Winicjusz Schulz
KONSTYTUCJA DLA NAUKI

W dniach 19-20 września w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie odbył się Narodowy Kongres Nauki, w którym wzięło udział prawie trzy tysiące przedstawicieli środowiska akademickiego, gospodarki, biznesu oraz organizacji pozarządowych. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami podczas spotkania wicepremier, a zarazem minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin zaprezentował tzw. Konstytucję dla Nauki, czyli projekt reformy systemu szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce.

Prace nad tym projektem trwały ponad rok. Przypomnijmy: najpierw w drodze konkursu, do którego aplikowało 15 zespołów, wyłonione zostały 3 zespoły, które niezależnie od siebie opracowywały założenia reform polskiej nauki i szkolnictwa wyższego (w tzw. zespole poznańskim byli także przedstawiciele UMK) - czyli do tzw. "Ustawy 2.0". Potem nastąpił cykl dziewięciu tematycznych przedkongresowych konferencji dotyczących różnorodnych aspektów reformy (konferencja poświęcona przyszłości humanistyki przygotowana została z UMK i odbyła się w Toruniu w grudniu minionego roku). Wspomniane trzy zespoły eksperckie przedstawiły w marcu 2017 roku własne propozycje zmian systemu. I na tej bazie resort opracował Konstytucję dla Nauki.

Całościowe koncepcje przedstawione w podczas krakowskiego kongresu to propozycja, która wciąż otwarta jest na uwagi zainteresowanych, a zwłaszcza środowiska akademickiego. Jak podkreśla ministerstwo "nowe regulacje mają uwolnić potencjał i możliwości polskiej nauki, a także znacząco podnieść jakość kształcenia studentów i doktorantów". Nie oznacza to jednak, że wprowadzenie reform znacząco odłożone zostanie w czasie, bowiem według przedstawionego szczegółowego harmonogramu poszczególne rozwiązania (już po ich kodyfikacji) mają być wdrażane od 1 października 2018 roku. Finał reformy wyznaczono na 2026 rok.

- To reforma, którą po pierwsze: postulowało - po drugie: zaproponowało w swoich głównych założeniach - i po trzecie: uczciwie i rzetelnie przedyskutowało samo środowisko akademickie - powiedział wiceprezes rady ministrów, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, prezentując w Krakowie założenia Konstytucji dla Nauki. - Wielka reforma to zbyt poważna sprawa, żeby zostawić ją wyłącznie politykom - podkreślił z przekorą Jarosław Gowin, parafrazując słowa gen. Charles’a de Gaulle’a.

- Za nami wiele wspólnego namysłu i pracy nad filarami reformy - natomiast przed nami jeszcze doszlifowanie konkretnych przepisów, mechanizmów i rozwiązań - dodał minister Jarosław Gowin i zapowiedział dalsze konsultacje społeczne, uzgodnienia międzyresortowe oraz wysłuchanie publiczne projektu na etapie parlamentarnym. Jedną z okazji do takich debat było październikowe spotkanie rektorów w Toruniu.

Co zawiera tzw. Konstytucja dla Nauki? Jak określa to sam resort jest to zbiór rozwiązań systemowych "uwzględniających m.in. nowy model skutecznego zarządzania uczelniami, zmianę kształcenia doktorantów, nowe ścieżki kariery akademickiej, łączenie potencjału dyscyplin naukowych, a także zwiększenie finansowania nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. Reforma porządkuje i ujednolica prawo o systemie szkolnictwa wyższego i nauki".

Warto zauważyć, że aktualnie obowiązująca ustawa była nowelizowana już kilkadziesiąt razy i, mimo tych legislacyjnych zabiegów, wciąż szereg rozwiązań jest w ustawodawstwie dotyczącym szkolnictwa wyższego niespójnych. Nadrzędna idea Konstytucji dla Nauki - jak zapewnia resort - to ograniczenie regulacji o charakterze ustawowym tylko do najważniejszych kwestii systemowych, a co za tym idzie - to większa autonomia dla uczelni przy tworzeniu wewnętrznych regulacji. Ten aspekt akcentował potem także minister Gowin w liście skierowanym do społeczności UMK z okazji inauguracji roku akademickiego 2017/2018.

W praktyce "Konstytucja dla Nauki" ma nadać większe znaczenie statutowi uczelni (ten z kolei per analogia można by nazwać "Konstytucją dla Uczelni"). Jak duża będzie swoboda w jego kształtowaniu - tak by ujmował specyfikę danej szkoły i oczekiwania społeczności akademickiej - czas pokaże. Opracowanie i przyjęcie nowego statutu będzie z pewnością jednym z pierwszych i najważniejszych zadań, jakie staną przed uczelniami w związku z Ustawą 2.0.

Absolutna nowością na gruncie polskim ma być organ nazywany radą uczelni - w ponad połowie złożony z przedstawicieli otoczenia społeczno-gospodarczego. Nie należy mylić go z senatem. Nadal jednak, w zgodzie z tradycją akademicką, to wspólnota akademicka danej szkoły będzie dokonywała wyboru władz uczelni. Wspomina się też przy okazji o zwiększeniu pozycji i roli rektora.

Inna nowość to propozycja, by uczelnia była oceniana jako całość (a nie odrębnie poszczególne wydziały). Ma to być dodatkowym argumentem na rzecz współpracy pomiędzy jednostkami uczelni oraz przedstawicielami różnych dyscyplin naukowych.

Spora rewolucja dotyczyć ma kształcenia doktorantów. Nowością będą szkoły doktorskie (przy zachowaniu także trybu eksternistycznego robienia doktoratu). Jak zapewnia resort: "szkoła doktorska będzie mogła być utworzona docelowo dla co najmniej dwóch dyscyplin naukowych (według nowej klasyfikacji dziedzin i dyscyplin), w których uczelnia posiada co najmniej kategorię B+ uzyskaną w ramach ewaluacji jakości działalności naukowej. Dodatkowo każdy doktorant będzie miał zapewnione stypendium doktorskie, a także zostaną wdrożone projakościowe rozwiązania takie jak m.in. ocena śródokresowa ewaluacja szkół doktorskich czy jawność prac doktorskich".

Jak już stwierdziliśmy, mimo wielokrotnego nowelizowania zapisów dotychczasowej ustawy wciąż szereg rozwiązań jest niespójnych. Widać to dobitnie choćby w sferze finansowania szkół wyższych. Obecnie uczelnia publiczna może otrzymywać finansowanie z aż kilkudziesięciu źródeł. To z kolei oznacza zazwyczaj bardzo różnorodne zasady gospodarowania takimi pieniędzmi i rozliczania tych środków. To uczelnianych decydentów (nie tylko rektorów i dziekanów) musi przyprawiać o przysłowiowy "ból głowy" i - jak to określa resort - zmusza do "znakowania każdej złotówki". I gdzie tu mowa o elastycznej polityce finansowej? Teraz ma nastąpić znaczna integracja strumieni finansowania, by środki pozyskiwane przez uczelnię można było bardziej elastycznie wydatkować.

Takie zapowiedzi rodziły obawy, że może i gorset przepisów będzie rozluźniony, ale samych środków będzie mniej. Ministerstwo zapewnia, że "zmiany nie oznaczają uszczuplenia środków budżetowych".

- Od początku powtarzałem, że reforma musi iść w parze ze zwiększeniem nakładów na naukę i że dołożę wszelkich starań, aby tak się stało - zapewniał Jarosław Gowin podczas Narodowego Kongresu Nauki, wskazując na uruchomione dodatkowe finanse na rzecz nauki i szkolnictwa wyższego. W 2017 roku ministerstwo wraz z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju przeznaczyło miliard złotych na konkurs "Zintegrowane Programy Uczelni". Pojawiły się też zapowiedzi, że w przyszłorocznym budżecie na naukę będzie o miliard złotych więcej niż w tym roku.

- W najbliższych dniach wraz z premierem Morawieckim przekażemy informację, jak zamierzamy wykorzystać dobry stan tegorocznego budżetu do zwiększenia nakładów na naukę jeszcze w roku 2017 - stwierdził Jarosław Gowin.

Przewidziano także szereg rozwiązań, które sprawią, że systemu szkolnictwa wyższego lepiej będzie odpowiadał na wyzwania społeczne i gospodarcze. O tym, że jest to spora bolączka pisaliśmy w "Głosie" niejednokrotnie. Głośno było swego czasu (nie tylko w mediach) o wynikach badań Bilansu Kapitału Ludzkiego (prowadzonych w latach 2009-2014). Okazało się bowiem, że chociaż wówczas bezrobocie było bardzo wysokie, zwłaszcza wśród młodych osób, ponad trzy czwarte pracodawców poszukujących pracowników twierdziło, że brak na rynku pracy osób o odpowiednich kompetencjach. Konkluzja z tego wynikała taka, że choć wiele osób studiuje i może to studiowanie jest ciekawe, to jednak osoby te nie wytrzymują bolesnego zderzenia z oczekiwaniami rynku pracy. I dlatego teraz wspomina się o wzmacnianiu roli studiów o profilu praktycznym oraz ułatwieniach w prowadzeniu studiów interdyscyplinarnych.

Dla studentów przede wszystkim (ale i uczelni też) ważne jest to, że Konstytucja dla Nauki utrzymuje dotychczasowe prawa i przywileje studentów, na przykład zasadę bezpłatności studiów stacjonarnych w uczelniach publicznych, system stypendialny oraz zniżki (np. 50% ulgi za przejazdy publicznymi środkami komunikacji miejskiej). Pewne zasady ochrony praw studenta zostaną wręcz wzmocnione, choćby w postaci systemu sankcji dla uczelni za łamanie praw takich jak dokonanie zmiany w opłatach, czy zbyt późne wydanie dyplomu swojemu absolwentowi.

Już od lat w środowisku toczyły się debaty - zwykle merytoryczne, ale i niekiedy też bardzo emocjonalne dotyczące modelu kariery akademickiej, w tym pozostawienia lub zniesienia obowiązku habilitacji. W tym ostatnim kontekście najczęściej padały argumenty, że habilitacja to hamulec w karierze (w wielu krajach nie jest wymagana), opóźnia wiek osiągnięcia samodzielności naukowej. Inny typ argumentów dotyczył osób, które są świetnymi i bardzo potrzebnymi nauczycielami akademickimi, ale których kariera kończyła się na uzyskaniu statusu starszego wykładowcy. W Konstytucji dla Nauki zawarto propozycję równoległej ścieżki kariery dla wybitnych dydaktyków. Dotychczas było tak: na stanowisku profesora uczelnianego można było zatrudnić osobę posiadającą co najmniej stopień naukowy doktora habilitowanego. Teraz awans zawodowy do szczebla stanowiska profesora uczelnianego nie będzie wymagał habilitacji.

Resort ujmuje to w postaci bardzo oryginalnej konkluzji: że znosi obowiązek habilitacji, jednak sam stopień utrzymuje.

- Habilitacja będzie, tak jak dotychczas, przepustką do promowania doktorów i recenzowania rozpraw doktorskich. Uprawnienia do nadawania habilitacji zachowają uczelnie i instytuty naukowe, które w danej dyscyplinie naukowej uzyskają kategorię A lub A+ - wyjaśnił podczas kongresu wicepremier i minister Jarosław Gowin. Reforma ma także ułatwić uzyskiwanie habilitacji dla najwybitniejszych badaczy, którzy uzyskają prestiżowe granty naukowe.

Bardzo ważnymi kwestiami, które niewątpliwie zaważą na przyszłości szkół wyższych, ich statusie oraz naukowym rozwoju będzie określenie uprawnień do nadawania tytułów i stopni naukowych (propozycje prezentujemy w oddzielnej ramce) oraz przynależności do jednego z dwóch typów uczelni: akademickich lub zawodowych. Minister Gowin przedstawił także wymogi pierwszej edycji tzw. inicjatywy doskonałości - uczelni badawczej (patrz ramka).

Teraz przed środowiskiem akademickim ciąg dalszy debaty nad Ustawą 2.0. Jedną z ważnych po temu okazji było spotkanie KRASP w Toruniu. Piszemy o tym spotkaniu oddzielnie w tym numerze "Głosu". Oczywiście mieć trzeba na uwadze, że o ostatecznym kształcie ustawy i tak zadecydują politycy. Wypada jedynie liczyć na to, że głos środowiska akademickiego będzie brany przez nich pod uwagę.

W artykule autor wykorzystał także materiały udostępnione przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.