Winicjusz Schulz
TRZY SNOPY ŚWIATŁA
Fot. Archiwum MNiSW

Bez profesury i habilitacji, kierunki regulowane, uniwersyteckie i nieregulowane, dwa rodzaje doktoratu, znacznie większa rola podmiotów zewnętrznych w kierowaniu uczelniami. Jeśli choć część tych propozycji wejdzie w życie to będzie to nie ewolucja, lecz rewolucja. 1 marca na Politechnice Warszawskiej oficjalnie zaprezentowano koncepcje trzech zespołów pracujących nad projektem tak zwanej ustawy 2.0, czyli nowej "konstytucji" dla polskiej nauki i szkolnictwa wyższego.

- To są projekty pełne bardzo interesujących inspiracji. Na pewno bardzo kontrowersyjnych. Najmniej kontrowersyjne byłoby utrzymanie status quo, tylko że ono oznaczałoby przyzwolenie na marginalizację polskiej nauki i polskich uczelni. Te trzy prezentacje to były snopy światła skierowane w przyszłość. Zmiany powinny być ewolucyjne i rozłożone w latach, ale musi się zmienić to, co kluczowe, aby wszystko poszło po nowemu - powiedział minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

Nim zaprezentujemy poszczególne koncepcje cofnijmy się nieco w czasie. O potrzebie opracowania założeń do nowej ustawy o szkolnictwie wyższym (tzw. Ustawy 2.0.) mówi się już od dłuższego czasu. W międzyczasie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło konkurs dla zespołów, które podjęłyby się przygotowania koncepcji. Stworzono grant na niemal milion złotych. Do rywalizacji stanęło 15 zespołów eksperckich. W maju ubiegłego roku w wyniku wspomnianego konkursu wyłoniono trzy zespoły, który (niezależnie) powierzono zadnie opracowania założeń do Ustawy 2.0. Były to zespoły pod przewodnictwem prof. Huberta Izdebskiego z Uniwersytetu SWPS, prof. Marka Kwieka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (w tym zespole znalazło się dwóch reprezentantów UMK: dr hab. Dominik Antonowicz oraz dr Tomasz Jędrzejewski) i dr. hab. Arkadiusza Radwana, prezesa Instytutu Allerhanda.

Szefostwo resortu od samego początku podkreśla, że projekt ustawy musi być efektem konsultacji środowiskowych. Służą temu między innymi konferencje programowe poprzedzające Narodowy Kongres Nauki. Przypomnijmy, że jedna z takich konferencji odbyła się w grudniu ubiegłego roku w Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki w Toruniu. Poświęcona była przyszłości polskiej humanistyki. Gospodarzem tego spotkania był Uniwersytet Mikołaja Kopernika, a redakcja "Głosu Uczelni" wsparła przygotowania do tej konferencji.

Zwieńczeniem cyklu konferencji programowych będzie zaplanowany na wrzesień wspomniany już Narodowy Kongres Nauki. To właśnie podczas tego kongresu, który odbędzie się w Krakowie, zaprezentowany ma być finalny kształt projektu Ustawy 2.0.

Co, w największym skrócie, zaproponowały wspomniane trzy zespoły eksperckie? Zainteresowanym szczegółami proponujemy lekturę oddzielnych publikacji, jakie w tym numerze poświęciliśmy każdej z trzech koncepcji.

Zespół pod przewodnictwem prof. Huberta Izdebskiego z Uniwersytetu SWPS zaproponował podział uczelni na trzy podstawowe typy: uczelnie badawcze, uczelnie dydaktyczno-badawcze i wyższe szkoły dydaktyczne (zawodowe). Studia miałyby być prowadzone na kierunkach regulowanych, uniwersyteckich i nieregulowanych. Te pierwsze adresowane były do osób pragnących uzyskać kwalifikacje do wykonywania tak zwanych zawodów zaufania publicznego. Kategoria druga to kierunki ogólnoakademickie. Ekipa z Uniwersytetu SWPS bardzo rewolucyjnie potraktowała zagadnienie stopni i tytułów naukowych. Doktoraty miałyby być dwojakiego rodzaju: zawodowe i naukowe, a do uzyskania samodzielności naukowej habilitacja nie byłaby potrzebna.

Fot. Archiwum MNiSW

Zespół prof. Marka Kwieka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu proponuje bardzo podobną typologię uczelni. Punktem wyjścia miałaby być jakość aktualnie prowadzonych badań. Poznańska propozycja podziału obejmuje także trzy typy uczelni: badawcze, badawczo-dydaktyczne i dydaktyczne. Zespół ten sugeruje także stworzenie i wprowadzenie do szkół wyższych rad powierniczych. Rady takie - złożone z przedstawicieli instytucji zewnętrznych - pełniłyby, jak to określono, funkcje strategiczne i nadzorcze.

- Marzy mi się system nauki i szkolnictwa wyższego, który jest uporządkowany, który przypomina większość systemów zachodnioeuropejskich, w którym niepotrzebne są ciągłe, permanentne zmiany. Najważniejszym elementem naszej propozycji byłoby podniesienie poziomu nauki akademickiej i akademia jako bardziej atrakcyjne miejsce pracy dla kadry nastawionej na badania - stwierdził prof. Marek Kwiek.

Zespół trzeci, kierowany przez dr. hab. Arkadiusza Radwana, prezesa Instytutu Allerhanda, także zaproponował dość radykalne zmiany. Jedynym stopniem naukowym powinien być doktor, przy czym uzyskanie tego stopnia powinno być związane z większymi wymogami niż obecnie. Profesor pozostałby w akademickim środowisku, ale jedynie jako nazwa stanowiska pracy. W propozycjach Instytutu Allerhanda także pojawia się rada powiernicza. To ona miałby wybierać prezydenta uczelni. Senat zaś wybierałby rektora. Prezydent posiadałby władzę wykonawczą, a rektor reprezentacyjną (reprezentowałby zarazem pracowników uczelni).

- Musimy podnieść jakość badań naukowych, poprawić międzynarodową konkurencyjność polskiej nauki, jakościowo i ilościowo poprawić kontrybucję nauki do gospodarki, społeczeństwa i instytucji publicznych. Musimy stworzyć też konkurencyjny rynek akademicki. Powinien doprowadzić do tego, że środki są alokowane efektywniej niż dzisiaj - skomentował propozycje dr hab. Arkadiusz Radwan, przewodniczący trzeciego zespołu.

W tej pobieżnej prezentacji sztandarowych propozycji poszczególnych zespołów da się zauważyć przynajmniej kilka zbieżności celów zmian. Po pierwsze: koniec z pseudorównością szkół. Przecież już dziś widać gołym okiem, że są wśród polskich szkół takie, które mają potencjał, by liczyć się w Europie i na świecie, a są także szkoły - bez obrazy - prowincjonalne, których głównym celem istnienia nie jest prowadzenia badań na światowym poziomie, lecz zapewnianie dostępu do edukacji na szczeblu wyższym lokalnej społeczności oraz kształcenie absolwentów na potrzeby lokalnego rynku pracy. Po drugie: mocno akcentowana jest potrzeba uproszczenia (nie mylić z ułatwieniem) ścieżki kariery naukowej. Mocny doktorat ma do niej otwierać drzwi. To byłby krok w stronę świata, w którym np. profesorem zostaje się po wygraniu konkursu na takie stanowisko, ale niekoniecznie trzeba nim być dożywotnio. Po trzecie: bardzo mocno akcentowane jest powiązanie uczelni z otoczeniem społecznym i gospodarczym. Uczelnia nie ma być państwem w państwie. Publiczne pieniądze muszą być wydawane zgodnie z potrzebami gospodarki, oczekiwaniami społecznymi i pod społeczną kontrolą. I nie jest przecież tajemnicą, że zbliżone do proponowanych w tym względzie rozwiązań od dawna obowiązują w wielu krajach mających bogate akademickie tradycje. Odpowiednicy polskich kanclerzy jako namiestnicy władz finansujących szkołę mają częstokroć znacznie większe uprawnienia niż rektorzy, zwłaszcza w kwestiach organizacyjnych i finansowych. Są z kolei kraje, gdzie władze państwowe w oparciu o analizy rynku pracy decydują ilu i jakich absolwentów poszczególnych kierunków będzie dany kraj potrzebował. Po co wydawać pieniądze publiczne na potencjalnych bezrobotnych magistrów czy licencjatów.

W artykule wykorzystano materiały udostępnione przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.