|
- Panu zawdzięczamy lobbowanie na rzecz nadania jednej z nich nazwy "Toruń".
Czy jest Pan emocjonalnie związany z naszym miastem?
- Tak, jestem absolwentem UMK, tutaj także habilitowałem się. Pomysł z "Toruniem"
zrodził się w grudniu, podczas rozmowy z dr. hab. Maciejem Mikołajewskim
z UMK. Obiecałem w tej sprawie pomóc, bo naukowo zajmuję się planetoidami
i wiedziałem, co należy w tym celu zrobić. Teraz czekamy już tylko na ostatni
krok - zatwierdzenie nazwy przez Międzynarodową Unię Astronomiczną. Powinno
to nastąpić w ciągu najbliższych kilku miesięcy.
- A co należało zrobić?
- Prawo nadania nazwy planetoidzie ma jej odkrywca. Skontaktowałem się więc
z dwoma astronomami, którzy odkryli bardzo dużo planetoid. Jeden z nich
był nawet kiedyś w Toruniu. Napisałem uzasadnienie proponowanej nazwy,
które później ukazuje się w specjalnym słowniku. Argumentowałem tym, że
Toruń to gotyckie miasto, miejsce urodzin Kopernika, siedziba obserwatorium
astronomicznego UMK. Nie chcieli wierzyć, że Toruń jeszcze nie ma swojej
planetoidy.
- Kto i kiedy odkrył "naszą" planetoidę?
- Amerykański astronom Ted Bowell z Obserwatorium Lowella odkrył ją
14 września 1981 roku. Nadano jej numer 12999 = 1981 QJ2. Należy ona do
głównego pasa planetoid krążących między Marsem a Jowiszem.
- Ile jest planetoid w Układzie Słonecznym?
- Tych ponumerowanych jest w tej chwili ponad 200 tysięcy. Numer planetoidzie
nadaje się wtedy, gdy jej ruch dookoła Słońca znany jest na tyle, że daje
się przewidzieć jej położenie w przyszłości. Większość planetoid jest bardzo
małych i nie ma nazw własnych.
- Gdzie jest ich najwięcej?
- Między Marsem a Jowiszem. 2-3 tys. krąży stosunkowo blisko Ziemi. Za orbitą
Neptuna też jest ich sporo, ale jest to na tyle daleko, że widać tylko
te największe, o średnicy kilkuset kilometrów.
- Czy Pluton jest jedną z nich?
- Trudno było przecież nadal uznawać Plutona za planetę, skoro odkryto więcej
ciał podobnej do niego wielkości. Trzeba było się zdecydować - albo wszystkie
nazwać planetami, albo przestać nazywać Plutona planetą. Właściwie kryteria
zaliczania danego ciała do grupy planet nie były wcześniej sprecyzowane.
Skończyło się na tym, że Pluton został planetoidą i dostał swój numer.
- Jakie polskie miasta mają "swoje" planetoidy?
- Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław - nazwy te nadano im na początku XX w.
Jedyną planetoidą odkrytą przez Polaków, w 1949 roku, jest Posnania - zresztą
wszystkie one mają łacińskie odpowiedniki nazw polskich miast. Nazwa musi
coś znaczyć w danym języku, dlatego trzeba ją wyjaśnić. Zasada jest taka,
że planetoid nie można nazywać nazwiskami polityków, ale jest za to sporo
nazwisk astronomów, muzyków, są też bohaterowie popularnych seriali, zwłaszcza
amerykańskich. Mamy więc planetoidy takie jak: Penderecki, Anna German,
ale także Paczyński i Woszczyk. Ja także mam swoją planetoidę - ma jakieś
10 km średnicy, a jej numer to 7747.
- A jak duża jest planetoida Toruń z numerem 12999?
- Ma pewnie jakieś 3-4 km średnicy.
- Nieduże miasto ma niedużą planetoidę...
- Teraz większych już nie ma. Zresztą tego rodzaju nazwy nadaje się tylko
planetoidom krążącym w pasie między Marsem a Jowiszem, bo tym za Neptunem
nadaje się nazwy pochodzące z mitologii różnych narodów.
- W jaki sposób klasyfikuje się te ciała niebieskie?
- Najbardziej naturalny jest podział ze względu na ich usytuowanie w Układzie
Słonecznym. Na uwagę zasługuje również grupa planetoid trojańskich, które
krążą wokół Słońca mniej więcej po takiej samej orbicie jak Jowisz. Trzy
pierwsze nazwano: Achilles, Patroclus i Hektor, pozostałym także nadawano
imiona bohaterów Iliady. Odkryto je na początku XX w. Natomiast planetoidy
za orbitą Neptuna zaczęto odkrywać dopiero w latach 90.
- Do odkrycia zostały już dzisiaj tylko małe, gorzej widoczne planetoidy.
Czy jest to zatem zadanie trudniejsze niż kiedyś?
- W tej chwili w ciągu miesiąca odkrywa się nawet kilkanaście tysięcy sztuk!
Trzeba jednak dysponować dużo lepszymi instrumentami niż te, które mamy
w Polsce. W latach 80. wystarczyło zrobić parę zdjęć nieba przy pomocy
teleskopu Schmidta-Cassegraina, który ma dość duże pole widzenia, i można
było znaleźć nieznane nikomu obiekty. Teraz byłoby to już bardzo trudne.
Trzeba mieć albo lepsze instrumenty, albo dużo czasu obserwacyjnego, bo
jeśli się dużo obserwuje, to zawsze coś się trafi.
- Ostatnio słychać, że odkryć planetoid dokonują nawet gimnazjaliści...
- Ale to jest zupełnie co innego. Tych kilkanaście tysięcy planetoid odkrywa
się co miesiąc przy pomocy automatycznych programów wyszukiwania. Jednak
zawsze zdarzy się coś, co im się wymyka, i wtedy można to znaleźć, np.
na archiwalnych zdjęciach dostępnych w Internecie.
- Czy są ludzie, którzy zajmują się wyłącznie "polowaniem" na nowe planetoidy,
czy też odkryć zwykle dokonuje się przy okazji prowadzenia badań na inny
temat?
- Jeszcze 20 lat temu odbywało się to przy okazji innych badań. Obecnie są
wręcz specjalne teleskopy, ustawione w krajach o klimacie gwarantującym
co najmniej 300 bezchmurnych nocy w roku, które służą tylko do tego.
- Pana praca nie polega jednak na "polowaniu" na nowe planetoidy, a na
badaniu tych już odkrytych...
- Badam fizyczną naturę planetoid na podstawie zmian ich jasności. Są to
jednak obiekty już znane, wiadomo, gdzie ich szukać. Jedną planetoidę bada
się pod tym kątem przez minimum 6-7 lat, z tym że równocześnie można badać
ich wiele. Daje to dużo informacji na temat kształtu planetoidy, właściwości
jej powierzchni czy rotacji.
- Podobno także w podtoruńskich Piwnicach odkryto kilka planetoid.
- Słowacki astronom Milan Antal tylko podczas jednego pobytu w Piwnicach
w październiku 1986 roku odkrył aż 8 skatalogowanych obecnie planetoid.
Dwóm z nich zdążył nadać nazwy własne: 4573 Pieštiany i 23444 Kukučin.
- Dziękuję za rozmowę.
|