Z ROKU NA ROK...
Z prof. dr. hab. Andrzejem Tretynem, rektorem UMK rozmawia Winicjusz Schulz

- Rok 2017 - to był dla UMK rok dobry czy bardzo dobry, bo innej odpowiedzi raczej się nie spodziewam?

- Myślę, że był to rok co najmniej dobry. Nie powiem, że bardzo dobry, bo mieliśmy większe apetyty, gdy chodzi o ocenę parametryczną. Udało się nam natomiast uruchomić Centrum Weterynarii. Mówiło się o nim od lat, ale trudno było zrealizować ten pomysł, bo ciężko jest o pracowników z odpowiednimi kwalifikacjami.

Fot. Andrzej Romański

- Najbliższa weterynaria na uczelni jest w Olsztynie...

- ... i w Poznaniu. Cała Polska północno-zachodnia nie miała dotąd weterynarii.

- A zatem o kandydatów na takie studia można być spokojnym. I będzie to pewnie jeden z największych "przebojów" w kolejnej rekrutacji.

- Kandydatów będziemy mieli. Gdy uruchamiano takie studia w Krakowie wspólnym staraniem Uniwersytetu Rolniczego i Uniwersytetu Jagiellońskiego, to w pierwszym roku mieli 18 kandydatów na jedno miejsce. Nas na początek zadowoli połowa tej liczby.

- A które z wydarzeń ze względu na rangę, prestiż wysuwa się na plan pierwszy? Może posiedzenie Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich - pierwsze w dziejach, którego gospodarzem był UMK?

- Na pewno tak. I nie chodzi tylko o to, że tu w Toruniu zostało zorganizowane takie spotkanie. Liczy się też to, że był to ważny moment w dyskusji nad nową Ustawą 2.0. Mogliśmy po prawie miesiącu od zaprezentowania jej na Narodowym Kongresie Nauki w Krakowie zebrać opinie środowiska, sami przemyśleć proponowane rozwiązania i o tym wszystkim z naszym ministrem porozmawiać.

- W kwestiach finansowych zapewne wydarzeniem numer jeden jest 360 milionów złotych na modernizację i rozbudowę Uniwersyteckiego Szpitala nr 2 im. dr. J. Biziela?

- Oczywiście. To bardzo ważne, że udało się pozyskać te środki dzięki zaangażowaniu pracowników szpitala, dyrekcji, ale i też osobiście posła Tomasza Latosa. To duża dotacja na wieloletni program, już drugi taki - pierwszy dotyczył Uniwersyteckiego Szpitala nr 1 im. dr. A. Jurasza. Razem te programy mają wartość około 700 milionów złotych.

- Rok 2017 przyniósł także wspomniany już Narodowy Kongres Nauki w Krakowie. To na nim minister Jarosław Gowin zaprezentował projekt tzw. Ustawy 2.0, czyli - jak to wielu mówi - Konstytucji dla nauki. Jest Pan entuzjastą proponowanych rozwiązań, czy może tylko umiarkowanym zwolennikiem?

- Jestem zdecydowanym zwolennikiem tych zmian.

- Czyli tak pośrodku sugerowanych przeze mnie opcji?

- Entuzjastą można być, gdy pracuje się w ministerstwie. Zapewne jest jeszcze wiele spraw, które wymagają rozstrzygnięć. Są obawy o ostateczny kształt tej ustawy, jak zostanie przyjęta przez Sejm, Senat, prezydenta.

- Nie ma dokumentów doskonałych i między innymi dlatego ten projekt ponownie trafił pod dyskusję środowiska akademickiego. Jakie aspekty są mocną stroną tego projektu, a nad czym warto głęboko dyskutować, co warto zmienić?

- Mocną stroną z pewnością jest niepodważalna autonomia szkół wyższych. Uczelnia będzie mogła sama stanowić o swojej wewnętrznej strukturze, o rozwiązaniach lokalnych, będzie mogła uwzględnić swoją specyfikę. Ważna jest również zapowiedź, że będzie jeden strumień finansowania poprzez subwencję, a nie dotację. W związku z tym będzie większa swoboda dysponowania środkami. A pieniądze, które pozostaną, będzie można wykorzystywać w kolejnym roku czy kolejnych latach. Istotne są też zmiany w prowadzeniu studiów doktoranckich. Znikną studia doktoranckie rozdrobnione, prowadzone niekiedy dla kilku studentów, wiążące się z dużymi kosztami. Powstaną tak zwane szkoły doktorskie. Oczywiście istnieje pewne zagrożenie dla najsłabszych wydziałów, że jeśli nie uzyskają przynajmniej kategorii B+ (taka ma się pojawić - przyp. red.), to mogą nie mieć prawa do prowadzenia szkół doktorskich. Ustawa daje także dużą swobodę kształtowania struktury uczelni. Znika pojęcie "jednostki podstawowej", którą dotąd był wydział. Taka nazwa w ogóle nie pojawia się w projekcie ustawy. Znikają z ustawy pojęcia "dziekan", "prorektor". To jest już kwestia wewnętrzna uczelni, jak to będzie wymyślone, jak to społeczność akademicka uzgodni.

- A w przypadku UMK chyba jednak obaj myślimy, że tradycja w tych kwestiach będzie odgrywała spore znaczenie.

- Zapewne tak będzie w uczelniach szerokoprofilowych, takich jak nasza. W uczelniach ekonomicznych, technicznych można to będzie zapewne rozwiązać w inny sposób.

- Z punktu widzenia UMK, które kwestie Ustawy 2.0 są szczególnie istotne? Może te związane ze statusem uczelni badawczej? Jeszcze podczas jednej z konferencji odbywających się w Toruniu minister Gowin komplementował UMK, zapewniając, że nasz uniwersytet powinien trafić do takiego elitarnego grona.

- Wręcz powiedział, że trafi do takiego elitarnego grona! Jesteśmy spokojni, że spełniamy ten podstawowy wymóg, że mamy ponad połowę wydziałów z kategorią A. W Polsce 15 uczelni spełnia ten warunek. My jesteśmy na siódmym miejscu. Ale będzie się też liczyło, że mamy bardzo wyrównany poziom w skali całej uczelni. I to będzie się nazywało Krajowa Inicjatywa Doskonałości. Ale premier Gowin na spotkaniu w listopadzie w Zielonej Górze zapowiedział, że będą także Regionalne Inicjatywy Doskonałości, zwłaszcza dla tych ośrodków, które nie mają charakteru metropolitalnego. W naszym regionie mamy pięć uczelni publicznych. Spełniamy warunki, aby nie cała uczelnia, ale na przykład zespoły badawcze mogły startować w konkursie na Regionalne Inicjatywy Doskonałości.

- A zatem cel: uczelnia badawcza jest nadal aktualny? Co jest szczególnie ważne, by go zrealizować?

- Przede wszystkim umiędzynarodowienie. Jesteśmy w tym, trzeba to powiedzieć, słabi. Studentów z zagranicy w Toruniu i w Bydgoszczy mamy niewiele ponad 400. To ciągle niecałe półtora procenta. Docelowo chcielibyśmy, by było to 5 procent. Druga kwestia to umiędzynarodowienie kadry. Chodzi o to, by nasza uczelnia była w świecie rozpoznawalna i by u nas chciały pracować osoby z zewnątrz. Mamy dobry przykład na moim Wydziale (Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska - przyp. red.), gdzie na konkurs zgłosiły się dwie osoby z zagranicy - jedna z Meksyku, a druga z Burkina Faso. Wygrała ta z Meksyku i chce przeprowadzić się do Torunia z rodziną. Będę chciał wprowadzać zachęty dla wydziałów, które nie będą się upierały przy zatrudnianiu swoich absolwentów.

- No, ale nie będzie to oznaczało, że naukowcy z zagranicy będą faworyzowani kosztem Polaków?

- Oczywiście, że nie. Ci z zagranicy muszą być rzeczywiście lepsi! Muszą być najlepsi - bez względu na to, czy z Polski, czy z zagranicy. Te kilkadziesiąt osób, jakie w naszym uniwersytecie mamy z zagranicznymi paszportami, to zdecydowanie za mało.

- Uczelnia badawcza to także publikacje, i to na odpowiednim poziomie. Rok 2017 to pierwszy rok, w którym wręcza Pan stypendia za szczególnie wysoko punktowane publikacje. Sporo już było tych okazji. Ta, nazwijmy to inicjatywa, wypaliła, czy liczył Pan na jeszcze więcej?

- Ona niewątpliwie wypaliła. Dla osoby, która uzyskuje takie stypendium, jest to prestiżowe wyróżnienie. Wręczenie odbywa się "przy otwartej kurtynie". Niektórzy już wielokrotnie tego doświadczali, jak choćby prof. Wojciech Kujawski. Na koniec roku będę wiedział, jaka kwota została na ten cel wydana, ale mogę zapewnić czytelników "Głosu Uczelni", że mamy w funduszu stypendialnym pieniądze, które starczą nam na kolejne lata. Licząc, że także ten rok budżetowo zamkniemy na plusie, i ten fundusz powiększymy znacząco.

- A zatem tylko korzystać!

- Myślę, że nasi pracownicy, widząc, że przy okazji można otrzymać finansową gratyfikację, wysyłają publikacje do czasopism, które są najwyżej punktowane.

- Kończący się rok przyniósł też ogłoszenie przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wyników parametryzacji. 10 wydziałów otrzymało kategorię A, w tym dwa A+. Wypadałoby się cieszyć, bo - jak Pan przyznał - wystarczyłoby na status uczelni badawczej...

- Jak już wspomniałem, cieszę się z tego, że spełnimy ten wymóg, aczkolwiek jestem zaskoczony spadkiem z kategorii A do kategorii B przede wszystkim Wydziału Matematyki i Informatyki, jak też Wydziału Lekarskiego. Niestety, teraz wszystkie wydziały w Collegium Medicum należą do kategorii B. I jeśli wejdą w życie proponowane zasady, to w Collegium Medicum nie będzie można prowadzić szkoły doktorskiej. Zapewne trzeba bardzo poważnie przyglądać się tej sytuacji, przeanalizować, dlaczego takie są wyniki na wydziałach zarówno w Bydgoszczy, jak i w toruńskim kampusie, gdzie problem dotyczy nie tylko wspomnianego już Wydziału Matematyki i Informatyki, ale także Wydziału Nauk Pedagogicznych.

- A + dla Wydziału Nauk Historycznych oraz Wydziału Sztuk Pięknych to była dla Pana niespodzianka?

- Jeśli chodzi o Wydział Nauk Historycznych - wiedziałem, że tam się dobrze dzieje, że są monografie, publikacje. Kiedy dowiedziałem się o szansach na A+, i jaką nasz wydział ma konkurencję, trzymałem kciuki, choć, nie ukrywam, i Kraków, i Warszawa też miały nadzieję na kategorię A+. Nasz wydział jest jedyną jednostką uniwersytecką w dziedzinie nauk historycznych z kategorią A+. Z kolei ocena A+ dla Wydziału Sztuk Pięknych była dla mnie z początku pewnym zaskoczeniem. Myślę, że zadecydowały koncepcje konserwacji i restauracji dzieł sztuki oraz bardzo duża aktywność naszych kolegów artystów. Inaczej jednak niż w przypadku historyków - nasz Wydział Sztuk Pięknych w finalnej rozgrywce od razu jawił się jako faworyt.

- Z drugiej jednak strony siedem wydziałów ma kategorię B. Co zrobić, by znalazły się w elicie z kategorią A?

- To kwestia poszczególnych wydziałów. Dla pedagogów, matematyków to jest zapewne wstrząs. I może nie trzeba w ich przypadku zrobić aż tak wiele, ale należy przeanalizować, dlaczego tak się stało. Im pewnie też łatwiej będzie wrócić do kategorii A. Jeśli chodzi o Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania - to jest bardzo duża konkurencja. Poza uniwersytetami ekonomiczne kierunki prowadzą przede wszystkim uczelnie ekonomiczne, choćby takie jak Szkoła Główna Handlowa, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu. Postęp widać - nasz wydział postrzegany jest w Polsce i za granicą jako ten, który prowadzi badania, doskonale kształci studentów, i niedawne wyróżnienie PKA dla kierunku finanse i rachunkowość jest tego potwierdzeniem. Wydział Biologii i Nauk o Ziemi - tu nie wszystko zagrało. Być może było to spowodowane tym, że wydział się podzielił. Miało to służyć temu, by oba nowe wydziały były bardziej jednorodne.

- A wcześniej mówiono, że to geografowie ciągną BiNoZ w dół...

- Tak mówiono. Okazało się, że ten podział posłużył geografom, ale biologom nie pomógł. Wiem, bo w tym uczestniczę, że na wydziale jest prowadzona gorąca dyskusja, co należałoby zmienić. Jeśli chodzi o publikacje - nie jest źle. Nasz wydział wypadł lepiej niż jednostka referencyjna, czyli mógłby spokojnie znaleźć się w kategorii A, ale o tym, że w niej się nie znalazł zadecydowały dodatkowe kryteria: wydział jest nieliczny, nie ma wielu uprawnień, w ubiegłych latach nie była prowadzona aktywna działalność naukowa, wydział pozyskiwał granty, ale miał słabą współpracę z otoczeniem gospodarczym. To zadecydowało, że znaleźliśmy się w środku grupy B. I trzeba bardzo dużo zrobić, by to zmienić. Z kolei wydziały medyczne słabo wypadły ze względu na liczną rzeszę pracowników, którzy nie mieli żadnego dorobku w ciągu ostatnich czterech lat.

- Choć są na tych wydziałach gwiazdy publikacji, tak wynikało choćby z niedawnego rankingu naszej redakcji...

- Ale są i takie osoby, które nie publikują. To są duże wydziały. Wiem, że publikacje medyczne nie powstają w wyniku pojedynczego eksperymentu. To są prace kliniczne prowadzone przez długi czas, żeby były wiarygodne. I to nie w laboratoriach, lecz w klinikach.

- A zatem jest szansa na zmianę?

- Mam nadzieję, że jest szansa na poprawę. Z jednej strony Collegium Medicum dostarcza nam bardzo dużo publikacji, ale trzeba będzie więcej uwagi poświęcić monitorowaniu sytuacji. Mamy pierwszy rok następnej ewaluacji, trzy lata jeszcze przed nami. Być może będziemy mieli narzędzia, które pozwolą nam przez te lata analizować sytuację. I dadzą nam to, że nie będziemy z niepokojem oczekiwać wyników następnej ewaluacji - będziemy w stanie je przewidzieć.

- Mówiliśmy o największych wydarzeniach w polskiej nauce i na UMK w 2017 roku. Może wybiegnijmy nieco w przyszłość. Wiem, że nie wszystko da się przewidzieć, i to w rocznej perspektywie, ale czego, jakich ważnych wydarzeń spodziewa się Pan po 2018 roku?

- W roku 2018 na pewno zapadną ważne decyzje dotyczące rozwoju naszego uniwersytetu. Przez ostatnie lata najpierw walczyliśmy o poprawę wyniku finansowego, później o jego ustabilizowanie. Ostatnia ocena według nowego algorytmu okazała się dla nas bardzo korzystna, więc liczymy, że nasze finansowanie będzie większe niż w latach ubiegłych - w związku z tym możemy już myśleć poważnie o rozwoju naszej uczelni. Minął termin składania dokumentów w kontrakcie terytorialnym, w ramach którego, wkładając 10 milionów, możemy pozyskać 60 milionów złotych, z których ponad 30 pójdzie na budowę Toruńskiego Centrum Konserwacji Zabytków, zapowiadanego już chyba od ponad 10 lat. Teraz z jednej strony spełnią się marzenia pracowników Wydziału Sztuk Pięknych i będzie to taki bonus za kategorię A+, a z drugiej strony dla Uniwersytetu będzie to wizytówka. W przyszłym roku rozpoczynamy rozbudowę centrum sportowego na terenie 3 hektarów. Powstanie m.in. obiekt z przeznaczeniem na odnowę biologiczną. Z tej infrastruktury będzie korzystał nasz nowy kierunek sport i wellness. 1 października 2018 roku rusza weterynaria. To bardzo duża inwestycja, gdy chodzi o zasoby ludzkie, jak i infrastrukturę. Mamy wsparcie prezydenta Torunia Michała Zaleskiego, który obiecał nam działkę przy Szosie Bydgoskiej. Liczymy na wsparcie marszałka Piotra Całbeckiego. Mamy też obietnice z ministerstwa. Liczymy zatem, że w przyszłym roku będziemy mogli przygotować pełną dokumentację dwóch klinik - kliniki dla zwierząt towarzyszących człowiekowi, czyli tak zwanych małych zwierząt, oraz kliniki dla zwierząt dużych. Musimy też pomyśleć o stałej lokalizacji dla rozwijającej się psychologii - w najbliższych miesiącach powstanie plan funkcjonalno-użytkowy. W przyszłym roku zostanie zakończona modernizacja i termomodernizacja budynków Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska. Już trwa termomodernizacja budynków Wydziału Chemii. To spowoduje, że te dwa obiekty sprzed około 50 lat zyskają nie tylko na wyglądzie, ale poprawi się też ich komfort. Chcemy też pomyśleć o rozbudowie Collegium Humanisticum. Kolejny "grzebień" przeznaczony byłby dla Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych. Plany są ambitne. Poza tym są to nie tylko plany, ale także decyzje już powzięte, inwestycje sfinansowane, na przykład projekty. Pod koniec tej kadencji uniwersytet będzie odnowiony. Znacząco poprawi się sytuacja zaplecza sportowego. Poprawi się też wizerunek uniwersytetu jako uczelni szerokoprofilowej. Z pewnością więcej młodych ludzi będzie spoglądać na Toruń jako miejsce, w którym znajduje się uniwersytet rozpoznawalny w kraju, rozpoznawalny w świecie. Według rankingów międzynarodowych znajdujemy się w 3-4 procentach najlepszych uczelni na świecie.

- A jaki ten kończący się rok był dla Pana prywatnie? Został Pan między innymi zaliczony do grona 12 najbardziej wpływowych torunian.

- No tak i to na jednym z czołowych miejsc. To był bardzo dobry rok dla mojej rodziny i dla mnie. Na pewno musiałem więcej czasu poświęcić moim zawodowym obowiązkom. Z jednej strony wynika to z nakładu pracy koniecznego, gdy prowadzi się tak dużą firmę, jaką jest uniwersytet, ale z drugiej strony z tego, że jestem wiceprzewodniczącym Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Ale staramy się z rodziną intensywnie spędzać czas, jaki mamy dla siebie. W czasie wakacji jest to wyjazd nad morze i udział w Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty. Staramy się też być w Azji - to "stara miłość" i nie tylko zresztą moja.

- Dziękuję za rozmowę.