GŁOS UCZELNI

Strona Głosu UczelniUniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Tajemnice kościoła św. Jakuba (III)

Z wykopu na osi kościoła pani Monika ogłosiła, że mają jakiś duży pierścień. Zwykle gdy wyjmujemy coś z ziemi, jest zapiaszczone, brudne, wilgotne, niekiedy zaśniedziałe; wiemy, że konieczna jest daleko idąca delikatność, bo jeden nieostrożny ruch i… zostaje połowa tego, co przed sekundą było jeszcze całe.

Po wstępnych oględzinach okazało się, że domniemany pierścień jest nie tylko za duży, ale i jego koszyczek jakoś nie pasował do niezachowanej obrączki. Miałam na dłoni kameryzowaną srebrną rozetę (średnica 21-26 mm) o dwóch okółkach płatków. Po oczyszczeniu i konserwacji, wykonanej przez studentkę Karolinę Szpałę w Pracowni Konserwacji Zabytków Instytutu Archeologii UMK, okazało się, że była to brosza zapinana na zapadkę. Niestety, nie wiedziałam, do czego ją przypięto, bo nasz skarb nie został odkryty w miejscu sugerującym pierwotną lokalizację na ciele lub ubraniu. Jak zatem zinterpretować funkcję tego znaleziska? W takim przypadku pomagają nam źródła ikonograficzne.


Brosza w trakcie procesu konserwacji
Fot. Marek Kołyszko

Gdy przyjrzymy się obrazom patrycjuszy miast i portretom trumiennym wykonywanym zmarłym, a używanym w czasie ceremonii pogrzebu (głównie w XVII i 1. połowie XVIII wieku), znajdziemy tam różne brosze, zapinane pod kołnierzykiem lub stójką, spinające poły peleryny lub delii, ozdabiające włosy upięte w kok. Powszechnym zwyczajem było także naszywanie na szaty nawet kilkudziesięciu ozdobnych guzów, by nadawały odzieży splendoru i blasku.

Prace konserwatorskie i zdjęcia broszy wykonane pod mikroskopem pozwoliły na ustalenie, że zachowały się na niej nici jedwabne ze złoto-miedziową owijką. Ozdoba mogła być, po zniszczeniu zapięcia, przyszyta do szaty, względnie jakiegoś nakrycia głowy czy opaski. Po zabiegach konserwatorskich zajaśniała blaskiem, była podobna do 14-ramiennej gwiazdy z kolistym środkiem; z pierwszym okółkiem płatków o kształcie migdałów, pomiędzy które wciśnięto 7 kolistych oczek. Oczka, włożone do koszyczków ze srebrnej blachy (razem 15 sztuk), wykonano z materii podobnej do przejrzystego szkła rzadkim szlifem rozetowym - techniką półrozety holenderskiej.

Niestety, niewiadomych w tym przypadku jest więcej niż danych. Nie wiemy nawet, czy kameryzowaną broszą ozdobiono zmarłego, by ubogacić ciało na ostatnie pożegnanie z żywymi, czy zgubił ją jeden z członków ceremonii pogrzebu.

* * *

Wokół prezbiterium, we wszystkich wykopach na głębokości od około 0,5 m do około 1,5 m, naszym oczom zaczęły ukazywać się pojedyncze druciki, powyginane, spiralnie zwijane, także szpilki krawieckie, niekiedy metalowe gwoździe, podłużne drewienka owijane drucikiem, obserwowane w różnych miejscach na zmarłych - na piersiach, na biodrach, na kolanach i u stóp, ale głównie wokół czaszki. Na niektórych szkieletach w tych miejscach były koliste, zielonoturkusowe plamy śniedzi.

Z ziemi spośród drucików i drewienek wyjmowaliśmy mnóstwo ziaren. W pobranych próbkach przeznaczonych do badań palinologicznych znajdowały się nasiona drobnych i popularnych od XVII wieku kwiatów, także chwastów, gałązek etc. Gdzieniegdzie leżały jeszcze tasiemki połyskujące srebrem lub złotem i maleńkie cekiny w kształcie kilkulistnych kwiatków, z dziurką do przewleczenia drucika lub nitki. Były to relikty wianków plecionych specjalnie dla zmarłych, wkładane do trumien najczęściej dzieciom, kawalerom i młodym dziewczętom.

Na cmentarzu przy kościele św. Jakuba w Toruniu wśród 83 eksplorowanych grobów zidentyfikowano 19 wianków. Dominowały głównie pomiędzy VII a XI poziomem stratyfikacyjnym, wśród wyróżnionych 13 poziomów cmentarza. Najstarsze stwierdzono już w poziomach z około XV wieku, najmłodsze z XVIII/XIX wieku, najwięcej około XVI- XVII stulecia. Zwykle kładziono je na głowach, tak jak korony, ale zdarzało się, że na ciele "księżniczki", jak ją nazwali studenci, zmarłej w 15 roku życia, położono co najmniej 6 wianków.

W trumnie łączonej metalowymi gwoździami złożono ciało ubrane w niezachowaną szatę, po której pozostały srebrne nitki. Jeden wianek leżał na głowie zmarłej, nieco większy na piersi; największy, na miednicy, włożony był pomiędzy dłonie, dwa małe oplatały kolana, a jeden leżał u stóp. Ich konstrukcją były wąskie, długie drewienka owinięte nitkami z metalową duszą, przeplecione grubymi wiązkami brązowych lub srebrnych drucików, które mogły też, w postaci linii falistej, podwyższać całą konstrukcję. Pomiędzy nimi wplatane były kwiaty, zioła, doczepiane wąskie zwisające wstążki czy cekiny na drucikach. Na piersi niewiasty pozostała kościana zawieszka, wianek na głowie przypięto do włosów szpilą 2 razy dłuższą od krawieckiej. W innych miejscach wianki prawdopodobnie przyszyto, używając jedwabnych nitek, lub przypięto krótkimi krawieckimi szpilkami. "Księżniczkę" pochowano przed bocznym portalem prezbiterium około przełomu XVI i XVII wieku.


Relikty wianków grobowych w trakcie konserwacji w Instytucie Archeologii UMK
Fot. A. Grzyb

Zastanawiam się, dlaczego np. na Kujawach i w Wielkopolsce na wielu cmentarzach przykościelnych wśród badanych grobów nie było żadnych wianków. Jest dalece prawdopodobne, że panny lub kawalerowie skazani na nieuleczalne choroby sami pletli dla siebie wianki zwycięstwa nad śmiercią - symbole zaślubin z Bogiem. Wspominam, jak Alicja Saar-Kozłowska opisała zmagania królewny Anny Wazówny - infantki Szwecji i Polski, siostry króla Zygmunta III Wazy, która na pochówek czekała aż 8 lat i… w 1636 roku "doczekała się" pompatycznego pogrzebu w kościele NMP w Toruniu; odchodziła ze świata żywych w całkowitej pewności zbawienia, charakterystycznej dla protestantyzmu. Jej ciało ozdobiono wiankiem, który sama uplotła. Według niektórych katolików była upartą heretyczką trwającą w luterańskim wyznaniu; dla wielu była kobietą niepospolicie inteligentną i stanowczą.

Czy zatem można przypuszczać, że pochówki ozdabiane wiankami były grobami protestantów, na cmentarzu przy kościele, który od 1557 do 1667 roku był ich świątynią? A jeżeli tak, to dlaczego tradycja ta obserwowana jest na katolickiej nekropolii z XV wieku i później, gdy nastała już kontrreformacja? Czy - i na ile - liturgia luterańska w Toruniu w XVI-XVIII wieku zachowała elementy ceremonii katolickich?

Wiemy, że zwyczaj zdobienia zmarłych wiankami, w Europie środkowej kultywowany pomiędzy XVI a XIX wiekiem, był związany z symboliką zwycięstwa - zmartwychwstania; także kwiaty wkładane do wianków miały swoje znaczenie: miłości, męstwa, wierności, niewinności, młodości, zaślubin... Mogły to być zaślubiny po śmierci z Bogiem, dlatego w te swoiste korony wyposażano nawet panny zakonne. Ogromną rolę odgrywały zawsze eschatologiczne poglądy dotyczące przemijania, łaski i zawierzenia Chrystusowi.

Krystyna Sulkowska-Tuszyńska
Poczatek stronyStrona Głosu UczelniUniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu