GŁOS UCZELNI

Strona Głosu UczelniUniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Spojrzenie archeologa

Tajemnice kościoła św. Jakuba (II)


Cmentarz przy wschodniej ścianie kościoła św. Jakuba w trakcie odsłaniania. Widok z góry na fundament przypory. W dole groby dorosłych i dziecka, XV wiek
Fot. R. Tarnowski

Po odnalezieniu kamiennej misy chrzcielnej, ozdobionej postaciami lwów, ekspedycja archeologiczna kontynuowała eksplorację przy kościele św. Jakuba w Toruniu.

Wokół prezbiterium w sypkiej, brunatnej ziemi ukazywały się pojedyncze druciki, szpilki krawieckie, gwoździe, niewielkie węgielki drzewne, sporadycznie monety. Gdy w wykopach osiągnęliśmy głębokość ok. 2 m od obecnej powierzchni, zaczęliśmy odsłaniać pochówki z XV-XVI wieku. Szczątki ludzkie ułożone były w jamach, zwykle zgodnie z osią kościoła, na linii wschód - zachód, z twarzoczaszką skierowaną ku wschodzącemu słońcu, symbolizującemu Zmartwychwstanie.

Posuwając się w głąb ziemi i czasu, sięgając do średniowiecznej jeszcze tradycji chowania zmarłych, zaczynamy skupiać uwagę na tym, czego możemy się dowiedzieć o tradycji i obrządku pogrzebowym kultywowanym na cmentarzu przy kościele św. Jakuba w Toruniu w XIV-XVI wieku.

Jak zawsze powoli, z wielką uwagą omiatając pędzelkami kości, odkrywamy szkielety. Tu wszystko jest ważne - ułożenie szczątków, orientacja całego ciała, ślady na szkielecie i wokół niego, tzw. wyposażenie grobowe, czyli przedmioty intencjonalnie włożone zmarłemu i te, które dostały się tam przypadkiem, podczas ceremonii pogrzebu; przebarwienia, nasiona itd.

Po południowej stronie kościoła, na osi bocznego wejścia do prezbiterium, na głębokości około 1,8 m od powierzchni (G 24/08), pochowano dość wysoką kobietę (dł. in situ 164 cm), o bardzo szerokiej miednicy. Złożono ją w jamie o długości 170 cm, którą obstawiono deskami, na co wskazywały wyraźne smugi drewna, zachowane wokół ciała. Ręce ułożono wzdłużnie, nieco wciskając dłonie pod talerze miednicze.

W lędźwiowej części kręgosłup jest skrzywiony, czaszka nie ma żadnych plam - jeszcze widoczne szwy świadczą o młodym wieku zmarłej. U podstawy czaszki, o dziwo, wystawał krótki warkoczyk (zachowana dł. 11 cm), spleciony z 3 konopnych (?) kosmyków. To chyba jeden z nielicznych przykładów treski, włożonej zapewne pod wełniany (?) czepek, który nie przetrwał do naszych czasów. Ponad samym szkieletem odkryliśmy małą literkę ? wykonaną z brązowej blachy, ze śladami po 6 nitach. Tak mały znak (wys. 25 mm), a tajemnica wielka! Gdzie i do czego była przytwierdzona? Na szkielecie był jeszcze krótki drucik, jakby potrzebny do przytwierdzenia czegoś. Niewiastę pochowano bądź w ubraniu, bądź owinięto całunem, po którym nie pozostał żaden ślad. O całunie mogłyby świadczyć ręce bardzo blisko ułożone wzdłuż ciała, ale taki układ może wynikać też z tego, że jama grobowa była wąska i jeszcze obstawiona deskami. Wokół tej zmarłej, w odległości 20-70 cm, w tym samym okresie pochowano kilka innych osób dorosłych. Nigdy nie dowiemy się, kim była i dlaczego tak bardzo jej lub jej bliskim zależało, by pochować ją ze sztucznym warkoczem. Czy była pozbawiona włosów za życia? I dlaczego?

Pochówek kobiety z treską - widok ogólny
Fot. R. Tarnowski

Na osi kościoła, około 2 metrów od wschodniej ściany prezbiterium, na głębokości 2 metrów odkryliśmy pochówek kilkuletniego dziecka (G 28/08). Ta kwatera cmentarza w XV wieku musiała należeć do najważniejszych, więc nie zdziwiło mnie znaczne zagęszczenie szczątków, składanych nieco na boku i wzajemnie bardzo blisko siebie. To kilkuletnie dziecko złożono jakby u stóp dorosłego, o którym chyba pamiętano, gdzie został pochowany, bo nie naruszono jego szczątków! Resztki drewna trafiające się podczas eksploracji mogły pochodzić z obstawy dołu. Szczątki złożono zgodnie z chrześcijańskim rytem - na osi wschód - zachód, z twarzoczaszką "patrzącą" na wschód.

Na szkielecie (niestety, nie wiemy, na jakiej części ciała), była moneta - srebrny denar brakteatowy (słabo czytelny stempel; średnica 13 mm) określony przez numizmatyka, Adama Musiałowskiego, jako wyemitowany po 1410-1415 roku. Cienkie blaszki - brakteaty, odbijane tłokiem tylko z jednej strony, były bite przez Krzyżaków od XIII wieku, ale jeszcze w XV stuleciu nie zaprzestano ich produkcji. Z czasem ich jakość była coraz niższa. Monety te nie miały napisów, więc ich identyfikacja jest bardzo trudna. Wśród kości była jeszcze szpilka, taka sama, jakiej nadal używają krawcowe.

Ale dlaczego znalazła się tam ta moneta? Odpowiedzi jest co najmniej kilka. Zwyczaj jest bardzo stary, nie ogranicza się jedynie do Europy, choć tu właśnie, głównie w średniowieczu, rozwinął się i upowszechnił. We wczesnym średniowieczu na naszych terenach monetę traktowano jak obola, czyli zapłatę za przewóz do Krainy Zmarłych. Greckiego przewoźnika Charona w czasach chrześcijańskich zastąpił św. Piotr, stąd jeszcze w XV wieku monetę wkładaną do ust zmarłemu określano jako tributum Petri. Zwyczaj ten na początku wprowadzania chrześcijaństwa zastępował, być może, składane w grobach pogańskie dary: jadło, narzędzia i broń. Mógł być też darem materialnym lub symboliczną ofiarą. Od około XIII wieku zaczął zanikać; powrócił, o dziwo, w XIX wieku (!), by nadal w XXI wieku trwać na niektórych terenach Polski, co zdumiewa najbardziej.

Niestety, nie wiemy, gdzie dokładnie pierwotnie leżała moneta! Dzieciom zwykle wkładano ją do ubrania lub do dłoni, może więc tam? Nie wiadomo, czym kierowali się żywi, dając zmarłemu monetę "na drogę". Mogła chronić przed urokami, złymi mocami i wszelkimi wampirycznymi zachowaniami nieboszczyka. Gdy kładziono ją na powieki, to po to, by patrząc, zmarli nie pociągnęli żywych na tamten świat.

I trzeci, najstarszy z 83 pochowków wyeksplorowanych z cmentarza, z około 1 połowy XIV wieku. Głęboko (3,3 m) pochowano w małej jamie (dł. 42 cm) noworodka (G 78/08). Twarzyczkę zwrócono ku wschodowi, rączki ułożono na miednicy; zanim ciałko złożono bez trumny do jamy grobowej, zawinięto w powijaki - zachowany na miednicy fragment grubej tkaniny, przypominał pieluszkę!

Powracam myślami do dzieci i ich roli w średniowiecznym społeczeństwie, kiedy to niektórzy ojcowie nawet nie pamiętali, ile ich się urodziło! Ale byli i tacy jak Jan z Czarnolasu, który długo nie mógł ukoić wielkiego bólu po stracie Urszulki. Wielodzietność, inaczej niż dzisiaj, traktowano zwykle jak dar; dzieci były dumą rodziców i dowodem bogactwa, ale... umierały szybko i często. Tak też było w Toruniu. Z pierwszych ustaleń antropologa dra Jarosława Bednarka wynika, że na cmentarzu w Nowym Toruniu pochowano przede wszystkim kobiety, głównie młode. Przyczyną śmierci rzadko były patologie czy zmiany chorobowe; należały do nich infekcje pospolite i połogowe, dlatego wokół prezbiterium Św. Jakuba zdecydowanie dominują groby młodych kobiet i dzieci, a nade wszystko niemowląt!

* * *

Obrazy śmierci, naszkicowane tu zaledwie, ukazują, jak wolno mi przypuszczać na podstawie wielu przesłanek, katolicką liturgię pogrzebów, w odróżnieniu od nieco odmiennych protestanckich zwyczajów kultywowanych na tym samym cmentarzu głównie w XVI i XVII stuleciu, lecz to już inna historia.

Krystyna Sulkowska-Tuszyńska
Poczatek stronyStrona Głosu UczelniUniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu