Sebastian Dudzik
MOC WIZERUNKU
Hendrik Goltzius, Adoracja pasterzy

Zbliżają się kolejne święta. Już od tygodni w naszą codzienność "pompowany" jest odświętny nastrój. Choinki, mikołaje, anioły i wszelkie inne atrybuty świątecznego czasu "atakują nas" zewsząd, w sklepach, na ulicy, w telewizyjnych reklamach. Wydaje się, że nie ma tu już miejsca na zwykłe przeżywanie świąt i tajemnicy narodzin Zbawiciela, że wszystko zostało spłaszczone i strywializowane.

Gdy jednak nadchodzi świąteczny dzień wraca odwieczna magia... Trudną ją opisać, czy w jakiś inny sposób wyrazić. Nieustannie jednak próbujemy - w poetyckich utworach, melodiach, pieśniach i obrazach. Czasami niektórym twórcom udaje "dotknąć" owej tajemnicy. Wówczas stajemy zaskoczeni i zachwyceni. Wydaje nam się, że siła słowa, dźwięku czy obrazu spływa niepostrzeżenie na nas samych. Osobiście od lat poszukuję takich "magicznych" utworów, szczególnie w sferze wizualnej. Staram się zrozumieć, na czym polega ich siła i wyjątkowość. Uzbierałem już całkiem sporo takich typów. Lubię do nich wracać i przypominać sobie fascynację pierwszego kontaktu z takim obrazem. Co ciekawe, większość z nich nie ma wcale monumentalnego charakteru, zazwyczaj nie są ani skomplikowane ani zbyt wirtuozerskie. Często są to małe proste kompozycje. Kilka z nich chciałbym tutaj przybliżyć.

Abraham Bloemaert, Święta Rodzina, ok. 1600, wym. 9 × 7,6 cm

W ikonografii świąt Bożego Narodzenia wiele jest popularnych motywów. Do najbardziej znanych i najczęściej wykorzystywanych należą adoracja Dzieciątka przez pasterzy, pokłon trzech króli czy Święta Rodzina w stajence. Najbardziej rozpowszechnionym i zarazem archaicznym jest wizerunek Marii z Dzieciątkiem. Jego popularność sprawiła, że oderwał się on od bezpośredniego kontekstu narodzin Chrystusa i pełni dziś rolę ikonicznego znaku. Wydawałoby się, że niewiele w tym temacie można "opowiedzieć", jednak to tu i w zwykłym przedstawieniu Świętej Rodziny najczęściej znajduję zaskakujące rozwiązania i odkrywam zaskakujące pokłady utrwalonych emocji.

W tym ikonograficznym obszarze jednym z najbardziej fascynujących okresów jest schyłek szesnastego i początek siedemnastego stulecia. Działający w tym czasie twórcy nie tylko dawali wyraz swemu artystycznemu kunsztowi, ale także wyraźnie poszukiwali nowego, głębszego przeżywania narodzin Zbawiciela, próby zrozumienia istoty boskiej inkarnacji. Stąd może w ikonografii Marii z Dzieciątkiem, czy Świętej Rodziny przeplatają się zarówno aspekty boskiej, jak i ludzkiej natury Stwórcy, a poszczególne narracje zyskują tak indywidualny wymiar. Ważnym elementem staje się realna więź matki i syna. Dowodów na takie artystyczne poszukiwania znaleźć możemy wiele po obu stronach Alp; zarówno w malarstwie, rzeźbie, rysunku, jak i grafice. Nie ukrywam, że ta ostatnia z dziedzin jest najbliższa memu sercu, skupię się więc na tego typu realizacjach.

Annibale Carracci, Madonna z Aniołem, 1590-95, wym. 9 × 9,1 cm

Doskonałym wprowadzeniem w problematykę relacji między Marią i Dzieciątkiem i symbolicznego wymiaru narodzin Chrystusa jest Adoracja pasterzy autorstwa Hendricka Goltziusa. Ten powstały w latach 1598-1600 miedzioryt znany jest z kilku wersji mogących uchodzić za typowe odbitki próbne z nieskończonej jeszcze matrycy, gdyby nie widniejące na nich sygnatury mistrza. Podpisanie prac każe nam widzieć je w nieco innym świetle. Pustka, w którą z czułością wpatrują się rodzice i pasterze w jednej z wersji uświadamia nam pozazmysłową naturę boskości narodzonego Chrystusa. Przywodzi na myśl platońskie stwierdzeniem o świetle, które jest jedynie cieniem Boga. Oczywiście, nie można przesadzać z nadbudowywaniem znaczeń dla pracy, która jest w jakimś sensie wypadkową graficznego procesu. Pamiętać należy jednak, że na tym etapie autor świadomie zostawił nam wolną przestrzeń do interpretacji. W wyrafinowany sposób pozwolił też na połączenie dwóch narracji, intymnej skrojonej na ludzki wymiar, i uniwersalnej, odnoszącej się do boskości Dzieciątka.

Rembrandt van Rijn, Matka Boska z Dzieciątkiem w obłokach, 1641, wym. 16,9 × 10,6 cm

Zupełnie inny wymiar ma praca także autorstwa Goltziusa, w której przełożył on na graficzny język malarską kompozycję Bartolomeusa Sprangera. Tutaj artysta eksploruje z całą mocą zagadnienie ludzkiej natury Chrystusa. Dzieciątko jest tylko i aż zwykłym niemowlęciem zafascynowanym matczyną twarzą. W kręgu Goltziusa powstało też kilka innych doskonałych przedstawień Marii z Dzieciątkiem i Świętej Rodziny. Do najbardziej sugestywnych i zarazem intymnych w swym przesłaniu należą wykonane w technice chiaroscuro drzeworyty autorstwa Abraham Bloemaerta. Te niewielkich rozmiarów grafiki zachwycają swą malarskością i swobodą przedstawienia budowaną w dużej mierze poprzez mistrzowskie spolaryzowanie światła i cienia. Warto wspomnieć, że opracowana przez Ugo da Carpi technika druku tonowego z kilku klocków zmuszała twórców do dokonania diametralnej zmiany w strategii budowania obrazu. Wartość liniowa ustępuje tutaj plamie a wyraźne granice przedstawianych obiektów ustępują na rzecz swej integralności z otaczającą je przestrzenią i inną materią. W kompozycjach Bloemaerta zaznaczone, jakby od niechcenia, anatomiczne detale, owale twarzy czy zarysy drapowania szat niejako ujawniają istotę przedstawienia, pozwalają nam domyślać się detalu. Układają się zarazem w piękną opowieść o rodzicielskiej miłości, ludzkim aspekcie początków życia Chrystusa - bezbronnego dzieciątka otoczonego miłością i czułością matki oraz ziemskiego ojca. Jego boskość na chwilę schodzi na plan dalszy, by pozwolić odpowiednio wybrzmieć znaczeniu i konsekwencjom inkarnacji.

Podobną dozę intymności prezentuje szereg miedziorytów i akwafort włoskich mistrzów działających w tych samych czasach, drobne różnice decydują jednak o ich wyraźnej odmienności. O ile wiele matczynej czułości odnaleźć można w gestach i wyrazie twarzy Marii z powtarzanej wielokrotnie kompozycji Madonna w chmurach Federica Barocciego (lata osiemdziesiąte XVI w.), to zależność między nią a Dzieciątkiem ukazana jest zupełnie odmiennie niż u Bloemaerta. Błogosławiący gest Dzieciątka i jego zwrócenie wprost w stronę widza ujawnia jego boską a zarazem królewską naturę. Maria sprowadzona została tu niemalże do rangi tronu dla władcy świata. Jego ludzka natura powraca w pracach Ludovica Carracciego; w Madonnie z aniołami z przełomu XVI i XVII w. powraca intymna więź łącząca matkę z dzieckiem. Ich spojrzenia krzyżują się, a gesty i mowa ciała wskazują na doskonały zmysł obserwacji autora. Nietypowym rozwiązaniem jest też samo ujęcie ukazujące Dzieciątko widziane w dużym skrócie od głowy. Zabieg ten sprawia, że widzowi pozostaje rola biernego obserwatora tej intymnej sceny. Zupełnie inny wyraz ma datowana na lata 90 XVI wieku kompozycja Madonna z Aniołem autorstwa Annibale Carracci. Na kolanach Marii śpi spokojnie Dzieciątko. Nie jest to jednak obraz sielankowy. Niepokój budzi przede wszystkim utkwione w nas smutne i zarazem przenikliwe spojrzenie Marii, które w połączeniu z prezentacyjnym gestem dłoni podpierającej główkę, przywodzi nieodparcie na myśl motyw Piety.

Tę krótką opowieść o magii matczynej miłości chciałbym zamknąć kilkoma słowami o wyjątkowym dziele. Jedną z najpiękniejszych i zarazem najbardziej przejmujących grafik prezentujących Marię z Dzieciątkiem, jest niewielka akwaforta Rembrandta z 1641 roku. W rolę Chrystusowej matki wcieliła się żona artysty, zaś dzieciątkiem stał się jego syn. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że artysta postanowił w taki sposób utrwalić ostatnie chwile życia kobiety po ciężkim porodzie i połogu. Powstał w ten sposób przejmujący obraz matki niejako antycypującej cierpienia i śmierć swego syna.

Fascynujących przykładów ukazania Marii z nowonarodzonym Dzieciątkiem można znaleźć o wiele więcej. Te przywołane powyżej, to tylko bardzo subiektywny wybór. Mam nadzieję, że w jakimś choćby najdrobniejszym stopniu zachęci on do bardziej wnikliwego przyjrzenia się powszechnie znanym wizualnym tematom.