Stoi to zresztą w sprzeczności z równie popularnym, co nieprawdziwym twierdzeniem, że nikogo nie interesują studia nad polską kulturą czy historią. Według danych prezentowanych przez Elsevier w programie Scival w ostatnich 5 latach widoczny jest stały wzrost liczby artykułów publikowanych przez polskich autorów w obszarze nauk społecznych oraz historycznych, a jednocześnie Polska przyciąga coraz większą liczbę studentów w ramach międzynarodowego programu Erasmus+. Trudno znaleźć lepsze wskaźniki ilustrujące wzrost zainteresowania polskimi uczelniami, badaniami oraz kształceniem prowadzonym na polskich uczelniach. Można argumentować odwrotnie, że polska specyfika kulturowa stała się raczej magnesem przyczyniającym się do zwiększenia zainteresowania funkcjonowaniem polskich uczelni. Z tego powodu zamiast zamykać się przed światem, warto otworzyć przed nimi te obszary, które - ze względu na przedmiot badań - uchodzą za specyficznie polskie, ale trzeba to robić w sposób umiejętny.

"Umiędzynarodowienie to tłumaczenie programów na angielski"

Proces umiędzynarodowienia szkolnictwa wyższego torpedowany jest również przez implementowanie go w karykaturalnej formie. Władze wielu uczelni starają się skłonić społeczność do większego otwarcia, choć bywa, że takie działanie odbywają się bez głębszego zrozumienia idei umiędzynarodowienia, jak również bez fundamentalnej refleksji na temat tego, co mogłoby potencjalnie zainteresować studentów zagranicznych.

Bardzo popularnym zabiegiem jest dokonywanie mechanicznej językowej kalki kierunków polskojęzycznych i oferowania ich w formie kierunków anglojęzycznych, co niekiedy przyjmuje karykaturalną formę. Globalny rynek edukacyjny jest wymagający i przyciągnięcie studentów na polskie uczelnie nie jest łatwe, zwłaszcza gdy nie pomaga temu niska pozycja uczelni w globalnych rankingach. światowe rankingi nie są być może idealnym narzędziem pomiaru reputacji, często wręcz abstrahują od jakości prowadzonego kształcenia, skupiając się na badaniach naukowych, ale ze względu na swój zasięg i ogromną popularność stały się jednym z podstawowych wskaźników wartości dyplomu. Polskie uczelnie lokowane są na odległych miejscach, co oznacza, że nie reputacją, ale innowacyjnością oferty dydaktycznej mogą budować przewagę konkurencyjną. W tym kontekście umiędzynarodowienie uczelni nie może się ograniczać do prostego przetłumaczenia programów nauczania, gdyż zasadniczo nie na tym ono polega, a na pewno nie może się do tylko tego sprowadzić. Przeciwnie, wymaga spojrzenia na uczelnie z odległej, ale i krytycznej perspektywy, dostrzeżenia jej atutów i słabych stron widzianych z oddali tysięcy kilometrów. Bez tego trudno wydobyć walory uczelni czy kierunku, które wyróżniają je na tle setek czy tysięcy podobnych w Europie. Warto też jest rozpoznać - nawet na bazie analizy wyborów edukacyjnych w innych uczelniach - oczekiwania i preferencje studentów zagranicznych wobec studiów w Polsce (czy szerzej w Europie) oraz eksponować unikatowe walory uczelni, regionu czy nawet kraju.

"Studenci międzynarodowi służą wyłącznie do zarabiania pieniędzy"

Ostatni z mitów, który pojawia się często w kontekście dyskusji na temat umiędzynarodowienia uczelni związany jest powodem, dla którego uczelnia stara się pozyskać studentów zagranicznych. Wspominałem już wcześniej o szerokim kontekście zmian, ale nie ma wątpliwości, że jednym z głównych powodów, dla których europejskie uczelnie zabiegają o studentów zagranicznych są powody ekonomiczne. Wynikają one z procesu de-nacjonalizacji szkolnictwa wyższego, którego częścią jest stopniowe wycofanie się państwa opiekuńczego z finansowania szkolnictwa wyższego. W jego wyniku tworzy się konieczność pozyskiwania środków ze źródeł zewnętrznych, pozwalających rekompensować malejące nakłady publiczne. Dowodzi tego statystyka pokazująca, że kraje najbardziej aktywne w pozyskiwaniu studentów zagranicznych to te, w których proces urynkowienia szkolnictwa wyższego jest najbardziej zaawansowany - Wielka Brytania, Australia oraz USA. Nie ma też wątpliwości, że w kontekście zmian demograficznych, malejącej liczby studentów, a wraz z nimi również pozabudżetowych przychodów, studenci zagraniczni jawią się jako "dojne krowy" (ang. cash cows), które przynoszą ratunek nadszarpniętym budżetom.

Nie jest prawdą, że uczelnie mają przede wszystkim zarabiać na studentach zagranicznych, a ich główna wartość sprowadza się do wysokiego czesnego. Umiędzynarodowienie uczelni to szansa na pozyskiwanie ciekawych studentów, nieprzypadkowych ludzi, którzy spośród wielu opcji wybrali właśnie polską uczelnię. Studenci (lub ich rodziny) przybywający z odległych zakątków świata muszą zainwestować w siebie znacznie więcej niż miejscowi koledzy i koleżanki. Ponoszą ogromne ryzyko adaptacyjne, stoją wobec konieczności budowania (niemal od zera) kapitału społecznego i budowania społecznych więzi w nowej rzeczywistości. Dużo ryzykują, ale też ich oczekiwania są większe, głównie z tych powodów są oni bardziej krytyczni oraz wymagający wobec wykładowców czy też całej uczelni. Trudno jednak abstrahować od wymiaru finansowego, gdy mowa o studentach zagranicznych, niewątpliwie ich obecność niesie ze sobą bardzo wymierne korzyści, jednak nie jest prawdą, że to jedyna korzyść z ich obecności, a śmiem twierdzić, że nawet nie największa.

"Konkluzje, czyli czy lepsze jutro rzeczywiście było wczoraj?"

Umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego budzi ogromne emocje, zwłaszcza w tych krajach, których systemy i same uczelnie miały charakter instytucji narodowych. Zmienia ono znacząco tożsamość instytucji akademickich i wymaga wprowadzenia daleko idących zmian w strukturze, organizacji oraz ma wpływ na bieżące funkcjonowaniu uczelni. Dodatkowo, polskie uczelnie przez dekady starały się chronić autonomię instytucji akademickich przed zakusami władz komunistycznych, co tylko dodatkowo wzmocniło niechęć do zmian, zwłaszcza tych, które płyną spoza szkolnictwa wyższego. Doświadczenia wielu krajów pokazują, że implementacja zmian w środowisku cieszącym się wysokim autorytetem profesjonalnym, konserwatywnym i dość sceptycznie nastawionym do różnych form innowacji jest narażona na szczególnie silny opór. Zwłaszcza tych, które w istotny sposób zmieniają sposób funkcjonowania uczelni.

Umiędzynarodowienie traktowane jest często jako wynik "mody", mimetycznego naśladownictwa zachodnich trendów, desperackiego poszukiwania źródeł dochodu przez niedofinansowane uczelni czy też sztucznego dostosowywania się do rankingowych wskaźników, które traktują umiędzynarodowienie jako ważną miarę zasięgu uczelni. Nie są oni całkowicie pozbawieni racji, ale jednak umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego niesie ze sobą znacznie większą wartość dodaną, stanowi szansę dla pozyskiwania najlepszych studentów z całego świata, oferuje polskim studentom uczestnictwo w wielokulturowym, międzynarodowym środowisku, w którym spontanicznie, a przez to najbardziej efektywnie będą oni rozwijać miękkie umiejętności komunikacyjne. Ponadto, praca z studentami w zróżnicowanych heterogenicznych grupach seminaryjnych, złożonych ze studentów mających odmienne biografie, doświadczenia edukacyjne, a przede wszystkim ukształtowanych w różnych warunkach społeczno-kulturowych cechuje się większą dynamiką i jest znacznie ciekawsza.

Współcześnie młodzi ludzie muszą stawiać czoła pytaniom o wielokulturowość, zakres autonomii jednostki czy siłę narodowych więzi, do których stosunek wynika często z historycznych czy politycznych doświadczeń różnych społeczności. Problem głodu, globalnych nierówności, rasizmu czy konfliktów etnicznych staje się mniej abstrakcyjny, a przez to bardziej realny i ciekawszy, gdy możemy na niego spojrzeć z różnych pespektyw, zmierzyć się z trudnymi i bolesnymi doświadczeniami innych narodów. Wpisuje się to idealnie w kształcenie akademickie, które ze swej natury ma nie tylko wyposażać w teoretyczną wiedzę czy technologiczne umiejętności, ale ma przygotowywać ludzi do życia we współczesnym świecie. Trudno sobie jednak wyobrazić, że uczelnie będę w stanie ściągać najlepszych, albo chociaż dobrych studentów, gdy nie będą "widziane" w przestrzeni transnarodowej, a ich prace badawcze nie będą czytane przez studentów i doktorantów w uczelniach na całym świecie. Nie jest to łatwe ze względu na peryferyjność wielu obszarów polskiej nauki oraz głęboko zakorzenioną tradycje publikowania w lokalnych językach w naukach społecznych i humanistycznych. Bez tego trudno sobie wyobrazić przyciągniecie wielkich talentów, które postanowią rozwijać się na polskich uczelniach, a tym samym w pełni wykorzystać szansę, jaką otwiera przed nimi globalizujący się świat.

Umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego oznacza wiele zmian w funkcjonowaniu uczelni, przed którymi część środowiska akademickiego będzie się bronić, gdyż burzy to silnie zinstytucjonalizowane wzory organizacyjne, do których zostali socjalizowani. Opór wobec umiędzynarodowienia przyjmuje często formę upowszechnienia naukowych mitów, które mają go racjonalizować oraz legitymizować w oczach środowiska akademickiego, ale ma on w głównej mierze charakter emocjonalny, nostalgiczny, choć może być też intencjonalną strategią utrzymania status quo.

Dr hab. Dominik Antonowicz jest pełnomocnikiem rektora UMK ds. organizacji i ewaluacji badań naukowych, kierownikiem Zakładu Socjologii Nauki Instytutu Socjologii UMK.

Powyższy tekst to skrócona, autorska wersja tekstu opublikowanego jako: Lepsze jutro było wczoraj, czyli mity dotyczące umiędzynarodowienia szkolnictwa wyższego, s 15-28. W: Bianka Siwińska i Grzegorz Mazurek (red.) Czas Internacjonalizacji II, 2017. Warszawa: Dom Wydawniczy Elipsa.