FENOMEN RANKINGÓW
Z prof. Ellen Hazelkorn, światowej sławy ekspertem w dziedzinie rankingów oraz szkolnictwa wyższego, dyrektorem Higher Education Policy Research Unit (HEPRU), Dublin Institute of Technology (Irlandia) rozmawia dr hab. Dominik Antonowicz
Fot. Archiwum Ellen Hazelkorn

- Zacznę od dość prowokującego pytania, czy wyobraża sobie Pani współczesne szkolnictwo wyższe bez rankingów? Jakby ono globalnie wyglądało?

- Światowe rankingi uczelni to bez wątpienia symbol globalnego szkolnictwa wyższego. Inaczej mówiąc, szkolnictwo wyższe stało się trwałym transnarodowym fenomenem. Studenci i pracownicy naukowi coraz częściej wybierają uczelnie poza własnymi krajami, ale również absolwenci są mobilni i szukają swojego miejsca na globalnym rynku pracy. Tworzona na uczelniach wiedza ma charakter globalny, powstaje i jest rozprzestrzeniania ponad granicami państw narodowych. Wreszcie, efekty wdrażania nowej wiedzy przeistacza się w produkty i usługi, których zasięg charakter wykracza poza tradycyjne narodowe granice.

- Czyli jednak trudno wyobrazić sobie szkolnictwo wyższe bez rankingów?

- Są jego stałym elementem, a jednocześnie prostym narzędziem porównywania jakości i produktywności uczelni. Zdążyły już zdobyć sobie legitymizację, ponieważ stosowana przez nie metodologia wydaje się być rzetelna i statystycznie dość zaawansowana. Obecnie rankingi stały się jedynym narzędziem i sposobem porównania uczelni. Ich siła i potrzeba wynika również z tego, że szkolnictwo wyższe stało się kołem zamachowym gospodarki opartej na wiedzy, a jakość badań prowadzonych w poszczególnych krajach stała się wskaźnikiem ich przewagi konkurencyjnej w świecie.

- Na czym polega zatem ich fenomen?

- Rankingi zdobyły sobie popularność z powodu swojej nieskomplikowanej formy. Kontrowersje budzi jednak stosowany przez nie dobór wskaźników, bowiem zdaje się niewystarczający, skłaniający się ku faworyzowania reputacji oraz prestiżu kosztem jakości badań i kształcenia.

- Czy tylko prostota decyduje o dużej popularności rankingów poza światem szkolnictwa wyższego?

- Rankingi mają za cel pomiar i porównanie funkcjonowania uczelni, co jednak samo pod względem gromadzenia i interpretacji danych jest dość skomplikowane. Naturalnie, rządy, państwowe agencje oraz inne organizacje starają się stworzyć różne alternatywy narzędzia, które w sposób transparentny mają pozwolić rzetelniej ocenić uczelnie, włączając w to formy benchmarkingu, pomiar efektów kształcenia, umiejętności absolwentów, a przede wszystkim korzyści płynące z kształcenia na poziomie wyższym. To ich rozwój będzie przyciągał uwagę w najbliższych latach.

- Pani ostatnia książka dotyczy geopolityki rankingowej. Jak bardzo rankingi zmieniły szkolnictwo wyższe?

- Rankingi opierają się na wskaźnikach mierzących konsekwencje zjawisk, które w gruncie rzeczy miały miejsce w przeszłości. W ten sposób pokazują kierunek zmian globalnych, takich jak zmiana porządku światowego w szkolnictwie wyższym, która następuje od jakiegoś czasu. Mimo że często zwraca się uwagę na to, w jaki sposób rankingi wyłącznie kształtują zachowania organizacji, wpływają na polityczne decyzje, w rzeczywistości one przede wszystkim mierzą dynamikę zachodzących zmian.

- Wpływ rankingów wykracza jednak poza sferę szkolnictwa wyższego?

- Zdecydowanie. Gdy państwa konkurują ze sobą w oparciu o wiedzę oraz innowacje uczelni przyczyniają się do redefiniowania relacji między nimi, rankingi odgrywają w tym sporą rolę. Przede wszystkim koncepcja samego szkolnictwa wyższego znacząco się zmieniła i przestała być ukierunkowaną do wewnątrz instytucją społeczną, ewoluując w kierunku koła zamachowego gospodarki opartej na wiedzy.

- Ale nie wszędzie szkolnictwo wyższe zmienia się równie szybko?

- Najbardziej zaawansowane badania naukowe prowadzone są ciągle głównie w USA i Europie, ale wiele krajów rozwiniętych ma problem z tym, żeby utrzymać swoją pozycję. Dotyczy to zwłaszcza krajów, których rozwój uzależniony jest od importu wykształconych w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych talentów. Nowa polityka migracyjna zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i Stanach Zjednoczonych zapewne jeszcze dodatkowo pozycje tych krajów osłabi.

- Czyli możemy spodziewać się rosnącego znaczenia azjatyckich uczelni?

- Dynamika zmian w szkolnictwie wyższym w Azji jest ogromna, dzięki czemu rozwojowy ośrodek ciężkości przenosi się do tego regionu. Właśnie dynamika tych zmian pozwala zrozumieć wzrost fascynacji rankingami - ich sukces jest związany z mapowaniem inwestycji oraz ewaluacją ich efektów, szczególnie w obszarze STEM przy okazji ujawniają znaczące dysproporcje w potencjale badawczym między poszczególnymi krajami czy regionami.

- Mimo środowiskowej krytyki rankingów, te ostatnie już zmieniły szkolnictwo wyższe i sposob zarządzania uczelniami. Jak Pani ocenia kierunek tych zmian?

- Sukces rankingów jest trochę… przypadkowy, bowiem zostały stworzone jako narzędzie służące do identyfikacji głównych cech uczelni i miały pomóc chińskim uczelniom w realizacji ich polityki. Stały się niezamierzonym orędownikiem globalnych zmian. Uruchomiło to lawinę.

- Rzeczywiście pojawienie się rankingów to osobliwa historia, ale ich obecność w przestrzeni publicznej nie jest zjawiskiem zupełnie nowym?

- Tak, to prawda. W historii rozwoju rankingów można wyróżnić cztery główne okresy, które na siebie trochę nachodzą, ale każdy z nich odzwierciedla społeczny i polityczny klimat swoich czasów. Pierwszy okres, który Usher określa jako "pre-historię" (1900-1950), kładł nacisk na poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jakie szkoły wybierają tzw. geniusze. Uznano, że to ważny wskaźnik rangowania instytucji edukacyjnych. Druga faza (1959-2000) naznaczona jest pojawieniem się komercyjnych rankingów jako reakcją na rosnącą ekspansję szkolnictwa wyższego, wzmożoną mobilność studentów oraz "gloryfikację rynku". Symbolicznym zwieńczeniem tego okresu jest pojawieniem się UE News and World Report College Rankings w 1983 roku. Trzecia faza rozwoju rankingów (po 2003 roku) to pojawienie się pierwszych globalnych rankingów jako efektu intensywnej globalizacji oraz ponadnarodowej konkurencji, a także wzmocnienie międzynarodowego rynku pracy dla pracowników akademickich oraz profesjonalistów najwyżej klasy. Wreszcie ostatni okres (od 2008 roku) stoi pod znakiem ekspansji ponadnarodowych rankingów oraz wielu około-rankingowych inicjatyw, stał się głównym sposobem monitorowania i regulowania transnarodowej edukacji, mobilności akademickiej, a także rynku pracy dla specjalistów wysokiej klasy.

- Dopiero w ostatnim okres rankingi zaczęły mieć realny wpływ na politykę publiczną.

- Początkowo najsilniej na rankingi zareagowały kraje europejskie, ale teraz ich wpływ widoczny jest niemal wszędzie. Reakcje rządów przyjmują różną formę. Kraje rozwijające się, które mają słabe agencje zajmujące się ewaluacją uczelni albo jej nie prowadzą, często stosują rankingi jako wskaźnik jakości prowadzonego kształcenia, ale również ich obecności uczelni w globalnej nauce.

- Siła rankingów może być tak ogromna?

- Rankingi są nie tylko narzędziami, ale obecność w nich staje się celem samym w sobie. Na przykład Nigeria stworzyła taki system ewaluacji uczelni, aby do 2020 roku mieć co najmniej dwie instytucje w Top 200 uczelni na świecie. Inicjatywa ta nazywa się "2/200/2020 Vision". W Wietnamie, w ramach większego programu reform rząd stara się wprowadzić do 2020 roku co najmniej dwa uniwersytety do rankingowej czołówki. Kategoria world class university stała się koniecznością dla krajów określanych mianem BRIC (Brasil, Russia, India, China, przyp. DA). Rząd indyjski współpracuje blisko z agencjami rankingowymi w swoich planach stworzenia 20 world class universities (10 publicznych i 10 prywatnych) i odpowiednim modelowaniu budżetu na lata 2016/2017. Podobnie Rosja stworzyła program 5-100 po to, "by wesprzeć finansowo pewną grupę instytucji, aby stały się world class universities. Jakkolwiek, jedną z moich najbardziej zadziwiających konwersacji prowadziłam z jednym z syryjskich rektorów, który zastanawiał się, dlaczego jego uczelnia jest niżej lokowana aniżeli sąsiednie i pytał, co ma z tym zrobić.

- Nie sądzę jednak, żeby tylko kraje rozwijające się pozostawały pod tak wielkim wpływem rankingów?

- Oczywiście, że nie. Na przykład Uniwersytet w Kentucky (USA) porzucił plan, aby wejść do Top-20 rankingu USNWR, bowiem okazało się, że stoi to w sprzeczności z jego misją jako land-grand university, czyli uczelni mocno ukierunkowanej na kształcenie. Niemniej przedtem chęć podniesienia pozycji w rankingach spowodowała dziurę budżetową na 420 milionów dolarów. Podobna historia zdarzyła się na Uniwersytecie w Rochester, gdzie zorientowano się, że skok o dwie pozycje będzie kosztował ich 112 milionów dolarów. Natomiast Trinity College Dublin (TCD) wpadł na karkołomny pomysł zmiany nazwy - na University of Dublin - ale niemal od razu pomysł porzucono pod naciskiem protestów. Stosunek do rankingów zmienia się jednak w obie strony - na przykład Uniwersytet w Yale nagle poczuł ogromną potrzebę, aby podporządkować się rankingom, mimo wielu lat ich całkowitego potępiania. Tym także - poza Brexitem - można tłumaczyć, dlaczego University of Newcastle postanowił ukierunkować się na lepsze pozycjonowanie w świecie niż angażować się w działalność dla lokalnej społeczności.

- Kto powinien być najbardziej zainteresowany rankingami? Ministrowie, rektorzy, pracownicy czy studenci?

- Studenci i ich rodzice pozostają ważnym odbiorcą rankingów, ale teraz poszerza się grono interesariuszy wykazujących zainteresowanie rankingami. Wśród nich są rządy, inwestorzy, potencjalni partnerzy uczelni, oczywiście również media i tak zwana opinia publiczna.

- A uczelnie?

- Ogromna większość badanych przeze mnie uniwersytetów (w 2006 i potem w 2014 roku ) używała rankingów do podejmowania strategicznych decyzji, wyznaczania celów, ustalania priorytetów, a także budowania sieci kontaktów. Podczas gdy większość uczelni nie przyznałoby publicznie, że kieruje się rankingami, 84% badanych uczelni regularnie zajmuje się oceną własnej pozycji w rankingach. Natomiast w 40% przypadków zarządzający uczelniami deklarowali przykładanie wielkiej wagi do rankingów. Jednocześnie badania EUA wskazują, ze uczelnie nauczyły się żyć z rankingami jako jednym z kilku źródeł informacji. Międzynarodowy Barometr Studentów, wypełniany przez 143 tysiące studentów z 28 krajów wskazuje, że aż 80% studentów interesuje się rankingami uczelni. Co bardziej interesujące, wskaźniki refutacyjne zastąpiły "jakość kształcenia" jako istotny czynnik wpływający na wybory edukacyjne.

- W oczach wielu krytyków rankingi uczelni wymknęły spod kontroli i awanse w zestawieniach stały się dla uczelni celem funkcjonowania? Czy podziela Pani te obawy?

- Tak jak wcześniej wspomniałam, rankingi są motorem napędowym decyzji zarówno politycznych, jak i zarządczych w wielu krajach. Jednocześnie ludzie coraz bardziej przyzwyczają się do rankingów, lepiej potrafią z nich korzystać. Istnieje wiele różnych rankingów i uczelnie wybierają te, które najlepiej służą realizacji określonych celów. Co ważniejsze, rankingi są używane jako jedno z dostępnych źródeł wiedzy o uczelniach, a nie jedyne źródło wiedzy o nich. Oczywiście rankingi uczelni wywołują różne, niekiedy skrajnie, reakcje, zarówno między krajami, jak i między poszczególnymi instytucjami. Organizacje prowadzące rankingi stały się już jednak integralną częścią świata szkolnictwa wyższego i z dużym prawdopodobieństwem tak już pozostanie.

- Ostatnie pytanie może bardziej osobiste: czy Pani przejmuje się... pozycją Pani uczelni [Dublin Institute of Technology] w globalnych rankingach?

- Uczelnie na całym świecie zwykle deklarują, że rankingi nie mają na nie żadnego wpływu; w rzeczywistości wszystkie instytucje (więc również i ich pracownicy) biorą to poważnie pod uwagę, ponieważ wynikami rankingów kierują się politycy, studenci oraz potencjalni partnerzy uczelni, na przykład inwestorzy.

- Dziękuję za rozmowę.

Prof. Ellen Hazelkorn jest jednym z najbardziej znanych i wpływowych badaczy szkolnictwa wyższego na świecie, specjalizuje się w rankingach i geopolityce szkolnictwa wyższego. Obecnie pełni funkcję dyrektora Higher Education Policy Research Unit (HEPRU), Dublin Institute of Technology (Ireland), a także jest konsultantem w zakresie polityki edukacyjnej w BH Associates (https://www.bhassociates.eu). Ponadto jest członkiem i analitykiem w londyńskim Centre for Global Higher Education oraz ‘research fellow’ w Centre for International Higher Education, Boston College, USA.

Prof. Hazelkorn jest autorem lub współautorem najbardziej wpływowych monografii poświęconych rankingom wydanych w ostatnich dekadach takich jak Rankings and the Reshaping of Higher Education: The Battle for World-Class Excellence, 2nd ed. (Palgrave, 2015) czy Developing Research in New Institutions (OECD, 2005) czy Rankings in Institutional Strategies and Processes: impact or illusion? (EUA, 2014), a także redaktorem równie znanych tomów, takich jak Global Rankings and the Geopolitics of Higher Education (Routledge 2016) czy Rankings and Accountability in Higher Education: Uses and Misuses (UNESCO, 2013)