Sebastian Dudzik
MEANDRUJĄC JAK DRWĘCA
Młyniec Drugi. Prospekt organowy w kościele pw. św. Ignacego Loyoli.
Fot. Sebastian Dudzik

Z roku na rok przybywa w naszym regionie atrakcyjnych szlaków rowerowych. Dziś już liczone w setkach kilometrów trasy doskonale eksponują walory i różnorodność krajobrazową i kulturową naszego województwa. Zawsze jednak wytyczyć można nowe szlaki, dojechać, by cieszyć się z dotarcia do miejsc bardziej lub mniej oczywistych. Dziś chciałbym zaproponować rozwiązanie o charakterze "hybrydowym". W części skorzystać z wytyczonych już szlaków, nie trzymać się jednak ich restrykcyjnie, co pozwoli na odwiedzenie kilku ciekawych miejsc.

Jednym z najatrakcyjniejszych szlaków rowerowych naszego regionu jest oznakowana na zielono trasa prowadząca doliną Drwęcy. Obliczona na kilka dni trasa prowadzi nas poprzez bardzo atrakcyjne zielone tereny z przystankami w miejscowościach będących turystycznymi wizytówkami regionu (Golub-Dobrzyń, Brodnica). Jest to rozwiązanie naprawdę godne polecenia, ja, tradycyjnie już, chciałbym zaproponować krótszy, jednodniowy wypad. Początkowo skorzystamy jednak z pierwszego odcinka tej malowniczej trasy.

Z Torunia zielony szlak kieruje nas przez Lubicz do miejscowości Młyniec Pierwszy. Tutaj możemy pozwolić sobie na pierwsze odstępstwo od wyznaczonej trasy i odbić w bok przez most do pobliskiego Młyńca Drugiego. Tam z pewnością warto zobaczyć pochodzący 1750 roku drewniany kościół pod wezwaniem Ignacego Loyoli. Wzniesiona staraniem jezuitów świątynia prezentuje typ konstrukcji zrębowej. Charakteryzuje się kubiczną prostotą bryły. Choć nie jest wielkich rozmiarów, to wertykalizm architektonicznych form sprzęgnięty z gradacją wysokości poszczególnych części budynku oraz jego atrakcyjne położenie na skraju wysokiego brzegu rzeki, nadają całości monumentalny wyraz. Wrażenie to znika jednak po wejściu do świątyni, w której zachował się w niemal nienaruszonym stanie rokokowy wystrój. Datowane na drugą połowę osiemnastego wieku niewielkie ołtarze, ambona, konfesjonały, ławy dla wiernych czy wreszcie charakterystyczny prospekt organowy - wszystkie utrzymane w jednolitej kolorystyce błękitu i złoceń - nadają wnętrzu niepowtarzalny, intymny niemal klimat. Warto zwrócić uwagę na charakterystyczne detale malarskie i snycerskie: miejscami nieporadne i naiwne, o dziwnie przeskalowanych proporcjach, niepozbawione są jednak dużego uroku.

Kościół pw. św. Małgorzaty w Ciechocinie.
Fot. Sebastian Dudzik

Wracając na zielony szlak kierujemy się dalej do Elgiszewa. Docierając tam pożegnamy się na dłuższy czas z oznakowaną trasą, jednak doliny Drwęcy tak od razu nie warto porzucać. Można pokusić się o analogiczny wypad "za rzekę", jak w przypadku Młyńców. Tym razem, by odwiedzić niewielką niepozorną wioskę Ciechocin. Przeprawa przez most i dotarcie do centrum miejscowości niestety musi zostać okupione pewnym wysiłkiem, należy bowiem pokonać wyraźne wypiętrzenie znaczące skraj doliny Drwęcy. Nagrodą za ten trud może być już sama kontemplacja pięknej, nasyconej zielenią panoramy. Dla spragnionych kulturalnych wrażeń polecam obejrzenie dwóch architektonicznych zabytków, świadczących o nietuzinkowej historii Ciechocina, którego losy połączone były przez stulecia z władztwem kujawsko-pomorskich biskupów. Pierwszym z nich będzie pochodzący z XIV-XIX wieku murowany kościół p.w. św. Małgorzaty, drugim - niepozorna willa usytuowana nieopodal świątyni, która okazuje się być pozostałością po dawnej biskupiej siedzibie. Powstanie niewielkiego, jednonawowego kościoła wiąże się z działalnością biskupa Zbyluta z Gołańczy, który chętnie odwiedzał tę niewielką miejscowość. W późniejszych czasach budowla ulegała wielokrotnym modernizacjom. Największa z nich przeprowadzona została pod koniec szesnastego stulecia, za rządów bliskiego mi biskupa Hieronima Rozrażewskiego. Zastąpiono wówczas drewnianą wieżę murowaną, przebudowano otwory okienne i drzwiowe, zacierając pierwotny gotycki charakter budowli. Z obecnością tego biskupa w Ciechocinie wiąże się także gruntowna modernizacja tamtejszego zamku. Jego obronna wieżowa forma pierwotnie wykonana była w mieszanej murowanej i drewnianej konstrukcji. Zmiany przeprowadzone przez Rozrażewskiego nie zatarły obronnego charakteru budowli, uczyniły ją jednak bardziej reprezentacyjną i wygodną dla mieszkania. Nie może więc dziwić, że siedziba określana jeszcze na początku szesnastego wieku mianem zamku już w latach trzydziestych następnego stulecia została opisana przez Starowolskiego jako willa. Nazwa ta niejako tłumaczy jej funkcje. Z dokumentów archiwalnych wynika jasno, że Hieronim Rozrażewski, podobnie jak jego poprzednicy, traktował Ciechocin jako miejsce czasowego wypoczynku i rekreacji po częstych trudach kościelnych i dyplomatycznych misji. Atrakcyjne położenie na skraju wysokiego brzegu doliny, pięknie meandrującej w tym rejonie Drwęcy, z pewnością doskonale do takich celów się nadawało. Dziś, niestety, z trzykondygnacyjnej reprezentacyjnej budowli zachowało się jedynie podpiwniczenie i przyziemie. O biskupiej historii informuje nas jedynie piękny rokokowy kartusz herbowy, wmontowany w szczyt budowli nad głównym wejściem, ufundowany w 1756 roku przez Antoniego Sebastiana Dembowskiego na pamiątkę kolejnej gruntownej przebudowy siedziby.

Kowalewo Pomorskie - kościół pod wezwaniem świętego Mikołaja.
Fot. Sebastian Dudzik

Zjeżdżając z powrotem do Elgiszewa, żegnamy się z Drwęcą i kierujemy się w stronę Kowalewa Pomorskiego. Po drodze warto zatrzymać się choćby na chwilę w Chełmoniu, by obejrzeć tamtejszy gotycki kościół parafialny św. Bartłomieja, pełniący dziś funkcję sanktuarium Matki Boskiej Brzemiennej. Historia tej pięknej ceglanej świątyni sięga początków XIV wieku. Choć w późniejszych czasach była kilkukrotnie modernizowana i przebudowywana, to zachowała zasadniczo swój średniowieczny charakter. Jest to bezwieżowa, jednonawowa świątynia o niezwykle ciekawym rozczłonkowaniu prostych ścian, systemem ostrołukowych otworów okiennych, blend i sterczyn. Ich nagromadzenie, w połączeniu z romboidalnym kratownicowym rysunkiem ciemnej klinkierowej cegły, sprawia że fragmenty muru zyskują bogaty, reprezentacyjny charakter, bliski budowlom rezydencjonalnym. Również wnętrze kościoła warte jest zwiedzenia. Zachwyca piękny nowożytny wystrój, szczególnie manierystyczny w swym charakterze ołtarz główny.

Kowalewo Pomorskie, ruiny zamku - zachowany filar gdaniska.
Fot. Sebastian Dudzik

Opuszczając to piękne miejsce, docieramy do Kowalewa Pomorskiego. To niewielkie miasteczko przez wielu postrzegane jest jako miejscowość przelotowa o małym znaczeniu kulturowym. Nic bardziej mylnego. Przynajmniej kilka miejsc zasługuje tu na szczególną uwagę. Urocza i malownicza jest już sama zabudowa niewielkiego ryneczku. Warte odwiedzenia są pozostałości po dawnych murach miejskich oraz zamku krzyżackim, którego tajemnice ujawniają prowadzone w ostatnich latach badania archeologiczne. Zachowane relikty pozwalają wnioskować, że założenie to składało się z dwóch przedzamczy, zamku wysokiego (dom konwentu) otoczonego tzw. parchamem oraz przylegającego doń trzeciego przedzamcza. Skalę całego założenia wyobrazić można sobie na podstawie całkiem nieźle zachowanego murowanego filaru będącego podporą dawnego gdaniska. Największą jednak atrakcją Kowalewa Pomorskiego jest wybudowany w latach 1286-1300 kościół pod wezwaniem świętego Mikołaja. Budowlę wzniesiono w stylu gotyckim z kamienia polnego. Pierwotna zwarta bryła świątyni przedłużona została od zachodu o dwa przęsła na przełomie XIV i XV wieku. W późniejszych czasach kilkukrotnie modernizowany nie zatracił jednak swego gotyckiego charakteru. Tym, co jednak najbardziej zaskakuje i frapuje, jest jego barokowy wystrój. Wchodząc do świątyni odwiedzający z pewnością nie spodziewa się tego, co zastanie. A widok jest godny polecenia. Stosunkowo niskie, niemal tunelowe wnętrze, wyposażone zostało w wysokiej klasy elementy rzeźbiarskie i architektoniczne o nieadekwatnej do niego skali. Największy dysonans wprowadza zawieszona nisko belka łuku tęczowego o charakterystycznym falistym przekroju. Obserwujący ją niemal na wprost widz może mieć wrażenie, że unosi się kilkanaście metrów nad posadzką. Zagadkę owych dysonansów wyjaśnia pochodzenie tego snycerskiego wyposażenia. Zostało ono przeniesione tu przed połową XIX wieku ze zburzonego w 1833 roku monumentalnego kościoła dominikanów w Toruniu. Tak więc nietuzinkowe wyposażenie sprawia, że wnętrze świątyni przestaje być oczywiste. Dla szczególnie zainteresowanych nowożytną rzeźbą obejrzenie z bliska snycerskich detali i wiszącej, zazwyczaj wysoko, belki łuku tęczowego z pewnością będzie nie lada gratką.

Aby nie wracać tą samą trasą, możemy się pokusić o powrót do Torunia przez Rychnowo Wielkie i Kamionki-Jezioro. Stamtąd dalej żółtym szlakiem możemy ruszyć zarówno przez Gronowo (z kolejną piękną gotycką świątynią) do przywoływanego wyżej Młyńca i przez Lubicz wrócić do domu, jak i udając się w przeciwnym kierunku, także dotrzeć do Torunia. Cała trasa liczy około 60 kilometrów i planując zwiedzanie poszczególnych zabytków, należy zarezerwować na jej realizację cały dzień. Myślę, że warto.