|
"Kanclerz Niemiec wspomina Bachotek. ...zapisała się zapewnie w pamięci
niektórych toruńskich fizyków. I jak wynika z listu ... pamięć ta jest
wzajemna" (Głos Uczelni 12 (273), 2008, str. 27). Jako potwierdzenie słuszności
powyższych słów towarzyszących prezentacji listu Angeli Merkel skierowanego
do dziekana Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej prof.
Stanisława Chwirota chciałabym przedstawić krótki raport z niespodziewanego
spotkania, do jakiego doszło w październiku 2008 w Willi Lanna w Pradze.
W dniach 18/19 października obchodzony był jubileusz 80. urodzin Rudolfa
Zahradnika, profesora chemii Czeskiej Akademii Nauk i jej prezydenta w
latach 1993-2001; po aksamitnej rewolucji, bo tylko wtedy pozwolone mu
było zajmowanie poważnych stanowisk administracyjnych. Pozycja profesora
Zahradnika w światowej nauce była jednak ugruntowana od wielu lat. Już
w latach siedemdziesiątych jego laboratorium chemii kwantowej skupiało
młodych przybywających do Pragi z różnych krajów (nie tylko z tzw. demoludów).
Młodzi zjeżdżali do Pragi po to, aby studiować chemię, ale również uczyć
się łagodnej tolerancji ówczesnej rzeczywistości oraz zdecydowanych jej
ocen będących sztuką samoobrony przed otaczającym światem. Profesor Zahradnik,
jego życie i pasje, to pierwszy wymiar harmonii obecnej w tytule niniejszej
relacji, harmonii między uprawianiem wielkiej nauki i mecenatem wielkiej
sztuki, zgody między zdecydowaniem i łagodnością, a wyrażającej się współistnieniem
nakazów i zakazów będących podstawą etyki. Harmonii rozumianej jako zauważanie
wszystkich istniejących dysonansów, jak zdefiniowane zostało to pojęcie
na jednym z wirtualnych portali dyskusyjnych.
Jednymi z tych młodych szukających w Pradze wiedzy i podpory moralnej byli
Joachim Sauer, chemik z Berlina, i jego koleżanka z instytutu, Angela Merkel,
fizyk z wykształcenia. Nie mogło ich zabraknąć w październiku 2008 r. na
jubileuszu mistrza i mentora, choć ze względu na obowiązki na politycznej
scenie świata nikt nie spodziewał się, że kanclerz będzie mogła być w Pradze.
Nikt też nie wierzył profesorowi Sauerowi, małżonkowi pani kanclerz, który,
jakby żartując, wspominał w przerwach naukowej sesji (miał bardzo ciekawy
referat zadedykowany jubilatowi), że Angela, a nie pani kanclerz, na pewno
weźmie udział w uroczystości...
Ostatni raz widziałam Angelę w 1989 r. w Bachotku na szkole zaawansowanych
metod chemii kwantowej; w tym samym Bachotku, który pani kanclerz wspomina
w liście do dziekana Chwirota. Oczywiście na okoliczność możliwości takiego
spotkania po wielu latach, w dodatku z osobą, którą zna się obecnie z pierwszych
stron gazet, pojawiają się wątpliwości, czy nie lepiej zachować wspomnienia
sprzed lat i uniknąć oszołomienia wielkością pani kanclerz; po prostu,
żeby nie rozczarować się małością własnych dokonań! Rozmawiając z profesorem
Sauerem, żartowałam, że łatwiej przewidzieć zachowania w obecności królowej
Anglii, bo nie ma się odniesienia do przeszłości i wystarczy mieć kapelusz,
rękawiczki i pamiętać z młodości, jak się kłania. A jak się zachować w
obecności kanclerza? Prosiłam o szybki kurs poprawnych zachowań dyplomatycznych,
ale zostałam pouczona, że przybędzie koleżanka, po prostu Angela, a nie
polityk i władca świata... a w dodatku przez ostatnie prawie dwadzieścia
lat nic się w jej kontaktach z kolegami nie zmieniło...
Bez rozgłosu, fleszy, ochrony, dziennikarzy - po cichu i zwyczajnie
pojawiła się Angela Merkel na bankiecie, zupełnie prywatnie! Czy taka sama,
jak zachowana w mojej pamięci? Nadal skromna, ale już nie nieśmiała; nadal
miła, zwykła, prostolinijna i przystępna, uśmiechnięta, ale zdecydowana;
wydawało się, że z dystansem do swojej misji i pozycji. W ten właśnie wieczór
faktycznie była naszą koleżanką z sentymentem pielęgnującą wspomnienia,
nasze wspólne wspomnienia.
Po gratulacjach i wzruszających życzeniach dla jubilata wyodrębniła się
z całego towarzystwa, liczącego około 40 osób, minigrupa "bachotkowiczów".
Czy rozwiązywaliśmy problemy świata, dyskutując jego polityczne uwikłania?
Czy rozwiązywaliśmy problemy fizyczne albo chemiczne? Nie! Po krótkim podsumowaniu
swojej pozycji w polityce, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom wszystkich
przyjaciół z przeszłości, łamiąc jednocześnie lody protokołu dyplomatycznego,
w naturalny sposób kanclerz Merkel wspomniała tylko z kokieterią, że nie
jest prawdą, że ma uprzedzenia do Rosji, które wyrosły (jak opublikowały
różne magazyny) z przeżycia z dzieciństwa, kiedy Rosjanie ukradli jej rower.
Podkreśliła, że z sąsiadami należy współżyć, akceptując się nawzajem, negocjując
i tolerując się wzajemnie, bo i tak nie można zmienić geografii tej części
Europy. Swoimi negocjacjami więc stara się zaprowadzić harmonię (jej
określenie i stąd tytuł tego artykułu) nie tylko w Niemczech, nie tylko
w Unii Europejskiej, ale również na całym świecie. Muszę przyznać, że również
to spotkanie było harmonijnym połączeniem oficjalnego stylu życia Angeli
Merkel, zdominowanego bieżącymi obowiązkami głowy wiodącego państwa, z
tą jego częścią, jaka jest nakreślona prywatnością i bagażem ulotnych wspomnień
ciągle na tyle ważnych, że tego wieczora udało się jej wrócić w naturalny
sposób do zwykłej przeszłości.
Wszyscy wspominaliśmy dawne dobre czasy i spotkania w Bachotku.
Poniżej na fotografii - opowiada Angela. Gwar w grupie Bachotkowej usłyszał
Josef Michl z Kolorado, który przysłuchiwał się zazdrośnie naszym wspomnieniom
(nigdy nie brał udziału w bachotkowych szkołach),
 |
|
|
 |
|
Kolej na UMK: nasze spotkania sprzed lat widziane ze strony organizatorów.
Fot. Zdenek Havlas
|
|
|
|
|
 |
|
|
 |
|
"Bachotkowicze", od lewej: Bogumił Jeziorski (UW), Angela Merkel, Lidia Smentek (UMK), Josef Michl (Colorado), Petr Čársky (Czeska Akademia Nauk, Praga) i Andy Hess (Vanderbilt University, Nashville).
Fot. Zdenek Havlas
|
|
|
|
|
 |
|
|
 |
|
Logo wyhaftowane na moim "służbowym uniformie" recepcjonisty w biurze szkoły w Bachotku w 1989 roku.
|
|
|
|
Tak jak wspomina Angela Merkel w swoim liście do dziekana Chwirota - nie
tylko nauka była przedmiotem dyskusji w Bachotku. Najważniejsze chyba były
w tamtym gorącym czasie wieczorne spotkania przy ognisku, przy muzyce gitary
i w atmosferze bieżących politycznych wydarzeń.
W sumie odbyły się trzy szkoły w Bachotku, w 1985, 1987 i 1989 roku,
w których organizacji brałam udział i byłam odpowiedzialna za pobyt i komfort
(możliwy w tamtych czasach) uczestników zagranicznych. W czasie każdej
szkoły prezentowane były najnowsze osiągnięcia naukowe w kwantowym opisie
układów wieloelektronowych, a dyskusje naukowe wspierane były obecnością
największych światowych autorytetów. Kolejno co dwa lata monitorowany był
też rozwój sytuacji politycznej w Polsce i u sąsiadów. Wieczory przy ognisku,
z gitarą i przy wyczarowanym przez kierownika Kordiana Wójcika piwie, były
poświęcone właśnie sprawom bieżącym, sytuacji w Polsce i tzw. krajach zaprzyjaźnionych.
Wymieniane były doświadczenia, poglądy, obserwacje, rady... Śpiewane były
tzw. piosenki zaangażowane. Dla koleżanek i kolegów z NRD to była wyjątkowa
okazja, żeby spotkać się i podyskutować ze swoimi kolegami z RFN. Notabene
koledzy z NRD (również Angela i Achim) musieli otrzymać zaproszenie z około dwuletnim
wyprzedzeniem, aby uzyskać zgodę na przyjazd do Polski i udział w szkole.
Do poważnego sukcesu organizacyjnego zaliczyliśmy przyjazd na szkołę kolegi
z Wilna; niestety nie udało się nam sfinalizować zaproszenia wybitnego
uczonego z Moskwy, mimo że zaproszenia wysyłane były na długo przed terminem
szkoły (i nawet pisane były cyrylicą).
Pierwsza szkoła była zorganizowana we wrześniu, jednak po ciężkim przeżyciu
doświadczonym przez jednego z uczonych, który doznał szoku, widząc na ścianie
w swoim pokoju mysz, kalendarz spotkań został zmieniony. Od tego wstydliwego
dla nas, organizatorów, wydarzenia (aczkolwiek szkoła odbywała sie przecież
w środku lasu, więc obecność dzikich zwierząt była choć w jakimś stopniu
usprawiedliwiona) spotykaliśmy się wiosną, czyli wtedy, kiedy myszy jeszcze
wolały być na wolności. Ze względu na tę zmianę terminu spotkań, również
logo szkoły zostało zmienione, z myszy na rybę, co miało konsekwencje naukowe
i oznaczało zmianę konwencji techniki diagramatycznej stosowanej w chemii
kwantowej. Wszystkie materiały pomocnicze, takie jak wizytówki z nazwiskami
czy plakaty wskazujące drogę w lesie, były albo rysowane ręcznie, albo
drukowane po drugiej stronie oceanu i przywożone w walizce. Organizowanie
szkół międzynarodowych w czasach, kiedy na półkach sklepowych stały tylko
zakurzone butelki octu, graniczyło z działaniami na granicy magicznych
wyczynów i bez operatywności pani Młodzi (niestety nieżyjącej już) i kierownika
ośrodka Kordiana Wójcika, niewiele byłoby możliwe. "Załatwiało" się wtedy
drobiazgi, nie wspominając na przykład poważnego problemu wyżywienia wszystkich
uczestników na poziomie maskującym panujące trudności w zaopatrzeniu.
Wśród kilkuset uczestników (trzy szkoły) wierną słuchaczką była Angela;
spokojna, skromna, nieśmiała, dziewczęca i miła, zwykle stojąca na uboczu.
Kiedy dowiedzieliśmy się, że właśnie ona zaistniała na poważnej scenie
politycznej, często w gronie wspólnych przyjaciół wspominaliśmy początki
jej kariery naukowej. Łatwo było wrócić we wspomnieniach do Bachotkowych
Szkół, a wraz z jej coraz wyższymi pozycjami rosła nasza satysfakcja i
radość, choć jednocześnie cały czas trudno było uwierzyć, że nikt wtedy,
w latach osiemdziesiątych, nie zauważył jej politycznych predyspozycji!
Wiele zabawnych historii, wydarzeń i kolorowych obrazów zapisanych w pamięci
wspólnie przywołaliśmy w ten jubileuszowy wieczór w Pradze.
Przepełniona i uduchowiona harmonią i jej wieloma aspektami zaobserwowanymi
podczas uroczystości jubileuszu Rudolfa Zahradnika wracałam w pośpiechu
(zajęcia ze studentami) z Pragi samolotem. W drodze na lotnisko (był poniedziałek)
podążała w przeciwnym kierunku kawalkada limuzyn eskortowanych motocyklistami;
limuzyny oznaczone były małymi flagami - czeskimi i niemieckimi. Po powitaniu
przez Prezydenta Klausa zaczynała się oficjalna wizyta kanclerz Angeli
Merkel w Pradze; na wieczór zaplanowany był bankiet w tej samej Willi Lanna...
Dwa światy współgrające dzięki wewnętrznej harmonii mojej koleżanki sprzed
lat. Zastanawiam się, skąd ona nabyła umiejętność życia w obu tych światach
i łatwość naturalnego przechodzenia między nimi?
W czasie powrotnego lotu lekturą prostego doniesienia z gazety The
Prague Post, October 15-21, 2008, zostałam boleśnie sprowadzona do
prozy życia i wszystko to, co wydarzyło się w Willi Lanna, nagle stało
się bardzo odległe. Artykuł donosił: Republika Czeska przeżywa inwazję
azjatyckich biedronek. Biedronki, zwane ...HARMONIA, są większe od zwykłego
europejskiego gatunku i ich ukąszenia mogą powodować reakcje alergiczne...
Lidia Smentek
 |
|
|
 |
|
Fotografia uczestników Międzynarodowej Szkoły Zaawansowanych Metod Chemii Kwantowej w Bachotku w 1987 roku, Angela Merkel zaznaczona w czerwonym kółku, obok niej, w pomarańczowym, Joachim Sauer.
|
|
|
|